Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2025

Hafciarski dorobek 2024

Dorobek niewielki, ale zawsze coś jest (myślałam, że będzie jeszcze mniej).

 Więcej mam rozpoczętych robótek, (i to tylko w 2024 roku),  które z różnych powodów przerwałam. Mam jednak zamiar zmniejszyć zapasy zalegające od lat, może trochę się uda.

W Sylwestrową noc odpoczywałam odwiedzając blogi znajome bardziej, mniej lub wcale. Niektóre odwiedzałam dosłownie po latach (jeśli oczywiście przetrwały do dziś, co wcale nie jest takie oczywiste.

Na niektórych blogach podsumowania i plany. Kiedy widzę dziesiątki wykonanych prac w ciągu jednego roku... tysiące postawionych krzyżyków! tylko pozazdrościć takiej aktywności. 

Ja nie mam materiału do podsumowań, a planów już od dawna nie robię. Co z tego, że kuszą zabawy (nowe i kontynuacje), skoro wiem, że nie dam rady zmieścić w czasie w każdym miesiącu z różnymi zabawami. Trzeba się ograniczyć biorąc pod uwagę realne możliwości

wtorek, 4 czerwca 2024

Fotograficznie

Bardzo żałuję, że fotograficzne zabawy blogowe - na blogach robótkowych (o forach nawet nie ma co wspominać) to już przeszłość. Myślę o znajomych blogach, bo przecież nie znam całego internetu.

Szkoda, że ten rodzaj zabawy u nas nie przetrwał, przecież udział w takiej zabawie nie wymaga wiele czasu. Uruchamia za to naszą wyobraźnię, kreatywność, twórcze spojrzenie na świat.

Na pewno główną przyczyną "zanikania" blogów są przenosiny wielu osób w inne miejsca.

Ja tu pozostaję, ale chociaż długo opierałam się przed fb to również tam się znalazłam - z jednego powodu: możliwości oglądania archiwalnych zdjęć mojego rodzinnego miasta. To była jedyna furtka do grupy, która w krótkim czasie powiększyła błyskawicznie (co jest zasługą adminów czuwających nad porządkiem). Przy okazji trafiam na inne ciekawe strony, ale pozostaję głównie czytelnikiem. Moja aktywność na własnej stronie jest zerowa - nadal przeszkadza mi graficzny tłok na fb, uciekanie postów - chcesz coś przeczytać później: NATYCHMIAST zapisz link u siebie. W przeciwnym razie bardzo szybko gdzieś ucieknie, zginie w zalewie kolejnych nowości.

Nieoczekiwanie dostałam zaproszenie do jednej z wielu grup fotograficznych. Wcześniej nie myślałam o dołączeniu do którejkolwiek, bo poziom niektórych jest żenująco niski.

Jednak okazało się, że to grupa z ambicjami, więc zostałam. I tu dochodzę do sedna sprawy. Oprócz  możliwości codziennego wstawienia zdjęcia są także weekendowe konkursy/zabawy/wyzwania na określony temat. W kilku brałam udział, ale przyznaję, że z każdym kolejnym tematem mam coraz większe opory. Poziom artystyczny zgłaszanych zdjęć jest w niektórych przypadkach za wysoki dla mnie - wpadam w kompleksy. Kreatywność w realizacji tematu zaskakuje i wywołuje refleksję typu "czemu ja na to nie wpadłam!".

Inna sprawa to jakość sprzętu fotograficznego i umiejętność korzystania z programów do obróbki zdjęć - u mnie minimalna.

Jedyne co mi przeszkadza to brak podpisów autorów na zdjęciach. Wiem, że są różne zdania na ten temat (m.in. że podpis zaburza odbiór), ale ja tak nie uważam.

Temat z ostatniego konkursu: Wnętrze.

Wstawiłam to zdjęcie

ale dzisiaj wybrałabym inne


Co jakiś czas dorzucę zdjęcia z poprzednich tematów.

Lubię fotografować, choć nadal bardzo amatorsko, ale nie pcham się "na salony", a u siebie mam zapis na pamiątkę.

Pozdrawiam zaglądających - odezwijcie się czasami :)

czwartek, 22 lutego 2024

Bez planów...

Haftowanie idzie mi jeszcze wolniej niż dotychczas (a myślałam, że już gorzej być nie może!). I chociaż kilka zabaw blogowych kusi, to jednak nie zgłaszam się do nich, bo raczej nie dałabym rady wykazać się systematycznie. Chyba, że pojawi się coś szczególnie atrakcyjnego i niezobowiązującego. Na razie pozostanę przy dotychczasowych (i to też stoi pod znakiem zapytania) - u Splocika i przy Choince z nową prowadzącą.

Obecnie większość czasu zabiera mi teraz komputerowe sprzątanie. W ubiegłym roku mój wiekowy komputer (po latach mulenia i zawieszania się) całkowicie odmówił współpracy - dysk sobie padł, beztrosko zżerając wszystkie  treści zapisane tam od 15 lat. Taka awaria to pikuś dla fachowca, który nie tylko odzyskał wszystko co przepadło (jak mi się wydawało bezpowrotnie), ale także zdjęcia schowane gdzieś w czeluściach komputera (o których całkowicie zapomniałam). 

Ależ to jest przyjemność! ... zobaczyć nagle takie niespodziewanie odnalezione zdjęcia. Dzięki temu częściowo uzupełnię niektóre stare posty, które teraz straszą pustymi okienkami (dlatego je schowałam do wersji roboczych).

W październiku ubiegłego roku powstał kolejny hafcik według wzoru Małgorzaty Piotrowskiej.

To jedyny haft, który robię wielokrotnie (i to jeszcze nie koniec). Z zasady nie wracam do raz wykorzystanego wzoru, ale ten jest wyjątkiem - co jakiś czas robię nowy na wyraźną prośbę w rodzinie. 

Ostatnie wersje robię złotą muliną na kanwie ze złotą nitką - taka najbardziej mi się podoba.


W grudniu wzbogaciłam hafcik z aniołkiem małym "szlaczkiem" na dole. 

Według wzoru oryginalnego pozostało trochę pustego miejsca i brakowało mi jakiegoś uzupełnienia. Wyjęłam hafcik z ramki, bo nie dało się zrobić zdjęcia bez odbicia światła (ramka jest błyszcząca).


Trochę trwało zanim znalazłam zdjęcie pierwotnej wersji. Zrobiłam ten obrazek w 2019 roku .


sobota, 30 września 2023

Osiemnastka u Splocika

 Blog Splocika - "Splecione nitki i słowa" obchodzi 18-te urodziny. 


To naprawdę szczególne osiągniecie w zamierającej blogosferze. To jedyny stale aktywny  blog, który odwiedzam  od dawna. Nie mogę określić konkretnej daty, ale na pewno ponad 13 lat. Świadczy o tym mój komentarz z okazji 5-lecia istnienia bloga.

Chociaż nie znamy się ze Splocikiem osobiście, to jednak jest to najbliższa mi internetowa koleżanka.

Mam nadzieję, że jeszcze pozostanie tak aktywna na blogu, a ja sama znajdę siły, żeby dołączyć do proponowanych zabaw. 

poniedziałek, 17 października 2022

Ruszyło ku lepszemu...

 Xgalaktyko, mp, Splociku - bardzo Wam dziękuję za odzew i pomoc w rozwiązaniu mojego technicznego problemu. 

Zmiana przeglądarki pomogła.

Co prawda nie od razu (żeby nie było tak pięknie) - po zmianie dalej nie chciało działać, więc ze złości odpuściłam na kilka dni.

A teraz włączam... i cuda po prostu - działa!

Widocznie potrzeba było ponownego odpalenia komputera, jak w tym dowcipie o informatyku i samochodzie.

A w moim ogrodzie lato wcale nie odchodzi - natura ociepliła się i pewnie jeszcze zaliczy miesiąc poślizgu. Co prawda nasz ogrodowy Czarny Kiciek rzuca się na miskę jakby miesiąc nie jadł, ale pewnie tradycyjnie jak co roku o tej porze "robi futro na zimę".

Na sporym poletku po czosnku - w tym roku pustym, zasiało się coś co wyrosło na ponad 1 metr i kwitnie całe lato. Nazwałam poletko "Łąka kwietna samosiejka", bo są tam też inne roślinki, na które naprawdę przylatywało  mnóstwo owadów. Zdjęcie zrobione kilka dni temu.


czwartek, 6 października 2022

Blogowe pożegnania

Pamiętam bardzo dobrze powstanie tego bloga, który dziś jest już historią.

To "Szuflada" - miejsce inspiracji i ciekawych kontaktów.

Obserwowałam bloga od początku i wielokrotnie chciałam wziąć udział w proponowanych zabawach, powstało nawet kilka roboczych wpisów na moim blogu do planowanych robótek.

Jednak  tamte lata wypadły w najtrudniejszym czasie w moim życiu , związanym z opieką nad chorymi rodzicami. 

Mało miejsca pozostawało na robótki, chociaż trochę działałam na tym polu. Niestety, na "Szufladę" czasu zabrakło.

To kolejne opuszczone miejsce... coraz mniej tych znanych, dawnych miejsc blogowych (o forach nie mówiąc, bo te zniknęły prawie całkowicie).

Szkoda mi tej blogowej przeszłości...

środa, 5 lutego 2020

Róbcie kopie! - hasło stale aktualne

To oczywiście hasło aktualne dla tych blogerek, którym zależy na zachowaniu swojego blogowego dorobku. Na pewno są także osoby, które traktują blogowanie jako chwilową czynność/zabawę i  nie martwią się utratą zapisanych treści - "napisze się nowe o nowych sprawach".

Dodatkowe zabezpieczenia wynikają z tego czym jest dla nas blogowanie... jaką wartość ma ten wirtualny dorobek. Jeśli to chwilówka typu fb, to nie ma się czym martwić. Ale jeśli ma znaczenie czas poświęcony na tworzenie bloga oraz chęć pozostawienia tego dorobku na dłużej, to warto tworzyć zapasowe kopie.

Takie sytuacje zdarzają się regularnie co jakiś czas i tak właśnie było w ostatnią sobotę.
Siedziałam dość długo w nocy, wędrując po blogach i szukając przeróżnych ciekawostek. Pora dnia ma znaczenie, bo ze zmęczenia już mi się nie chciało zapisać niektórych informacji, a w niedzielę rano mogłam sobie przeczytać na ekranie komputera, że strona jest "error".
Dla potencjalnego czytelnika nie ma znaczenia powód,dla którego blog zniknął - problem w tym, że nie można już nic przeczytać.

 Photo by Aryan Dhiman on Unsplash

wtorek, 18 grudnia 2018

Wzruszająca niespodzianka

Tak... wzruszająca... nie wstydzę się używania słów określających uczucia... właśnie o pozytywnych uczuciach powinniśmy mówić jak najwięcej. A tymczasem pędzący coraz szybciej świat dostarcza nam głównie przeżycia negatywne, smutne, traumatyczne; kształtując jednocześnie prymitywne i płaskie publiczne wyrażanie naszych emocji. Coraz częściej w ogóle bez słów, bo przecież nie trzeba się fatygować z myśleniem jak wyrazić to co czujemy, skoro wystarczy nacisnąć odpowiedni znaczek... już on zastąpi słowa.

W miniony piątek do drzwi zadzwonił listonosz - prawdziwa scena jak z filmu, bo niezwykle rzadko dostaję przesyłkę bezpośrednio. Najczęściej po odbiór muszę pofatygować się na pocztę. Dotarła do mnie Niespodzianka od Splocika. Niespodzianka zapowiedziana i oczekiwana, związana z 13 urodzinami bloga "Splecione nitki i słowa". To jednak okazała się niespodzianka 3 x 1, czyli urodzinowo-zabawowo-świąteczna. Akcent zabawowy to mój udział w Zabawie "Hafty i przysłowia" w tym roku.
Mimo, że znam (wirtualnie co prawda, ale jednak) Splocika już 8 lat, po raz kolejny dałam się tak mile zaskoczyć. Bo najcenniejszym prezentem jest dla mnie zawsze przedmiot wykonany własnoręcznie... to najbardziej doceniam i takie chwile właśnie mnie wzruszają.
Jeszcze raz dziękuję!
Nie będę się więcej rozpisywać, bo zdjęcia pokazują wszystko.
Dodam tylko, że jako tło do zdjęć wykorzystałam lniany kalendarz z dawnych czasów (ten konkretny ma datę 1980) oraz kuchenny stołeczek (to nie jest podłoga, jak myląco może wskazywać wykładzina). Nigdy nie fotografuję rękodzieła, ani książek na podłodze.


 

 


I wszystko razem

poniedziałek, 17 września 2018

Urodzinowa trzynastka blogowa

Trzynaste blogowe urodziny obchodzi Splocik.
Z tej okazji organizuje Trzynastkowy poczęstunek - niespodziankę (klik - tu szczegóły)

Blogi  Splocika były jednymi z pierwszych, które znalazłam w internecie zaraz na początku swojego blogowania, a teraz z najdłuższym stażem są na pierwszym miejscu moich znajomych blogów.
Taka wytrwałość jest naprawdę godna podziwu w blogosferze, w której nie ma nic pewnego na stałe.
Życzę autorce bloga kolejnych szczęśliwych trzynastek... - a więcej napiszę na blogu jubileuszowym.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Świąteczne klimaty coraz bliżej

Na blogach świąteczne robótki idą pełną parą... Blogerki pokazują kartki, ozdoby, obrazki , drobne upominki czyli rękodzieło wszelkiego rodzaju.
Ja raczej niewiele stworzę, ale przynajmniej mogę nacieszyć oczy pięknością przedmiotów wykonanych przez tak uzdolnione autorki. Tym bardziej, że w niektórych technikach nawet nie próbuję swoich sił

Szczególnie zachwyciły mnie piękne białe bombki, wykonane przez Arine, której radosny styl bardzo lubię i oglądam od kilku już lat. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności wstawienia chociażby jednego zdjęcia z tych, które pokazuje Arine na blogu - TUTAJ 
Zdjęcia są opatrzone charakterystycznym stempelkiem Arine, więc nie ma wątpliwości kto jest autorką

 

niedziela, 13 marca 2016

Jeszcze o robótkach 2015 i trochę o guglowych zmianach

W listopadzie zabawiłam się w dobieranie wzoru do posiadanej kanwy.
Tym razem taka była właśnie kolejność - miałam różowy kawałek, więc trzeba było znaleźć dla niego wzór. Trwało to dość długo, a powodem był rozmiar kanwy -  aida 14 to już nie dla mnie  (zbyt wielki rozmiar). Owszem, jest bardzo łatwy i wygodny w realizacji, ale każdy trochę większy wzór osiąga na nim kobylaste rozmiary.
Ze względu na jednak dość intensywny kolor (chociaż to nie wściekły róż, ale bardziej brudny łosoś), zdecydowałam się na jeden kolor. I za namową córki wybrałam odpowiedni zielony.
Po dość długich wahaniach i rozterkach  wybrałam wzorek - znaleziony bez nazwy, więc sama nazwałam go (jakże oryginalnie!) - "Zielony ornament". Praca poszła szybko, łatwo i przyjemnie - w przeciwieństwie do etapu przygotowawczego. I na haftowaniu się skończyło (na razie), bo nie mam pomysłu na wykorzystanie. Poduszka odpada, bo nie znoszę szycia, chociaż próbowałam polubić.


Kończąc różowości zaczęłam myśleć o małych elementach świątecznych... i tu mocno się zawiodłam. Chciałam kupić coś gotowego z jakąś ozdobną oprawą, choćby nawet to miał być duży rozmiar kanwy. Odwiedziłam znajome pasmanterie i okazało się, że nie ma co liczyć na cokolwiek. Musiałam ograniczyć się do własnych zapasów, a tu tylko była jedna mizerna choineczka-zawieszka, kupiona kilka lat temu. Chociaż wzór tej latarenki (Permin) nie do końca mnie zachwyca, to jednak go zrobiłam jest oryginalnie przeznaczony do tej ramki.


W ten sposób tworzy już 2-elementowy komplecik z gwiazdką, która miała w zestawie kanwę i mulinki.


Wyciągnęłam też z moich ZetPeTów  rozpoczętą dość dawno bombkę, która trafiła pod choinkę jako prezent - obrazek.

To już chyba wszystkie zakończone hafciki w ubiegłym roku, o których pamiętam.

Innym brakuje mniej lub więcej krzyżyków do zakończenia... czasami są to tylko brakujące kontury.

Szukając teraz zdjęć do wpisu trochę się męczyłam z  tym bałaganem fotograficznym (mam zdjęcia w różnych albumach i w różnych hostingach). Zaczęłam więc porządki polegające na zebraniu gotowych prac w jednym miejscu (również tu na blogu) - tym bardziej poczułam się do tego zmuszona przez komunikat dotyczący funkcjonowania  picasa, które ma się zmienić od 1 maja (komunikat na ten temat jest na każdej stronie z albumami, na żółtym pasku). Przeczytałam z pomocą wujka guglowego, ale niewiele z tego wynika. Chyba to, że muszę uruchomić funkcję google plus, którą dotychczas omijałam szerokim łukiem. Ale jakoś trzeba zachować zdjęcia wstawiane na blogi, które mogą zniknąć po likwidacji obecnego ustawienia.

czwartek, 12 listopada 2015

Dzień dwunasty - "Jabłka"

Jabłka... podobno najbardziej polski owoc...

To papierówki i malinówki - moje smaki dzieciństwa...

To szarlotka, ciasto prawie codzienne, którego już nigdy nie zjem - specjalność mojej Mamy...

To kosze owoców, nadal zrywanych z drzew i zbieranych w trawie każdego lata  w naszym rodzinnym ogrodzie...


Nie może zabraknąć robótkowych jabłuszek... jest ich wiele, robionych w różnych technikach i nie musiałam specjalnie szukać. Dzisiaj sam się trafił ten pomysł



czwartek, 5 listopada 2015

Dzień piąty - "Prosty"

Jak wiele związków tworzy to słowo i jak wiele ma ono znaczeń...
A wydawałoby się, że powinno być wręcz przeciwnie, skoro samo w sobie jest takie... proste
Prosty człowiek... prosta droga... proste jedzenie... prosta sprawa... prosty jak konstrukcja cepa...

Jednak u mnie zawsze pierwszym skojarzeniem jest "proste jak drut"...
I o drutach..., wiadomo, że dziewiarskich będzie...
Przez dziesiątki lat mojego osobistego drutowania zebrało się tego przyboru sporo - mam druty różnej grubości, różnej długości, z różnych materiałów (stalowe, plastikowe, drewniane), nawet w różnych kolorach, ale praktycznie leżą nieużywane. Nie lubię, przeszkadza mi bardzo drut w lewej ręce (najczęściej jego koniec znajdował się pod pachą) i w ogóle tylko nerwy i psucie przyjemności dziergania. Od momentu, gdy dostałam do ręki pierwsze druty na żyłce (produkcji NRD) - przepadłam... teraz tylko takie uznaję. Oczywiście postarałam się o odrobinę luksusu (wszak jestem tego warta?!) i mam do dyspozycji druciki nowych generacji z przyjazną żyłką.

I na takich drutach powstało moje ostatnie dzieło - w ramach zakończonej właśnie zabawy razemtworzenie 2015 (KAL na Raverly). Tematem zabawy były "Paski kontra ażury". Ja wybrałam do mitenek ażury, a pasko-ażury do kocyka, którego jednak nie dałam rady skończyć w terminie. Ale już niewiele zostało, niedługo się z nim rozprawię.

Machnęłam sobie mitenki w jednym kawałku, tzn. bez szycia.
Uwielbiam takie robótki "na okrągło" i stosuję je jak tylko się da.


 



piątek, 30 października 2015

Rocznicowa niespodzianka i garść refleksji przy okazji

Bardzo rzadko listonosz puka do mych drzwi z przyjemnymi przesyłkami, bo prawie już nie biorę udziału w zabawach blogowych, czy konkursach z nagrodami. Nie wspomnę, że jeszcze rzadziej cokolwiek wygrywam.
Tym razem jednak nie mogłabym pozostawić bez życzeń Splocika mającego za sobą 10 lat blogowania.

10 lat! - to wydaje się strasznie długi czas i rzeczywiście... to imponujące osiągniecie, biorąc pod uwagę niesamowity rozwój blogosfery. Zmieniło się tak wiele od strony technicznej, a i ludzkie relacje też mają inne oblicze, że tamte początki blogowe są już archaiczną historią.
Technicznie na pewno były to bardziej prymitywne czasy, ale krąg blogerski był mały, znało się większość aktywnie blogujących w danej dziedzinie, a teraz... teraz to kosmos nie do ogarnięcia... nie jesteśmy w stanie czytać ułamka wpisów pojawiających się na przeróżnych platformach. Wtedy znałam i kojarzyłam także nicki osób wpisujących komentarze, bo najczęściej ich blogi były również mi znajome. Teraz czasami "idę tropem" nieznanego nicka, trafiam do nowego bloga, a tam inne, nowe blogi, z których drogi prowadzą do jeszcze innych... nowych...

Blog "Splecione nitki i słowa" był jednym z pierwszych blogów robótkowych na który trafiłam.
Trzeba przyznać autorce, że wykazała się odpornością na kuszące gadżety i nowinki - nie ulegając pokusie zmian zachowała swój kącik w niezmienionej formie przez cały czas.
I tak z tej urodzinowej okazji zostałam obdarowana...

Najbardziej zawsze cieszą samodzielnie wykonanie drobiazgi - ich wartość jest niewymierna.
Frywolitkowa zakładka (sama nie potrafię takiej zrobić),  najlepiej prezentuje się na książce, wybrałam powieść biograficzną "Pani Eliza", bo pisarka, Eliza Orzeszkowa, sama lubiła robótki ręczne. Robótki pojawiają się także na kartach niektórych jej powieści.


Zawieszka z literką znajdzie zaraz swoje miejsce przy nożyczkach


Zawsze bardzo pożądane i przydatne przydasie  



I część dla łasucha


A całość uzupełnia miły liścik.
Splociku - jeszcze raz bardzo Ci dziękuję :)

środa, 26 czerwca 2013

Trochę blogowych porządków

Od pewnego czasu coraz częściej trafiam na blogach na informację, że od lipca zniknie funkcja obserwowania blogów. I jednocześnie autorki blogów proponują w to miejsce obserwację poprzez Bloglovin.
Nie wiem, czy to tylko plotka żyjąca po puszczeniu w świat własnym życiem, czy rzeczywiście tak się stanie. Jakoś nie mam zupełnie ochoty na ładowanie się w kolejną anglojęzyczną stronę, bo chcę czytać i pisać po polsku. Zajrzałam do takiej strony na jednym z blogów, który często odwiedzam i od wejścia poraził mnie wskakujący w oczy FB (którego nigdy nie oglądam z własnej woli, tak mnie denerwuje grafika tej strony i w ogóle całokształt). O nie... to nie dla mnie... (w nieokreślonej przyszłości, bo kto wie, kiedy mi coś odbije i jednak to sobie zainstaluję).

Jak na razie zrobiłam pewne porządki polegające na zapisaniu w blogowym adresowniku wszystkich obserwowanych przez mnie blogów.
Dokładniej mówiąc -  nie wszystkich, niestety. W trakcie tych porządków znalazło się kilka blogów, które przestały istnieć. Szkoda, bo były to ciekawe miejsca. Ja nie zapisywałam się na obserwatora wszędzie, gdzie popadło, więc moją listę tworzyły blogi wartościowe.
Na innych z kolei blogach nie znalazłam nowych postów - przerwy są dłuższe lub krótsze. To z kolei może niepokoić, dlaczego autorka milczy kilka miesięcy. Szczególnie w przypadkach, gdy wiemy o poważnej chorobie.

A na moim własnym podwórku? Sytuacja jest podobna - ja nie piszę, zaglądający się nie odzywają.
To, że ktoś odwiedza ten blog, widzę tylko poprzez statystkę bloga. Nie śledzę tej opcji zbyt mocno, ale dzisiaj tam zajrzałam. Słabiutko...

Nie piszę, bo nie mam o czym (robótki leżą), bo nie mam czasu (wracam do domu późnym popołudniem lub wieczorem), bo nie mam siły, ani nastroju (kto, mając problemy z własnym zdrowiem prowadził dwa gospodarstwa domowe równocześnie i opiekował się chorym rodzicem, ten wie).
Z tych samych powodów mam coraz większą absencję na forum...
Próbuję utrzymać jaką taką sprawność umysłu, pisząc na blogu książkowym i filmowym. Pisanie zawsze mi szło szybko i próbuję ten plus jakoś wykorzystać. To moja własna terapia zajęciowa, bo już czułam, że jestem na prostej drodze do otumanienia. Muszę coś robić, żeby mózg nie wypadł całkiem z użycia teraz, gdy już jest poza kieratem roboczym.

Robótkowo ratuję się w sposób, który polega na zaczynaniu kolejnej robótki i po krótkim czasie porzucaniu jej. Dzięki temu tworzę własne ZPT - nie myślcie, że to przedmiot szkolny, znany nam jako zajęcia praktyczno-techniczne. Nie, to mój Zbiór Porzuconych Tworów. Cały czas mam nadzieję na zakończenie wszystkich (w czasie nieokreślonym oczywiście). Jednak teraz nie potrafię skupić się na żadnej robótce, co mnie bardzo martwi. Szczególnie w kontekście wielkiego projektu, który chciałabym już zacząć i skończyć najpóźniej do września 2016 roku - to ma być prezent dla mojego męża, z okazji kolejnej okrągłej naszej rocznicy. A tu leżą wszystkie metryczki dla dzieci urodzonych w ciągu ostatnich miesięcy - szczególnie mi wstyd, bo to rodzinne dzieciaki, najbliższe. Akurat taki wysyp urodzin się zdarzył. Nie wspomnę już o metryczce dla mojego pierwszego wnuczka, który we wrześniu skończy 4 latka. A jeszcze inne, większe lub mniejsze Porzucone Twory leżą.

Na temat upałów staram się już nie wypowiadać, bo jestem od dawna monotematyczna.
Na szczęście się ochłodziło, trochę deszczu spadło, ale coś za coś - gwałtowny deszcz zniszczył pięknie kwitnące peonie...


Pozdrawiam zaglądające koleżanki :)

środa, 27 lipca 2011

Trochę blogowo - o wyróżnieniach i prośbach

Kilka dni temu dostałam od Barboorki wyróżnienie.
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, bo to zawsze jest miłe, kiedy przeczytamy na swoim blogu takie słowa.
Jednak dalej go nie przekażę, zgodnie z własnym postanowieniem, o czym napisałam tutaj - pod znaczkiem widocznym na bocznym pasku bloga.

Napiszę jeszcze o drugiej sprawie (niestety niemiłej), również poruszanej na blogach co jakiś czas.
Doszłam do wniosku, że napiszę otwarcie co mnie denerwuje i w ten sposób zamykam sprawę mojej pomocy innym.
Otóż prawdopodobnie każda z nas miała już  (a jak jeszcze nie, to na pewno będzie miała) do czynienia z prośbami typu: proszę Panią o schemat, czy możesz mi wysłać schemat, potrzebuję schemat itd
Poświęcamy swój czas, szukamy (krócej lub dłużej),  wysyłamy - ja zawsze dbam o porządną formę listu.
A później...  możemy sobie czekać w nieskończoność na jedno słówko "Dziękuję".
W momencie wysłania schematu kończy się jakikolwiek kontakt.
Czytam o tym na blogach, więc nic nowego i odkrywczego nie piszę, ale..
To "dzięki" takim osobom tracimy chęć pomocy innym, bezinteresowność, otwartość.
Właściwie powinnam pisać tylko w swoim imieniu, więc zmienię formułę.
Odechciało mi się, mam dość i ogłaszam, że od tej chwili nie wysyłam żadnych materiałów, wzorów, schematów osobom nieznajomym.
Nie będę również odpowiadać na takie maile.
W późniejszym czasie wstawię taką informację na pasku bloga.
Ech... szkoda słów...

wtorek, 6 kwietnia 2010

Zmęczenie słowem

Już po świętach, środek nocy, pada deszcz.
Leniwie odbywam blogową wędrówkę po znajomych blogach - tam trafiam, gdzie nacisnę w zakładkach adres nie znanego mi bloga.
Oglądam, czytam pobieżnie - za dużo jest informacji, nie jestem w stanie bardziej się skupić na treści.
Mam wrażenie, że informacje tam mnie atakują ze wszystkich stron za zbyt wolne tempo przyswajania.
Chyba dopadło mnie swoiste nasycenie internetem - jeszcze przeglądam strony... otwieram coraz to nowe linki... jeszcze biernie poczytam ... coś tam mnie zaciekawi... ale już coraz mniej chce mi się cokolwiek napisać.
Całe lata mojej aktywności zawodowej to były głównie papiery: bardzo szybkie czytanie (właśnie pobieżnie, po łebkach), wymyślanie koncepcji, opracowywanie pomysłów i pisanie, pisanie, pisanie bez końca ... a teraz mam stosy papierów, których dotąd nie mogę się pozbyć...
Tak lubiłam czytać i coś tam pisać, a teraz tak bardzo mi się nie chce.
Czy to bunt organizmu? zużycie materiału? życiowe wypalenie?
Nie wiem, nie szukam przyczyn i nawet nie chce mi się nic analizować.

Kiedy odwiedzam blogi kreatywnych, aktywnych, pełnych zapału młodych kobiet czuję się jak.... może jednak nie nazwę tego tak jednoznacznie, niedomówienia wystarczą.

sobota, 3 kwietnia 2010

Wesołych Świąt!



Zdrowych, pogodnych,

rodzinnych i radosnych Świąt

życzę

wszystkim odwiedzającym mojego bloga.



środa, 24 marca 2010

Robótkowe chorobowe

Poprzednia notka dotyczyła pożegnania zimy.
W tej nie mogę nic napisać o powitaniu wiosny, bo siedzę/leżę zamknięta w domu.
Nie widzę wiosennego świata i nie wącham wiosennego powietrza.
W widzeniu i wąchaniu skutecznie przeszkadza mi silna infekcja - a w pakiecie zestaw standardowy (katar, zapchany nos, kaszel, ból gardła, łzawienie oczu, woda z nosa, ból głowy, ból zatok, łamanie w kościach, na termometrze mam 35,8 C - dalej ani rusz).
Wiem, że wszyscy znają podstawowe objawy grypopodobne (grypy nigdy lekarze nie stwierdzają, choćby pacjenci chodzili w gorączce po ścianach, bo to zaraz inna jednostka chorobowa).
Jednak jestem tak rozżalona na złośliwość losu pod postacią podłego wirusa, że właśnie sobie tutaj pofolguję - w końcu to mój prywatny kawałek podłogi...
Przerwa na gwałtowne wycieranie nosa i oczu.
Na znajomych i mniej znajomych blogach co rusz pojawiają się notki prezentujące piękne dekoracje wielkanocne, pisanki przeróżnej maści (czyli wykonane różnymi technikami), karteczki świąteczne już wysłane.
U mnie za to powtórka z rozrywki - również w grudniu, przed świętami Bożego Narodzenia nie miałam zupełnie czasu, ani sił na świąteczne robótki (choroba mamy i większość czasu na dojazdach i w szpitalu).
Przerwa na chusteczkę ... - piszę w scenerii żywcem z filmu "Miłość, szmaragd i krokodyl", ale tam podłoga głównej bohaterki była usłana chusteczkami używanymi do płaczu nad losami bohaterów w trakcie mąk twórczych.
A u mnie takie pospolite choróbsko...
Tak mi bardzo żal, że siedząc/leżąc w domu nie mogę popchnąć robótek do przodu.
A może zaraz po chorobie zrobić jakieś robótki wielkanocne? - na przyszły rok będą jak znalazł...
Cytując własne słowa z mojego bloga kulinarnego jestem zmuszona zawiesić blogowanie na jakiś czas - sama sobie wystawiam blogowy druczek L-4 (takie wspomnienie z przeszłości).
Chusteczka, kaszel...
Wiadomo - gdybym zaczęła przygotowania miesiąc wcześniej, to mogłabym teraz pogwizdać na tego wirusa, który miał taki kaprys wskoczenia do mnie.
Niestety, nie jestem taka poukładana, a z wiekiem nadzieją na zmianę maleje.
Kaszel ...
Chciałabym jeszcze dłużej pociągnąć swoje żale, ale już pokładam się na klawiaturze... a w kuchni czeka nocna porcja lekarstw i inhalator... a nie ma kto pozbierać chusteczek, bo M. na wszelki wypadek już śpi.
Byle do Świąt...

środa, 17 marca 2010

Dziękując za wyróżnienia - prosimy o komentarze

Już na kilku znajomych blogach, które regularnie odwiedzam, widnieją znaczki z takim napisem "Wyróżnienia są miłe, ale ... Nie, DZIĘKUJĘ"

Ja znalazłam jako pierwszy blog Aty, która (choć wyjaśnia, że nie jest inicjatorką akcji) bardzo trafnie wyjaśnia swoje rozumienie problemu.
A ponieważ moje jest takie samo wklejam linka do bloga Aty, która powiedziała to co najważniejsze.
Pozwolę sobie jeszcze wykorzystać własny komentarz w temacie .
To co Ata opisała w swoim poście dopada pewnie każdą z nas (prędzej czy później).
I to właśnie w ten sam sposób - po kolei od radości z pierwszego wyróżnienia aż do zakłopotania, że znowu trzeba dokonać jakiegoś wyboru.
W ogóle cały problem jest bardzo delikatnej materii.
To nie jest z naszej strony oznaka lekceważenia czyjegoś gestu.
Fakt, że dostaniemy od kogoś wyróżnienia jest bardzo miły, to na początku wielkie zaskoczenie, radość, że ktoś nas docenił.
Dopiero później pojawia się problem komu przekazać to wyróżnienie.
A ostatnio na polskich blogach rozlała się fala wyróżnień, przyznawanych dosłownie "na pęczki".
I w ten sposób czyjś świetny pomysł spowszedniał, straciła na znaczeniu i wypaczyła się jego idea.
O ile większą wartość miałoby takie wyróżnienie, gdyby zasady jego przyznawania były nieco inne.
Po prostu wyżej zawieszona poprzeczka.
Choć pewnie problem nie tylko dotyczy polskich blogów, skoro takie znaczki są dostępne w wersji angielskiej na cudzoziemskim blogu - tutaj

Natomiast sprawa komentarzy na polskich blogach to inny problem.
Mamy świadomość, że codziennie czyta nasz blog wiele osób, a pozostawia ślad (w postaci komentarzy) nieliczna garstka.
Problem komentarzy, a raczej ich braku też chyba obchodzi większość blogujących.
Mamy zainstalowane u siebie te liczniki - głównie po to, żeby mieć jakieś rozeznanie, ile osób nas odwiedza.
Widzimy, że licznik bije, a tu z komentarzami lichutko.
Oczywiście nie pragniemy u siebie masowych wpisów o niczym, ale takie milczące audytorium może u kogoś wywołać blogową depresję.
Mamy świadomość, że ludzie czytają, ale skoro nie odzywają się , to pewnie blog nieciekawy itd itd...

"Piszmy komentarze" - rzucam nowe hasło na przyszłość, bo chyba właśnie komentarze są w polskiej blogosferze mało doceniane.
A to najważniejsza nić łącząca autora bloga z jego czytelnikami...