poniedziałek, 12 lipca 2021

"Rękodzieło i przysłowia 2" w lipcu

Cierpliwość nigdy nie była moją cechą... wręcz przeciwnie - zawsze byłam wybuchowa i niecierpliwa. Kiedy więc zajęłam się haftem krzyżykowym moja OdZawszePrzyjaciółka (znająca mnie lepiej niż ja sama siebie), nie mogła wyjść z podziwu, że mogę skupić się na takiej dłubaninie i nie wściekam się, ani nie "rzucam mięsem" przy pomyłkach. Być może znaczenie miał mój wiek w momencie tego krzyżykowego początku ... na starość często ludzie łagodnieją.

A właśnie z cierpliwością związane jest przysłowie w lipcowej odsłonie zabawy u Splocika:

1. Bieda matką sztuk wszelakich. 
2. Cierpliwość to kwiat, który nie w każdym ogrodzie rośnie.

Z powodów wiadomych - UPAŁY!!! egzystuję na najniższych obrotach, starając się w ogóle przeżyć ten koszmar, więc i myślenia prawie u mnie brak. A myślenia twórczego to już w ogóle nie uświadczysz.

Dlatego wybrałam drugie przysłowie i minimalistyczną robótkę do niego. Skoro tak łatwy i prosty hafcik to gdzie tu potrzebna cierpliwość? Ano... potrzebna do kanwy drukowanej, z którą zupełnie mi nie po drodze i która wymaga ode mnie szczególnej cierpliwości. Przed początkiem mojej przygody z haftem krzyżykowym kupiłam w pasmanterii taką drukowaną kanwę, ale przesunięcie kolorów względem odpowiednich dziurek szybko mnie odstraszyło od haftowania. Trafił więc ten nieszczęsny kawałek materiału do szuflady, a ja dopiero po kilku latach wzięłam się na serio za krzyżykowanie.

Mimo tych oporów sięgnęłam teraz po zestaw, który czekał cierpliwie (nomen omen!) na swoją kolej kilka lat. To prezent od miłej forumowej koleżanki, więc w końcu powinien się doczekać realizacji.

Z powodu upału nie planowałam żadnej fotograficznej aranżacji ogrodowej na iglakach sąsiada, które w dużym stopniu zakrywają naszą starą siatkę  (do swojego ogrodu muszę przemieścić się samochodowo lub transportem publicznym).

Taki jest efekt końcowy


Celowo zrobiłam zdjęcie na kluczyku do szafy, żeby dobrze było widać niewielki rozmiar tego koła ratunkowego - sam haft ma średnicę 7 cm.

Kanwa jest tylko częściowo przeznaczona do haftu (co jest zaznaczone na dołączonym diagramie), większość to podmalowane tło.

czwartek, 24 czerwca 2021

Chusto-narzutka (w trakcie)

W nawiązaniu do komentarza z poprzedniego posta pokazuję narzutkę z różnych włóczek bawełnianych "z odzysku". Myślałam, że nie uda mi się zrobić zdjęć, kiedy o 7.25 zrobiło się ciemno jak w nocy i przyszła wreszcie burza z deszczem. To niewiele pomogło na temperaturę w nagrzanym domu, więc słabo widzę dalszą współpracę z drutami. Ale to się dopiero okaże.

Sama robótka nie jest wzorem do naśladowania - oczka i rzędy są nierówne, dość luźne, a wiązania nitek jeszcze bardziej puszczone na żywioł. Ale mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo to robótka dla mnie i nie startuję przy okazji w konkursie precyzyjnego przekładania drutów.

 

To początek narzutki - niestety aparat nie chciał pokazać prawdziwego koloru górnej części. Mam nadzieję, że w następnych etapach uda się  - teraz mogę tylko "opowiedzieć własnymi słowami": to jasna miętowa włóczka, która ma dla mnie wartość sentymentalną. Pochodzi bowiem z letniego sweterka, który został zrobiony dla mnie na drutach przez mojego narzeczonego (cały czas ten sam, czyli obecny Mąż)... 45 lat temu! Niestety w tamtych czasach nie robiło się zdjęć robótkom - klisza do aparatów analogowych miała ograniczoną ilość klatek i niczego nie można było poprawić, cofnąć, skasować. Raz pstryknięte i przepadło.

niedziela, 20 czerwca 2021

"Rękodzieło i przysłowia 2" w czerwcu

W tym miesiącu Splocik w swojej zabawie "Rękodzieło i przysłowia 2" zaproponowała następujące:

1. Żeby mieć kołaczy, trzeba użyć pracy. 
2. Życie człowieka jest jak sen wiosenny, a bogactwa i zaszczyty - jak przemijające chmurki.

Trochę trwało zanim zdecydowałam się, które przysłowia wybrać i jaką pracę zrobić - nadmiar pomysłów jest równie męczący jak ich niedobór. 
W końcu wybrałam przysłowie pierwsze i chustę robioną na drutach, której historia ma już rok (!). 
W maju ubiegłego roku stwierdziłam, że przyda mi się lekka chusta z bawełnianych resztek. Chusta na letnie wieczory lub chłodniejsze chwile w ogrodzie. Tak bardzo byłam niezdecydowana co do efektu końcowego, że mając 2/3 lub więcej gotowej chusty, zmieniałam koncepcję. A to układ kolorów nie ten, a to ilość nitek nieodpowiednia, albo za gęste paski itd. W rezultacie prawie w całości zrobiłam 4 do 6 chust, które całkowicie sprułam, a w maju tego roku zaczęłam narzutkę (z tych samych włóczek).
Jednak nie dodam tej narzutki do zabawy - z dwóch powodów.
Po pierwsze upały mnie znowu pozbawiły chęci trzymania na kolanach sporej już robótki (jeszcze nie skończyłam). A po drugie zobaczyłam wstawione w zabawie dwie chusty innych uczestniczek, więc moja trzecia chusto-narzutka to chyba lekka przesada. 

Przestawiłam się więc w ramach tego samego przysłowia na inny rodzaj rękodzieła, czyli rękodzieło kulinarne.
 
Wiele smacznych i pozornie łatwych w przygotowaniu potraw, wymaga sporo pracy wstępnej. Niby to szybkie i proste - szczególnie, gdy to sałatka lub kiedy samo się piecze, a nie trzeba w upał stać przy patelni... ale czasami krojenie i siekanie plus podsmażanie niektórych składników zajmuje duuużo więcej czasu niż późniejsze krótkie smażenie (np. kuchnia chińska) lub pieczenie (wstawiamy do piekarnika i leżakujemy w ogrodowym cieniu).
 
Mam wiele zdjęć potraw na blogu kulinarnym, który prowadziłam od 2009 roku, ale wybrałam najnowsze (z ostatnich dni) najbardziej pasujące do przysłowia.
 
Tarta na kruchym cieście
 

poniedziałek, 31 maja 2021

Pierwszy krok w zabawie wielkanocnej

 

Prawdziwy maj trwał u mnie w tym roku zaledwie dwa pierwsze tygodnie. Dwa następne to walka z infekcją typowo jesienną. Z tego powodu na polu robótkowym mizernie. Zrobiłam w bardzo ślimaczym tempie i z wieloma pomyłkami zaledwie jeden mały hafcik, w ramach zabawy Pascha 2021-2022

Planowałam umieszczenie haftu w ramce z gałązek, ale z powodu choroby nie zdążyłam wyszukać w ogrodzie odpowiednich patyczków. A termin wpisu mija dzisiaj, więc jako prowizoryczna ramka posłużyły pałeczki do chińskiego jedzenia pozując do zdjęcia na balkonie. 

Na przyszłoroczne święta będzie  (mam nadzieję) trochę lepsza oprawa.


Podstawowe dane techniczne:

- kanwa 14

- wymiary haftowanej ramki: 8,7 x 12,5 cm

- obrazek wewnętrzny haftowałam trzema nitkami, a ramkę dwoma nitkami muliny.

- tył podkleiłam flizeliną


czwartek, 20 maja 2021

Wielkanocne zabawy stare i nowe

Nie planowałam udziału w kolejnych zabawach blogowych, ale czasami zmieniam zdanie w zależności od okoliczności. Taką okolicznością jest teraz brak spotkań z najbliższymi w czasie świąt. Już dwa razy (w 2020 i 2021 roku) nie spotkaliśmy się przy świątecznym wielkanocnym stole. Zbyt dużo było obaw i niepewności... było mi tak smutno, że nie wyciągnęłam żadnych świątecznych dekoracji domu. Podobnie było w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Teraz jest nadzieja na lepsze, więc i ja nabrałam trochę ochoty do życia.

Na blogu "The Primitive Monn pojawiło się w kwietniu zaproszenie do zabawy "Pascha 2021-2022"

To kontynuacja zabawy, do której wcześniej się nie zgłaszałam. Powodów jest kilka - główny to moje coraz wolniejsze tempo pracy, niezależnie od techniki. Dlatego nie mogę rzucać się na wiele zabaw, gdy wiem, że nie wyrobię w terminie miesięcznym.  Szczególnie, gdy robię coś haftem krzyżykowym.

Tym razem jest inaczej - do wyboru każda technika, a w internecie morze pomysłów i inspiracji. Szczególnie szydełkowych - nie tylko zdjęć, ale także kursów i pokazów. Takich jak na przykład ten:

 źródło

Zupełnie inaczej niż 10 lat temu.

Dlaczego akurat sięgam pamięcią tak daleko?

Nowa zabawa przypomniała mi o mojej starej z 2011 roku - Pinkeep na Wielkanoc. SAL 2011

Bardzo chciałam sama spróbować zrobić coś w formie pinkeep, a tematyka wielkanocna wydała mi się świetną okazją. Zaproszenie przyjęło kilkanaście blogerek, ale niestety zdjęć ukończonych prac jest o wiele mniej. Po latach okazało się, że trochę postów straszy pustym okienkiem z wykrzyknikiem i mimo detektywistycznych starań udało mi się odnaleźć tylko jedno zdjęcie. Musiałam schować te posty do wersji roboczych, bo jaki ma sens oglądanie robótkowego zdjęcia bez zdjęcia? 

Wstawiłam link do tego bloga w zakładkach na górze strony głównej, kiedy zobaczyłam w statystykach, że ten blog cały czas w jakimś sensie żyje. Ma codziennie kilkanaście, kilkadziesiąt odsłon mimo, że od 10 lat nie ma nic nowego. 

Nie ma tu mojej pracy, której nie zrobiłam do końca... nie ma także moich komentarzy do postów. Zabawa trwała tylko miesiąc - na tyle była planowana (przed świętami). 

Wtedy zmarła moja Mama... dopiero teraz po latach mogę wrócić do tego bloga...

środa, 12 maja 2021

Sieciowa pustka i życiowe porządki na wszystkich frontach


W oczekiwaniu (pełnym obaw, strachu i niepewności) na szczepienie zajmowałam się różnymi sprawami, które jakoś pomogą mi przetrwać. To trochę szukanie na siłę zajęcia pozwalającego oderwać myśli, gdy tymczasem konieczne czynności życia codziennego leżały odłogiem.

Systematycznie, co jakiś czas, robię przegląd zapisanych adresów blogowych - zaglądam do tych znajomych z forum i blogosfery, u których dawno nie widziałam nowych wpisów. Ostatnio również zrobiłam taki przegląd, chociaż z nieco innych przyczyn. Mam tych adresów wiele (nigdy ich nie liczyłam, są pogrupowane tematycznie w blogu adresowym), dlatego zaglądam tam nieco rzadziej. Już pierwszy rzut oka na daty ostatnich publikacji był zapowiedzią tego co w tytule - SIECIOWA PUSTKA! albo mówiąc inaczej "pozrywane nitki tej blogowej pajęczyny". Praktycznie nie mam już do kogo zaglądać - myślę tu o tych pierwszych adresach z moich internetowych początków z 2008 roku. Zniknęły wszystkie fora tematyczne, na których spędziłam wiele godzin. Zniknęło sporo blogów, a drugie tyle straszy brakiem nowych postów od kilku lat. 

Na palcach jednej ręki mogę policzyć znajome od dawna blogi, które są cały czas aktywnie prowadzone. Tak mi szkoda dawnych kontaktów...

Powstają nowe blogi, a niektóre osoby nawet wracają z fb i instagrama na stare śmieci, ale to już dużo młodsze blogerki z młodszą tematyką. Trochę poczytałam, ale większość tematów (aktywność zawodowa i sportowa, wychowanie dzieci, moda, kosmetyki)  to nie moja półka i tu już nie znajdę czegoś dla siebie.

Nadal jednak szukam nowych miejsc robótkowych, bo robótki to taki ponadczasowy temat... dla młodych i dla starszych...

A u mnie?

Mało piszę, mało czytam innych, mało robótek ... bo mało czasu, a jeszcze mniej chęci. Bardzo mnie zniechęcił brak kontaktu "z drugą stroną", czyli osobami czytającymi. Od dawna odczuwam ten brak - w końcu nie wydaję gazety do jednostronnego odbioru, chociaż kiedyś czytelnicy też do gazet pisali. Nie mam misji pisania "sobie a muzom", więc tym bardziej doceniam i dziękuję blogerkom, które się odzywają. I zawsze podkreślam, że nie chodzi mi o ilość, ale o jakość tych znajomości. A jeśli się zdarzy, że jakiś komentarz pozostanie bez odpowiedzi, to tylko dlatego, że o nim nie wiem, że nie dostałam powiadomienia na pocztę.

Być może coś się zmieni i będę więcej pisać, jak uporam się z najważniejszymi sprawami - zdrowiem i życiowymi porządkami.

Na razie dołączyłam trochę wybranych postów z mojego poprzedniego bloga "Robótkowy czas relaksu". Wymagają sporo pracy - poprawek czcionki, która jest dosłownie od sasa do lasa. I poszukania większości zdjęć, które po prostu wyparowały. Mam ich sporo na dysku, ale to wymaga czasu. Na tych, które są trafiają się w podpisach różne nicki, bo długo nie mogłam się zdecydować, jakiego nicku chcę używać.

Tamten poprzedni blog powstawał w dużym stopniu w czasie choroby mojej Mamy, a po Jej odejściu zamknęłam do niego dostęp. Nie mogłam już tam pisać... założyłam nowy.

W ciągu ostatnich kilku lat i miesięcy pożegnaliśmy kilka osób z najbliższej rodziny... młodych i starszych. Każda strata bardzo boli i jest nie do zapomnienia... czas nie leczy ran, tylko je trochę zabliźnia. 

Odejście Rodziców to także zamknięcie kolejnego rozdziału naszego życia... już nie jesteśmy dla kogoś dzieckiem... już nikt nie przypomni, nie opowie o nas z dzieciństwa. Zostajemy z wyrzutami sumienia, że coś zaniedbaliśmy, że za mało się staraliśmy, że nie okazaliśmy miłości i przywiązania, a głównie zniecierpliwienie i zmęczenie... Zostajemy także z mnóstwem przedmiotów w mieszkaniach, które trzeba uporządkować... posprzątać czyjeś życie...

Jest taka książka, którą być może przeczytam, ale jeszcze nie teraz.

Mam na myśli zbiór esejów Marcina Wichy "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" wydany w 2017 roku (książka z kilkoma nagrodami)

Cytując z wikipedii:

"Na książkę składa się zbiór esejów poświęconych matce autora i ich trudnej relacji. Punktem wyjścia jest czas, kiedy po jej śmierci Wicha musiał uporządkować jej mieszkanie, zdecydować, które z przedmiotów i książek po zmarłej zachować, a które wyrzucić. Przedmioty przywołują wspomnienia, które stają się treścią książki."

Spokojnie mogłabym sama napisać takie wspomnienia, ale na to jest jeszcze za wcześnie.

Zdjęcia z mojego ogrodu, które wstawiam do tego posta to wspomnienie maja z ubiegłego roku - w tym roku mamy miesięczny poślizg, ciepło dopiero buchnęło wczoraj, więc bez i jabłonie dopiero się rozwijają.


środa, 5 maja 2021

"Porcellane & company" (5)

Kanwa 16 okazuje się coraz bardziej męcząca dla mojego wzroku, co się okazało przy kolejnej części kuchennego samplera. W kwietniu z rozpędu powstały kolejne dwa elementy wraz z półeczką i na tym na razie koniec. Odłożyłam haft na czas bliżej nieokreślony, bo zmęczyło mnie takie dziubanie i zniechęciło do dalszej pracy. Kanwa tym razem jest lekko wygnieciona, ale do wyciągania żelazka też nie miałam nastroju. U mnie to jest duży problem, bo nie znoszę prasowania! Przez całe lata mój mąż sam sobie codziennie rano prasował koszulę do pracy - bardzo nie narzekał.