niedziela, 14 października 2018

Niedziela z fotografią (11)


Makrofotografia


W Galerii znajdują się maksymalnie 3 zdjęcia z każdego bloga, 
ale zachęcam do odwiedzania poszczególnych blogów - linki z tytułami blogów są aktywne,
i obejrzenia pozostałych zdjęć tworzących Galerię.









Temat następnej "Niedzieli z fotografią":

Okno
Kolejny temat bogaty nie tylko z samych obserwacji,
ale także dający szerokie możliwości naszej własnej kreatywności
w tworzeniu nowych kompozycji i w realizacji ujęć.
Dlatego uznałam, że nie ma co się sztucznie ograniczać -
i pozostawiam aktualne ustalenia,
tzn. ja do Galerii wstawiam pierwsze 3 zdjęcia z posta,
ale u siebie na blogu wstawiamy dowolną ilość.

Zapraszam :)

sobota, 13 października 2018

Hafty i przysłowia nr 3 - luty... z trochę innym finiszem

W lutowej odsłonie zabawy Hafty i przysłowia Splocik zaproponowała takie przysłowia:
1. W miłości, dwie wolności łączą się w jedną słodką niewolę.
2. Naprzędła kotka półtora motka, kot się rozigrał, motki pozrywał.
Dodatkowy ścieg hafciarski, to dwa rodzaje łańcuszka, których nie wykorzystałyśmy w zadaniu nr 2.

Ja wybrałam drugie przysłowie, bo jakoś nie mam przekonania do walentynkowo-sercowych odniesień. Kotek z motkiem był gotowy już od jakiegoś czasu, czekał na ściegi dodatkowe. No i się nie doczekał... a ja się poddałam.

W swoim styczniowym hafciku wykorzystałam łańcuszek prosty (podstawowy) i łańcuszek drabinkę, więc teraz przyszła pora na dwa pozostałe: łańcuszek łamany i kwiatki i listki.
I tu porażka na całej linii! Nie wdając się w szczegóły - poległam na tych łańcuchach! Na pewno dla wszystkich to łatwe ściegi... dla mnie nie są.
Obawiałam się takich problemów jeszcze przed przystąpieniem do zabawy - wcześniej nie wykorzystywałam w swoich robótkach innych rodzajów ściegów, bo najzwyczajniej w świecie nie umiałam... nie umiem się nauczyć..., męczą mnie i samo wyszywanie przestaje być przyjemnością. Chyba zbytnio tkwią mi w pamięci nieudane próby z haftem płaskim... jakieś 40 lat temu.
Wyżaliłam się (mocno emocjonalnie) do organizatorki zabawy i Splocik zaproponowała zastąpienie tych pechowych łańcuszków innym ściegiem. Wybrałam przeplatankę z czerwcowego zadania, (nie robiłam jeszcze), a dokładnie Przeplatankę nr 3 - ścieg przed igłą równomierny przeplatany w dwóch kierunkach.
Ze wszystkich ściegów ten wydawał się najbardziej pasujący do obrazka.

Kotek na razie prezentuje się w wersji roboczej, po zakończeniu zabawy wszystkie miesiące otrzymają swoje napisy i w ten sposób powstanie mój kalendarz. Planuję to zbiorcze zakończenie jeszcze w tym roku, żeby zmieścić się w roku zabawy (a czy się uda... zobaczymy)




piątek, 12 października 2018

Makrofotografia


Makrofotografia jest jednym z kilku technicznych tematów w naszej zabawie "Niedziela z fotografią - Zaproszenie nadal aktualne.
To jednocześnie motyw aktualnego, jedenastego spotkania.
Kiedy przegląda się internet, na stronach i portalach fotograficznych wyraźnie widać jakie tematy najczęściej pojawiają się w makro i jakie są mody fotograficzne w zakresie aranżacji scenerii fotografowanego obiektu. To głównie przyroda w różnych odsłonach... nic dziwnego, bo to piękny i zaskakujący w zbliżeniu element rzeczywistości. Mniej znajdziemy eksperymentatorskich prób z fakturą, teksturą, tworzywem itp.
Czy robiący takie zdjęcia kierują się tylko intuicją? po prostu idą na żywioł ustawiając w aparacie funkcję "makro"?  Zastanawiałam się, ile osób w ogóle czyta jakieś poradniki, czy chociażby strony w internecie omawiające podstawy fotografowania.
Trochę podstawowych informacji można znaleźć - na przykład tutaj

Pechowo się złożyło, że tydzień z tym tematem zabawy wypadł akurat  w trakcie mojego lekkiego przeziębienia, więc nie bardzo miałam siłę i ochotę na dużą aktywność eksperymentatorską. Zrobiłam tylko trochę prób z bursztynem i fiołkiem (hodowanym w doniczce w mieszkaniu). Pozostałe zdjęcia pochodzą z mojego komputerowego archiwum.

To pierwsze zdjęcie zrobione kilka lat temu z funkcją makro - efekt  tym razem to kompletny przypadek. Dopiero zaczynałam robić zdjęcia nowym aparatem i po prostu chciałam sfotografować mlecz rosnący w wysokiej trawie. Efekt mnie zaskoczył i sama nieskromnie zachwycam się tym zdjęciem - uważam, że to moje najlepsze makro (bez poprawek)

Mlecz


Pszczoła na kwiatach jabłoni


Bursztyn i słońce

fotografowany bursztyn ma średnicę 12 mm
 

Iglaste


Fiołek w promieniach słonecznych




wtorek, 9 października 2018

Uroki caravaningu

Niedawny wpis blogowej koleżanki o podróży kamperem to okazja do kolejnego mojego powrotu wspomnień sprzed lat. Muszę sobie powspominać, bo kiedyś a dziś to dwie zupełnie inne bajki.
Teraz to wspomnienia porównawcze jak bardzo zmieniły się warunki naszego podróżowania z przyczepą campingową (lubię używać dawną pisownię) lub kamperem. Zawsze uwielbiałam podróże i żadne warunki bytowania, nawet najbardziej prymitywne, nie były mi straszne. Kiedyś - powiedzmy umownie , że przed 1989 rokiem, możliwość podróżowania z przyczepą nie była tak po prostu dla każdego. Takie młode, na wpół studenckie małżeństwo jak my, nie miało ani możliwości finansowych, ani zakupowych  samochodu, o przyczepie już nie mówiąc. Kampery od razu odłóżmy na bok, bo takie motoryzacyjne  osobniki pojawiały się sporadycznie na polskich drogach, z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi, zawsze wywołując sensację. A o wypożyczalni tego typu samochodów nikomu się nawet nie śniło.

Zdjęcie, które tu wstawiam to wspomnienie naprawdę bardzo dawnych czasów (większości blogowych koleżanek nie było jeszcze wtedy na świecie), naszej pierwszej wspólnej podróży zagranicznej - "na Zachód", czyli w zgniły kapitalizm (według ówczesnej propagandy). Samochód i przyczepa należały do moich teściów, my jedynie korzystaliśmy z tych turystycznych wygód.
Nie jest to oryginalna kolorowa fotka, bo nie mieliśmy wtedy dostępu do takich - chyba były tylko sprowadzane z zagranicy aparaty Polaroid (z natychmiastowym wydrukiem zdjęcia), może jeszcze jakieś inne do kupienia w Pewexie lub Baltonie, oczywiście za dewizy (ale nie mam takich wiadomości).
Kolorową wersję zdjęć dawały przeźrocza i to właśnie jest przeróbka takiego slajdu, mającego kilkadziesiąt lat. Kolory wypłowiały, zmieniły się, ale jednak coś zostało. Nie publikuję zdjęcia w całości, ponieważ my (ja z moim osobistym mężem) zostaliśmy uchwyceni przez aparat w bardzo całuśnym uścisku, którego nie mam wcale zamiaru puszczać w świat. Głównym tematem wpisu jest przecież przyczepa, co prawda słabo widoczna, ale to jedyne ujęcie samochodu z przyczepą bez dodatku ludzi.


W porównaniu z kolosami widzianymi na trasie, to była malutka przyczepa i pamiętam, że na campingach zwracała uwagę swoim kształtem i wielkością. Ta konkretna przyczepa jeszcze istnieje i spokojnie można z niej korzystać.
Jakie warunki w środku? Miejsce do spania zamieniane na dzień w miejsce do siedzenia przy stoliku; w jednej szafce mały zlew i malutka płytka do gotowania (podłączona butla gazowa). Druga szafka na ubrania. Sporo szafek i półek, naprawdę mieszczących dużo bagażu (ale na czas jazdy wszystko trzeba było zabezpieczyć). Do tego jeszcze duży namiot dopinany z szerszego boku przyczepy, chroniący samo wejście przed deszczem, w którym swobodnie mogło siedzieć kilka osób (mieścił się turystyczny stolik i krzesełka.


Do czego zmierzam poprzez to długie przynudzanie - na czas podróży i całego wypoczynku trzeba było zabrać ze sobą WSZYSTKIE zapasy jedzenia, kosmetyków, środków czystości itd. W Polsce był to czas zdobywania zakupów w sklepach z pustymi półkami, jeszcze przed-kartkowy, a za granicą przeliczniki dolarowe nas dobijały (już nie mówię o austriackiej walucie). Zresztą nie wolno było oficjalnie posiadać więcej waluty niż władza łaskawie pozwoliła. Stąd też wiele takich nielegalnych handlowych zachować Polaków za granicą.
Na długo przed wyjazdem gromadziło się więc nie tylko konserwy, ale również herbatę, kawę, pastę do zębów, mydło i nawet jakiś marny dezodorant - po prostu wszystko, co było nam potrzebne (nie dla zarobku).

Jeśli do tego dodamy, że sam wyjazd nie był tak oczywisty, a jak już się udało załatwić te miliony papierków, upokarzające kolejki po paszport, książeczki dewizowe oraz szczegółowe kontrole na granicy - wraz z przeszukiwaniem przyczepy, bo może kogoś nielegalnie wywozimy z kraju... to tylko nasze pokolenie potrafi docenić swobodę poruszania się w granicach Unii Europejskiej i wygodę zakupów bez pilnowania gotówki przed kradzieżą.

Teraz już z wielu względów nie wyjeżdżamy w takiej formie, ale chcę nadal mieć świadomość możliwości korzystania...


niedziela, 7 października 2018

Niedziela z fotografią (10)


To było bezpieczne (dla zdrowia) grzybobranie... bo fotograficzne.

"Na grzyby - kolaż"








A na następną Niedzielę z fotografią  proponuję to, co wiele tygrysków lubi najbardziej...

"Makrofotografia"

 W tym temacie publikujemy od 1 do 3 zdjęć.

Zapraszam :)

PS. Dopisuję, ponieważ wiem, że sama będę miała problem z wyborem tylko 3 zdjęć.
Mam kilka w zbiorach, ale też zaczęłam dziś bawić się nowymi ujęciami.
Dlatego umówmy się, że w swoich wpisach publikujemy tyle zdjęć, ile tylko chcemy,
a ja do Galerii zabiorę te, które będą umieszczone w postach jak pierwsze trzy.
Dodam również informację zachęcającą czytelników do odwiedzenia wszystkich blogów
(zawsze przecież wstawiam aktywne linki), 
bo będzie więcej zdjęć do oglądania :)

sobota, 6 października 2018

"Fotograficzny alfabet" - litera Ś



W literce Ś zajęłam całkiem niezłe, bo nie ostatnie miejsce :)
Tym razem wykorzystam zdjęcie ze strony organizatorki zabawy -TU, bo po wczorajszym  lekkomyślnym  niedostosowaniu obuwia do mokrej trawy w ogrodzie (a był taki piękny dzień), "coś mnie bierze" i nie mam sił twórczych do pisania.


piątek, 5 października 2018

"Na grzyby"

Czas mija szybko, więc to już dziesiąte spotkanie w naszej zabawie "Niedziela z fotografią".

Temat "Na grzyby" w formie kolażu. 

Oto mój obrazek, złożony ze zdjęć zrobionych co prawda w różnych latach, ale zawsze na początku jesieni w tym samym leśnym miejscu.