Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 kwietnia 2019

Zagadki przyrodnicze

Od wielu lat (około 40-tu), rośnie na naszej rodzinnej działce w lesie coś, co zawsze kojarzyło mi się z zielonymi ozdobami koszyczków na Wielkanoc. Tworzy piękny dywanik, który z każdym rokiem rozrasta się coraz bardziej.


Ta roślina kwitnie zawsze razem z forsycją i wygląda szczególnie pięknie na tle łysych badylków bez liści. Ostatnio miałam nawet zamiar zapytać o nazwę w jakiejś ogrodniczo-działkowej grupie, ale przedtem znalazłam odpowiedź w tym wpisie u Natanny. To "barwinek", czyli jak sama nazwa wskazuje powinien być rośliną barwiącą. Podobno barwi jajka na zielono - taką informację znalazłam w komentarzach do posta.

A drugą zagadką są dla mnie te kwiatki


 rosną tuż obok barwinka.

Edycja:
Dzięki pomocy Niny kwiatki zostały zidentyfikowane.
To miesiącznica roczna, albo judaszowe srebrniki.
Późnym latem mają takie charakterystyczne owocniki


czwartek, 27 grudnia 2018

Chcę pokazać...

Długo przeglądałam swoje zdjęcia do ostatniego tematu w zabawie "Niedziela z fotografią".
Co "chcę pokazać"... ? według jakiego kryterium wybrać zdjęcia?
Wybrałam kilkanaście zdjęć z różnych kategorii, ale zdecydowałam się tylko na dwa.

Pierwsze zdjęcie ukazuje piękno natury bez technicznych poprawek - obraz widziany okiem aparatu; ... drugie zdjęcie z pozoru niczym się nie wyróżnia, ale ze względu na temat wymaga objaśnienia.

Zachód słońca nad Bałtykiem (Jastrzębia Góra)


Toksyczna chmura nad Zgierzem

W maju tego roku, będąc w moim ogrodzie (w Łodzi), jak zwykle robiłam zdjęcia chmur (co bardzo lubię). W pierwszym momencie pomyślałam, że to nadciąga burza. Dopiero po chwili przypomniałam sobie widziany wcześniej telewizyjny komunikat o wielkim pożarze składowiska śmieci w Zgierzu. W linii prostej to odległość kilku kilometrów, a jednak toksyczna chmura widziana była bardzo wyraźnie (im bliżej ziemi, tym chmura była ciemniejsza, ale w kadr wchodziły już domy sąsiadów).
Ile trujących oparów dotarło do nas?



środa, 19 grudnia 2018

Na okrągło

Wybrałam taki temat tak blisko Świąt Bożego Narodzenia wcale nie dlatego, żeby coś sugerować - na przykład bombki :) Nie... to akurat kompletny przypadek, gdy przygotowywałam cała listę dużo wcześniej, ale jeszcze bez kalendarza pod ręką.

Okrągłych kształtów jest mnóstwo w naszym otoczeniu, ale ja wybrałam do zdjęcia obiekt, który nie do końca jest idealnie okrągły, ale sam działa "na okrągło". Oczywiście wtedy, gdy ma zapewnioną wodę, bo to jest... fontanna. A dokładniej jedna z kilku "Kul" w Pasażu Schillera w Łodzi.

W momencie robienia zdjęć fontanna nie działała, ale za to z nieba lunęło dość mocno i nie uniknęłam zachlapania obiektywu (co zresztą dało przypadkowy, również okrągły, efekt)




piątek, 7 grudnia 2018

Słodkie


Widoczny na zdjęciu fragment obrusa z haftem krzyżykowym to robótkowa staroć... ma na pewno 80 lat, a może nawet więcej... niestety, od Babci już się szczegółów nie dowiem.

 

wtorek, 27 listopada 2018

Psia natura

Mam bardzo mało psich zdjęć i mało psich obiektów do fotografowania w otoczeniu rodzinnym - dokładnie jeden. Oczywiście spotykam wiele psów, dużych i małych, na ulicy, w parku, a także na schodach naszego bloku, ale wcale nie jest łatwo utrwalić kadr odpowiadający tematowi.

A temat "Psia natura" zaproponowała Splocik, dając mi niezłą zagwozdkę.
Kiedyś była w moim rodzinnym domu epoka psia - w ciągu kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu lat, pieski (oczywiście kundelki) biegały sobie swobodnie w ogrodzie. Jednak w pewnym momencie, gdy wszystkie odeszły, nowe już się nie pojawiły, a puste miejsce szybko zagospodarowały koty.
Zdjęcia do aktualnego tematu zabawy jednak znalazłam - z naszego mazurskiego żeglowania. Na co dzień nie robię psu zdjęć, bo kiedy się spotykamy mam ręce zajęte tarmoszeniem uszu i głaskaniem do wypęku (aż pies będzie zadowolony - jeśli nie jest to szczeka i się dopomina).

A jak się objawia jego psia natura?
Przeróżnie, co najlepiej widać na spacerach, ale wybiorę dwa inne rodzaje zachowań.
Przede wszystkim łasowanie przy stole - ciężkie do zwalczenia, szczególnie przy mięsnych smakołykach, chociaż każda okazja jest dobra, żeby szturchać człowieka mokrym nosem. W takich momentach pies jest niewidzialną, niesłyszalną i bezgłośną zjawą pod obrusem.

A miska dla mnie??? 



Żywotność... w sytuacjach ekstremalnych kończąca się przymusowym przywiązaniem w celu ratowania życia. Inaczej pies biegałby po mokrych wąskich brzegach jachtu w czasie największych przechyłów. Ale wcale nie jest wdzięczny... jest bardzo niezadowolony i obrażony.

 



czwartek, 22 listopada 2018

W bramie

"W bramie" to temat siedemnastej "Niedzieli z fotografią".
Zebrałam sporo różnych wcześniejszych zdjęć, trochę zrobiłam nowych i po długich wahaniach wybrałam te, które prezentuję poniżej. Tym razem bez szerszego rozpisywania się, niech zdjęcia mówią same za siebie.





 

sobota, 17 listopada 2018

Czarno-biała współczesność

Wychowałam się w świecie czarno-białej fotografii... na czarno-białych zdjęciach obserwując swojego Tatę i jego amatorską fotografię wraz z całym atelier w domowych warunkach (wiadomo - ciemnia w łazience niedostępnej dla domowników). Od dzieciństwa znałam takie słowa jak "światłomierz", "koreks", "powiększalnik", "wywoływacz", "utrwalacz", gdy raz zrobionego zdjęcia nie można było już poprawić, zmienić, ulepszyć, a przede wszystkim usunąć, żeby zrobić miejsce dla następnego. Klisza miała określoną ilość zdjęć do wykorzystania, a efekty widziało się dopiero po wywołaniu i zrobieniu odbitek - sam negatyw pokazywał ogólnie czy w ogóle zdjęcie "wyszło:"
Jednak przede wszystkim od urodzenia żyłam w świecie czarno-białych obrazów - one były wszędzie... To ilustracja w książce dla dzieci, zdjęcie w gazecie, prymitywna reklama sklepowa, pocztówki z wakacji, telewizor z malutkim ekranem i czarno-białym filmem, nawet reprodukcje malarstwa były często czarno-białe (mamy taki album z obrazami Matejki)... wszechobecna szarość.

Fotografia czarno-biała pozbawia obraz wielu szczegółów, co szczególnie widać na starych zdjęciach poddanych współcześnie rekonstrukcji cyfrowej.
Z drugiej strony obraz czarno-biały bardziej uwidacznia niektóre obiekty - drobne detale nie rozpraszają uwagi.

Do aktualnej Niedzieli z fotografią wybrałam temat jakby odwrotny - jak wygląda nowoczesna współczesność w wersji czarno-białej w czasach gdy na co dzień otacza nas kolor w najwyższej jakości.

Najbardziej odpowiednim obiektem wydał mi się nowy dworzec Łódź- Fabryczna. Od początku do końca nie podobał mi się sam pomysł zburzenia zabytkowego dworca i zastąpienia go taką płaszczką.
Można całą inwestycję podsumować krótko - przerost formy nad treścią.
Dworzec jest zimną, pustą przestrzenią, bardziej przyszłością niż teraźniejszością.
Nie ma tu życia charakterystycznego dla starego zatłoczonego dworca. Zdobyto przestrzeń, ale na razie nie wykorzystaną. Zrobiłam kilkadziesiąt zdjęć w całkowitej pustce i nie są to jakieś specjalnie wybrane godziny, żeby pasażerowie nie wchodzili w kadr. Zdjęcia zrobiłam latem, tuż po przyjeździe pociągu z Warszawy.
A ten mały człowiek na drugim zdjęciu tylko wygląda tak samotnie, bo po prostu badając śliskość podłogi wysunął się przed szereg reszty rodziny, po którą właśnie przyjechałam na dworzec.







sobota, 10 listopada 2018

Ślady przeszłości

O tym, co każdy indywidualnie rozumie pod hasłem "Ślady przeszłości" można by napisać całkiem obszerną książkę... Być może najczęstszym jest szerokie kwalifikowanie wszystkiego z przeszłości co nas otacza... ponieważ niezależnie od tego, czy myślimy o dniu wczorajszym, czy o dawnych stuleciach jest to przeszłość.

Przeszłość jest materialna i duchowa... mieszka w naszych domach w drobnych formach, otacza nas na ulicy lub polnej drodze... Jest na wpół zatartym napisem rosyjskim z czasów zaborów na starej kamienicy... jest fotografią sprzed II wojny światowej, która posłuży do współczesnych projektów... jest przedwojennym brukiem, po którym chodzę prawie codziennie, a który zachował się na zdjęciach z czasu wojny i okupacji.
Łódź jest młodym miastem - nie mamy ruin zamków, średniowiecznej zabudowy, ani tym bardziej starożytności rzymskich i greckich, ale w porównaniu ze zniszczeniami Warszawy mamy dużo przedwojennych śladów.

Ślady przeszłości dostrzegam wszędzie...
I jest mi z tym dobrze, bo wolę dawną architekturę, niż współczesny  zimny szklany futuryzm... wolę filiżanki mojej babci... wolę swoje pianino... i wszystkie rzeczy zgromadzone przez nas w ciągu kilkudziesięciu lat naszego małżeństwa...

Do kolejnej  "Niedzieli z fotografią" wybrałam dwa miejsca, które mijam prawie codziennie 

Dziewczynka z fotografii  

Mural na ulicy Berlińskiego (dawniej Pieprzowa), w projekcie "Dzieci Bałut - murale pamięci", do którego wykorzystano postać dziewczynki ze zdjęcia Włodzimierza Pfeiffera z 1936 roku (Archiwum Państwowe w Łodzi)




Plac targowy uwieczniony na zdjęciu znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej i istnieje do dziś wraz z otaczającą go starą zabudową. Ale dziś to już tylko parking
Mural umieszczono na kamienicy pamiętającej czasy przedwojennego zdjęcia



A z drugiej strony placu, na wprost widocznego na archiwalnym zdjęciu naszego parafialnego kościoła pod wezwaniem  WNMP,  częścią ulicy jest przedwojenny (podobno) bruk. Takie informacje znalazłam przy okazji poznawania zdjęć z czasu wojny, gdy ta część miasta została zamieniona w Litzmannstadt Ghetto




sobota, 3 listopada 2018

poniedziałek, 29 października 2018

"Fotograficzny alfabet" - T, U, W

W tej zabawie każda litera miała swój osobny post na moim blogu. Już myślałam, że uda mi się utrzymać taki porządek, ale minione dni zrobiły mi na złość. Narosło trochę blogowych zaległości (brak odpowiedzi na komentarze, kilka postów w wersjach roboczych) - trzeba nadrobić.
Trzy litery czekały na swoje wpisy, ale tym razem zastosuję zbiorówkę z wykorzystaniem ładnie opisanych moich zdjęć z bloga organizatorki zabawy.

Litera T



Litera T w propozycjach pozostałych uczestniczek zabawy - TU
Litera U


To jedna z trudniejszych liter do przewidywania, bo daje mniej możliwości, ale oczywiście odpowiednie wyrazy się znalazły. Dość późno wysłałam swoje propozycje, bo osłabiły mnie przeżycia stomatologiczne. I być może wyniki tego rozdania to miła niespodzianka w zamian.
Jakie było moje zaskoczenie i radość, gdy zobaczyłam siebie na pierwszym miejscu - jedyny raz w tej zabawie, prawie już na finiszu, ale chociaż raz!
Nie mogę sobie odmówić wstawienia tabelek wyników - a co! Drugiego razu raczej już nie będzie.



 1. Jedzenie - Uszka

Mistrzynią wspaniałych uszek była moja Mama. 
Ja niestety nawet nie próbuję równać do tego poziomu, 
bo wszelkie wałkowanie i lepienie mi nie wychodzi.
Jak chcę jeść, muszę kupić. 

2.  Flora i fauna - Ubiorek wieczniezielony

Nie wiedziałam o istnieniu takiej rośliny do czasu, 
gdy zobaczyłam te kwiatuszki w Ogrodzie Botanicznym. 
Zachwyciła mnie nazwa, więc zapisałam ją fotograficznie, żeby nie uciekła z pamięci...
no i teraz idealnie się przydała.
3.  W domu - Uszanka

Egzemplarz używany przez mojego męża przy naprawdę silnych mrozach.
W rzeczywistości jest w szarym kolorze 
(tylko na zdjęciu zmienił się kolor).

4. Na ulicy - Urząd
 

A konkretnie Urząd Stanu Cywilnego, w którym przed laty braliśmy ślub.

Litera U w zdjęciach uczestniczek zabawy - TUTAJ

Litera W



Litera W - wyniki

Do końca zabawy pozostały już tylko 2 litery - ja żałuję, że to już koniec... organizatorka nie przewiduje kolejnej edycji zabawy.
Ale niedługo koniec roku, a z początkiem nowego zawsze pojawiają się różne nowe zabawy - zobaczymy... może coś ciekawego się pojawi.

sobota, 27 października 2018

Chleb

"Chleb" to w mojej ocenie bardzo mocno fotograficznie eksploatowany temat - szczególnie na tych blogach kulinarnych, które obok przepisów lansują modne stylizacje sesji zdjęciowych.
Ja akurat należę do tej zdecydowanej blogującej mniejszości, która na pierwszym miejscu stawia słowo, przepis kulinarny, więc moje zdjęcia ilustrujące potrawy są po prostu skromnym dodatkiem. Prawdę mówiąc nie mam chyba na swoich blogach takich zdjęć ze szczególną stylizacją.
Do tego tematu w naszej zabawie fotograficznej miałam plan zrobienia specjalnych zdjęć, ale niestety na planach się skończyło. Miniony tydzień to wiele zaległości blogowych z mojej strony, więc sięgnęłam do swojego zdjęciowego archiwum. Mam sporo zdjęć różnych gatunków pieczywa podanych w różnych formach: kanapki, grzanki, tosty, tort chlebowy, ale wybrałam zdjęcia mojego pierwszego samodzielnie upieczonego chleba... dla mnie najsmaczniejszego bez wielu dodatków - po prostu z masłem.



piątek, 19 października 2018

Okno

Okno... bardzo mocno działający na moją dziecięcą wyobraźnię element rzeczywistości...

 Coś dla Panienki z okienka

Do dziś pamiętam to poczucie bezpieczeństwa płynące z ciepłego światła okien mijanych domów, gdy deszczowo-jesiennym i mroźno-zimowym popołudniem (po zmierzchu) wracałam z Mamą do domu. Z tego czasu najbardziej pamiętam okna starych drewniaków - może dlatego, że na Bałutach i Marysinie (gdzie mieszkaliśmy) było ich wtedy dużo. Okna nie udostępniały wnętrza... za zasłonami mogły kryć się prawdziwe tragedie ludzkie, ale samo światło było dla dziecka symbolem ciepła i przytulności.

Później zaczęłam zwracać uwagę na kształty okien - od dzieciństwa dojeżdżałam do szkoły tramwajami, więc miałam sporo czasu na obserwację ulicy przez tramwajowe okienko (oczywiście jak nie byłam zgnieciona w tłoku). Ta chęć obserwacji mijanych widoków pozostała mi do dziś - nie czytam w czasie jazdy, wolę oglądać to co za oknem.
Najbardziej zachwycały mnie nietypowe okna w wykuszach - widziałam siebie, jak odrabiam lekcje przy takim oknie i wyglądam sobie na ulicę.



Nadal lubię patrzeć na moje miasto zadzierając głowę do góry, bo naprawdę stare łódzkie domy - nie tylko same pałace, ale również zwykłe kamienice, mają mnóstwo bardzo pięknych i ciekawych detali architektonicznych ozdabiających na przykład najprostsze nawet okno


A takie projekty jak Festiwal Kinetycznej Sztuki Światła "Light. Move. Festival", który ja nazywam "nowe na starym", grą świateł wydobywają inne piękno okien


I chociaż piękne są odnowione starocie - renowacje wydobywają ich oryginalne i bogate zdobienia... to jednak bardziej przemawiają do mnie właśnie te zaniedbane i opuszczone...



wywołują zadumę i refleksję - jacy ludzie żyli tu w lepszym czasie tego domu... co działo się za tymi oknami...

Wśród łódzkich zabytków najwięcej szczegółów i szczególików ma Pałac Poznańskiego, który widuję najczęściej. Można powiedzieć, że to najbardziej "uokienniony" zabytek - dosłownie same okna ze wszystkich stron budynku

okna na piętrze "grały" u Andrzeja Wajdy w "Ziemi Obiecanej"


Okna stają się także częściami licznych murali