Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 kwietnia 2021

"Porcellane & Company" (4)

"Na warsztat" wrócił sampler "Porcellane & Company". Powstały kolejne drobiazgi, czyli jajka w kieliszkach i zielono-brązowa waza obok nich.


Mijający czas po raz kolejny mnie zadziwił - nie myślałam, że mój ostatni wpis dotyczący tego samplera pojawił się tak dawno, czyli pod datą 30 sierpnia 2019 roku! 

Teraz mam zamiar poświęcić tej robótce więcej czasu, więc jest nadzieja, że kolejny wpis pojawi się wcześniej niż za półtora roku.

Moje zniecierpliwienie kolorystycznym nadmiarem, o którym pisałam w poprzednich odcinkach nie tylko nie minęło, ale jeszcze się pogłębiło. Częsta zmiana kolorów dla 2-3 krzyżyków w elemencie, który sam ma ich niewiele - jak w jajkach lub filiżankach już wyczerpał moją cierpliwość.  Jakoś trzeba nitkę nie tylko zacząć, ale i zakończyć, co powoduje zgrubienie każdego takiego miejsca. Dlatego w trosce o własne nerwy zmniejszam ilości kolorów kosztem delikatności szczegółów. Trudno... coś za coś. 


Zmiany kolorów wypływają również ze względów ekonomicznych. Mam wystarczające zapasy mulin, ale nie zawsze tych kolorów, które są proponowane przy danym schemacie. Nie chcę kolejnych zakupów, czyli  wydawania dodatkowych pieniędzy i powiększania zbioru mulin. Dobieram więc pasujące "mniej więcej" i sprawa załatwiona. Na szczęście już dość dawno przestałam trzymać się ściśle podanej numeracji, tworząc w ten sposób własną interpretację wzoru. 

Moje hafciarskie tempo zawsze było ślimacze, ale w czasie pandemicznym jest coraz gorzej. Z powodu ogólnego stresu nie mogę się skupić, mylę się bardzo często, nie mówiąc już o trudnościach w zapamiętaniu dłuższych sekwencji wzoru. Wyszywanie staje się coraz bardziej męczące również z powodu wzroku - dlatego chcę przynajmniej dokończyć rozpoczęte hafty na kanwie 16, z której pewnie w niedalekiej przyszłości będę musiała zrezygnować.

Ogólnie smutne to wszystko... ale zmuszam się w pewnym sensie do robótek, żeby jak najbardziej oderwać myśli od rzeczywistości, strachu przed zachorowaniem i śmiercią... przede wszystkim jednak oddzielić się od chaosu decyzyjnego i bzdur wygadywanych w telewizorni.

środa, 31 marca 2021

Rękodzieło i przysłowia 2 - marzec

"Wystarczy promyk nadziei, aby otworzyło się niebo." 

To jedno z przysłów w marcowej odsłonie zabawy Rękodzieło i przysłowia 2, specjalnie napisane zieloną czcionką (jak kiedyś mówiono "zielony to kolor nadziei").

Wybrałam je, bo  szczególnie pasuje do aktualnej pandemicznej  sytuacji - pojawienie się szczepionek dało wielu ludziom nadzieję ochrony ich zdrowia, większe poczucie bezpieczeństwa... nadzieję na jakąś zmianę naszego życia, poprawę, choćby niewielki powrót do czasów "sprzed". Oczywiście całkowitego powrotu do przeszłości już nigdy nie będzie, ale może mamy szansę na przetrwanie i przeżycie kolejnych fal. To nadzieja na wiele...

Dla mnie możliwość zaszczepienia się jest koniecznością z gatunku "nie chcem, ale muszem" (jak mawiał pewien klasyk). Bardzo się boję powikłań, ale jeszcze bardziej ciężkiego przebiegu choroby. Przy czym wychowałam się w czasach wielu przymusowych szczepień i są one dla mnie sprawą bezdyskusyjną. Nigdy nie podważałam ich celowości. Obawy, które mam teraz wynikają z ekspresowego tempa przygotowania szczepionek i nie bez znaczenia jest medialny szum sprzecznych informacji.

W rodzinnym albumie jest jedno jedyne zdjęcie mojego Pradziadka, który zmarł na "hiszpankę". Zdjęcie zrobione w renomowanym zakładzie fotograficznym przedstawia eleganckiego, przystojnego młodego mężczyznę. Zmarł w wieku 34-36 lat. Nie znam szczegółowej daty i miejsca, ale może kiedyś uda się znaleźć coś więcej (kiedy nasza codzienność jakoś się unormuje). Teraz często myślę jak potoczyły się losy rodziców mojej Babci, która została sierotą w wieku kilku lat. Babcia jest ogniwem w łańcuchu rodzinnym... ogniwem niezwykle ważnym, bo bez niej nie byłoby NAS... kilku kolejnych pokoleń.

Wracając do przysłowia... nie powiem, że otworzyło się niebo - to chyba już nigdy nie nastąpi, ale jest maleńki promyk nadziei... że może jeszcze kiedyś usiądę na plaży nad jedynie słusznym morzem, czyli Bałtykiem... na takim leżaku, pod parasolem, z napojem orzeźwiającym itd.


Wykorzystałam wzór znaleziony w internecie - niestety bez podanego autora.

Wymiary samego haftu - 10x10cm, czyli znowu problem z zagospodarowaniem kwadratu. Kanwa 16, kolory mulin dobierane na "mniej więcej, ale w sumie zgodne z oryginałem. Prawda, że cudna optymistyczna pstrokacizna?



środa, 13 stycznia 2021

W nowym roku jeszcze w klimacie minionych świąt


Kilka dni temu i u nas wreszcie spadł tak długo oczekiwany śnieg!

Wczorajsze popołudnie było idealną ilustracją do wigilijnego obrazka...

padał drobny śnieg... ledwie widoczny za oknem... a w oknach domów  i w ogrodach zapalone kolorowe światełka.

W tym roku nie ubrałam choinki - nie zabrakło jednak innych świątecznych elementów dekoracji domu.

Jeszcze ich nie schowałam  i również dzięki temu mogłam z robótkami pozostać w klimacie świąt.

Biorąc pod uwagę coraz bardziej ślimacze tempo mojego wyszywania wiem, że niewiele uda mi się zrobić w ciągu jednego miesiąca. Dlatego na razie wybieram małe formy. Jak mi się coś zmieni może wtedy wydajność wzrośnie.

Haft jest niewielki, taki typowo "kartkowy".

Wymiary samego haftu: 5x7 cm.

Wymiary w ramce: 16,5x12,5 cm.

Kanwa w kolorze ercu, co lepiej widać na pierwszym zdjęciu (tym w ramce).

A wybrałam ten wzór specjalnie do ramki, którą dostałam w prezencie.

Ramka jest lekko kiczowata, ale mnie się właśnie podoba taki konserwatyzm - szczególnie do wzorów zimowo-świątecznych. Lubię złote elementy, ale nie używam ich bez zastanowienia. 

I w ten sposób mam już pierwszą robótkę 2021 zakończoną.

To także pierwszy mój udział w kolejnej edycji zabawy u Kasi - Choinka 2021. Cieszę się, że zabawa trwa i cieszę się, że biorę w  niej udział od początku (chociaż nie w każdym miesiącu coś zrobiłam. 

W tych okropnych czasach pandemii bardzo potrzebujemy takich relacji z ludźmi - właśnie w formie zabawy


poniedziałek, 4 stycznia 2021

Bez planów

Przełom roku to zawsze czas podsumowań i planów.

Ja już dawno zrezygnowałam z planowania swojego życia (niezależnie od dziedziny), a ostatnie miesiące najlepiej pokazały co się dzieje z planami, gdy wkroczy do naszego życia czynnik niezależny. Tym razem to wirus i pandemia.

Na robótkowych blogach również podsumowania i planowanie - w niektórych przypadkach to imponujące ilości powstałych prac, bardziej przypominające hurtową produkcję niż swobodne hobby. 

W takim porównaniu mój wyjątkowo skromniutki dorobek roku 2020 wypada blado.

Zamieściłam już zbiorową fotkę w zabawie Choinka 2020, ale w zabawie Rękodzieło i przysłowia u Splocika mam jeszcze szansę na nadrobienie braków, dlatego zrobiłam zestawienie całoroczne z wszystkich powstałych prac.

Ten nowy rok jest dla mnie wielką niewiadomą... nie wiem, co chcę robić... nie wiem, czy sięgnę po jakieś inne techniki... czas pokaże.


wtorek, 29 grudnia 2020

Wigilia z dystansem... przy ognisku

Już na początku grudnia wiedziałam, że nie spotkamy się przy wigilijnym i świątecznym stole. To była moja decyzja - ja jestem w rodzinie tą najbardziej bojącą się wirusa. Nie bez podstaw jak się okazało...  Przed świętami pożegnaliśmy na zawsze kogoś bliskiego od wielu lat ... ktoś z rodziny zachorował dzień przed Wigilią...

I tak jak wcześniej zaplanowałam mieliśmy Wigilię w ogrodzie tylko w najbliższym malutkim gronie - z dystansem i z maseczkami zdejmowanymi na czas "spożywania". 

Pogoda była niezwykle sprzyjająca - słońce, temperatura +10. Tym razem cieszyłam się, że nie ma zimy i mrozu.

A po zmroku piękne ciepło dawało malutkie ognisko (oczywiście rozpalone na początku)


i chłopcy mogli wyobrazić sobie jak w czasach dziadków (ja z mężem) wyglądał pewien grudzień... w roli koksownika stanu wojennego wystąpił grill wykorzystany wcześniej do zrobienia pysznych rybnych szaszłyków

To była niezwykła Wigilia... bo też mamy niezwykły czas... ale nie chcę takich następnych.

sobota, 21 listopada 2020

"Choinka 2020" - listopad

Myślałam, że już nie uda mi się w tym roku cokolwiek skończyć ze zbioru wielu rozpoczętych robótek, nie mówiąc o całkiem nowych.

Otaczająca mnie rzeczywistość jest coraz gorsza - zamiast chociażby powoli się poprawiać... dopada mnie coraz większy pesymizm i beznadzieja...

tegoroczne wspólne świętowanie rodzinne stoi pod bardzo wielkim znakiem zapytania i jeśli do niego nie dojdzie to chyba nawet nie wyciągnę choinki, ani innych części świątecznej dekoracji mieszkania... na dziś nie mam zupełnie ochoty na świąteczne klimaty.

To dla mnie szczególnie przykre, bo święta Bożego Narodzenia zawsze były dla mnie najważniejsze, a teraz jest pandemia i coraz więcej pustych na zawsze miejsc przy rodzinnym stole ...

A jednak... zmobilizowałam się na tyle, że rozpoczęłam całkiem nowy haft świąteczny i nawet go zrobiłam do końca! Co prawda to mały i bardzo łatwy wzór (bo jednokolorowy), ale to zawsze sukces w obliczu kilkumiesięcznej blokady robótkowej.

Wymiary samego haftu: 21x12,5 cm

Wzór "Calendrier de l`avent 2017" pochodzi z TEGO bloga.

Przeznaczenie? na razie niewiadome...

Choinka2020

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Pamiątka I Komunii

Wszystko w czasie trwającej pandemii jest inne niż kiedyś, również uroczystości komunijne. Późniejsze ponad miesiąc, z ograniczoną liczbą dzieci i towarzyszących im rodzin.
Zrobiłam dla rodzinnego dziecka taką bardzo symboliczną pamiątkę - wzór i ramkę wybrali dziadkowie dziecka. Ale nie mam dobrego zdjęcia w ramce, więc wstawiam sam haft.


Haft jest nieduży - 6,5 x 12 cm, a wzór znaleziony w internecie, niestety bez nazwiska autora/autorki. 
Projekt nie był opracowany specjalistycznie (tzn. komputerowo), narysowany ołówkiem na kratkowanym papierze, ale to nie zmienia jego wartości. Podejrzewam jednak, że to amatorska przeróbka, ponieważ trafiłam na bardzo podobne, ale bogatsze w szczegóły wzory firmowe. W końcu to symbol szczególnie popularny, więc wersji obrazkowy jest wiele.

Haft dodaję do czerwcowej odsłony zabawy "Rękodzieło i przysłowia" jako interpretację pierwszego przysłowia  zaproponowanego przez organizatorkę:
 
1. Wszelkie dzieło zaczyna się od małego czynu. 
 
To dla mnie przysłowie najbardziej poważne w porównaniu z innymi (takie najmniej zabawowe).
Powiązanie tej Pamiątki I Komunii z przysłowiem rozumiem na kilku płaszczyznach - czy dziecko w przyszłości będzie dalej rozwijać własną wiarę, którą wybrali mu rodzice? czy pozostanie przy niej, a może wybierze inną? a może określi się jako osoba niewierząca i wybierze ateizm? czy pozostając w wierze będzie w życiu kierować się jej przykazaniami, czy raczej pozostanie katolikiem kulturowym?
Jakie czyny wynikną z przyjęcia tego sakramentu, o którym mówi się, że jest najważniejszy w czasie całego życia?
Wiele jest pytań i niewiadomych... i tylko czas na nie odpowie.

 

czwartek, 23 kwietnia 2020

Trudno o pozytywne myślenie

Zgłosiłam się do zabawy "Pozytywnik z charakterem" w zupełnie innej rzeczywistości. Potrzebowałam również wzmocnienia pozytywnego myślenia we własnym działaniu (coś w rodzaju osobistej terapii).

To, co nas teraz otacza... w jakim świecie żyjemy ... nijak się ma do tak niedawnego czasu sprzed kilku tygodni.
Na znajomym blogu przeczytałam: "Czekam na normalność" - według mnie ta normalność, którą znamy już nie wróci. Oby dość szybko zapanowała jakaś inna normalność, a nie jeszcze większy chaos, zagrożenie i niepewność. 

Marzec był pierwszym miesiącem pandemii w pełnym wymiarze, więc trudno się dziwić, że do świata robótkowego też przyszedł zły czas. Początkowo myślałam, że jestem w tej mniejszości, która nadmiernie panikuje - głównie z powodu wieku i znalezienia się w grupie podwyższonego ryzyka wraz z "chorobami współistniejącymi". Swoją drogą ten nowotworek językowy zyskał w mediach niezwykłą popularność, stając się jednocześnie swego rodzaju zasłoną dymną dla prawdziwości statystyk. Myślałam, że przesadzam ze zniechęceniem, brakiem zainteresowania dla robótkowej twórczości, brakiem skupienia itd. Jednak coraz częściej trafiam na wpisy w podobnym tonie, że wiele z nas nie może dać sobie rady z tą niespodziewaną sytuacją.

Ja zawiesiłam niektóre blogowe projekty", bo nie jestem w stanie pisać w oderwaniu od rzeczywistości ogólnej... o powodach wolę nie wspominać, bo nie chcę się "wyrażać", a tylko niecenzuralne słowa cisną się na klawiaturę.

Nie zrezygnowałam (na razie) z udziału w rozpoczętych zabawach blogowych, ale być może zawieszę swój udział w niektórych. Tego dziś nie jestem w stanie przewidzieć.

ównie chodzi o "Pozytywnik z charakterem". Od początku było to dla mnie dość duże wyzwanie (ze względu na słabą kreatywność własną), ale miałam nadzieję na osobisty rozwój w trakcie. Nie umiem jednak bawić się tak swobodnie z pozytywnym myśleniem w tle, skoro wszystko co pozytywne uciekło, a pozostały negatywne emocje i wszelkie niezrozumiałe do końca strachy.

Nie powiem, starałam się w marcu coś zrealizować, ale to było tak bardzo działanie na siłę, że nic z tego nie wyszło. Podobnie jest w kwietniu. Dlatego ten mój kwietniowy cytat będzie ostatnim przed przerwą, zawieszeniem w czasie mojego udziału w zabawie. Co będzie dalej nikt dzisiaj nie wie i ja również niczego nie mogę planować. Na blogu Ani nie znalazła się żadna notka dotycząca tej zabawy w marcu, więc prawdopodobnie nie tylko ja nic nie zgłosiłam.

Kwietniowa kartka jest pozytywno-negatywna, ale odzwierciedla w pewnym stopniu mój obecny stan ducha


Ta pożółkła kartka z rozwiązaną krzyżówką, która posłużyła jako tło dla cytatu, została wybrana zupełnie przypadkowo. Mam kilkadziesiąt archiwalnych czasopism szaradziarskich, więc nie myślałam o szukaniu odpowiedniej kartki pod kątem treści, ale pod kątem formatu. Dopiero, kiedy ją przykleiłam i zastanawiałam się, w którym miejscu nakleić  mniejszą karteczkę, dotarło do mnie jakim dziwnym przypadkiem niektóre wyrazy (apokalipsa, Azja, ekologia, Europa) i samo rozwiązanie krzyżówki łączą się  z obecną pandemią, która również jest wyrazem do odgadnięcia.
Niezwykły zbieg okoliczności.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Serwetko-podkładki

W lutym powróciłam po dłuższej przerwie do serwetek robionych  na drutach - pierwszą była TA czerwona serwetka, zrobiona w ramach zabawy "Kości zostały rzucone".
Robienie na drutach jest dla mnie największą przyjemnością robótkową, ale od dawna już nie robię dla siebie nic z odzieży, bo wszystko mnie gryzie. Mam duże zapasy starych włóczek, jeszcze z minionych czasów, ale są dla mnie zupełnie nieprzydatne  (bardziej pasuje tu określenie "nieprzyjazne" dla mojej skóry). Kilka razy w ostatnich latach co prawda kupiłam nowe włóczki, ale te z niższej półki cenowej, więc te robótki też leżą rozgrzebane z wiadomego powodu. Może doczekają się form swetropodobnych dla mojej córki, ale to melodia przyszłości.
Teraz skłaniam się do form użytkowych, czyli właśnie serwetek. Ale nie chcę kolejnych leżących ozdóbek (mam dużo takich szydełkowych). Zaplanowałam komplet grubszych serwetek (z podwójnej nitki), które chciałam przygotować na świąteczny stół. Miały być podkładkami pod talerze, dlatego grubsze zrobione z podwójnej nitki kordonka. Zdążyłam nawet zakupić kilka motków w wiosennych kolorach zanim zamknięto sklepy... zrobiłam dwie pierwsze, ale z każdym dniem coraz bardziej było wiadomo, że z rodzinnego świątecznego śniadania w tym roku nic nie wyjdzie. Nie spotkamy się...
Smutek z tego powodu odebrał mi chęć dalszego machania drutami, więc na razie odłożyłam robótkę na później.

Jak pisałam w poście o czerwonej serwetce, nie zależy mi na idealnym napięciu i wymodelowaniu serwetki po upraniu, więc obie są lekko koślawe i nieforemne.

Niebieska, a właściwie błękitna jak wiosenne niebo ma średnicę 25 cm
jest zrobiona według tego samego schematu co czerwona, tylko z jednym rządkiem ząbków


Pomarańczowa to już fantazyjna twórczość własna "z głowy", 
więc wygląda jeszcze bardziej chaotycznie. Ta serwetka jest mniejsza - ma średnicę 17 cm, ponieważ została zrobiona z cieńszych nici (jeszcze ze starych zapasów, mają jakieś 30 lat).
Obie serwetki zrobiłam na drutach nr 4.


środa, 25 marca 2020

"Był taki dzień..." (1)

Dzisiaj sprawdziłam, jaką statystykę ma post z zaproszeniem do zabawy "Niedziela z fotografią" z 2018 roku. Pojawia się stale w okienku popularnych i zaciekawiło mnie jaki ma aktualnie wynik. Rzeczywiście, jest bardzo wysoko wśród wszystkich i prawdę mówiąc trochę mi żal, że takie zainteresowanie zaproszeniem dzisiaj nie przełożyło się na aktywność w zabawie wtedy.
Kiedyś prawdopodobnie taka sytuacja byłaby dla mnie impulsem do reaktywacji zabawy w formie drugiej edycji. Kiedyś tak... ale obecnie już nie... Moja aktywność organizatorska powoli wyparowała, jak perfumy ze staromodnego flakonika. Zniechęciłam się coraz mniejszym zainteresowaniem ze strony forumowych koleżanek - z każdą kolejną zabawą było coraz mniej chętnych do udziału. Podobna sytuacja była z zabawą "Niedziela z fotografią". Jeszcze nie tak dawno szukałabym u siebie przyczyn takiej sytuacji... coś w tym stylu , że "to moja wina, bo pewnie nieciekawa propozycja".
Ale to się zmieniło - lepiej późno niż wcale - nie przejmuję się, ale jednocześnie teraz wolę działać indywidualnie, bez stresów i zachęcania innych na siłę.

Obecnie wszyscy mamy wystarczająco dużo stresów i obaw o własne życie i zdrowie, więc chrońmy się jak tylko możemy. Właściwie jedyną naszą ochroną jest w tej chwili dobrowolna izolacja, czy kwarantanna. Siedzimy w domu, mamy różne obowiązki i w zależności od ich stopnia mamy mniej lub więcej czasu na osobiste zainteresowania. Ja mam więcej niż młodsze pokolenie, więc korzystam z tego jako z w formy terapeutycznej.

Po tym przydługim wstępie pora na wyjaśnienie dlaczego taki tytuł posta.
Nie wychodząc z domu nie robię nowych zdjęć, ale jednocześnie wracam do moich archiwalnych zbiorów (w trakcie nieustannych porządków na dysku).
Stąd pomysł na wyciągnięcie niektórych zdjęć z tego archiwum, które znajdą się na tym blogu w cyklu "Był taki dzień"... To pomysł na czas trwania epidemii i braku nowych możliwości, ale może przeciągnie się dalej w czasie.

Mam na dysku zapisane zdjęcia cyfrowe od września 2008 roku, ale zdjęcie z dzisiejszą datą znalazło się dopiero w 2013 roku. Naprawdę sama byłam zaskoczona tym pięknym śniegiem w naszym ogrodzie... czy jeszcze kiedyś taki widok się powtórzy?