wtorek, 31 stycznia 2023

Trochę prawdziwej zimy we wspomnieniach

Po wczorajszym pięknym śniegu niewiele pozostało - trochę więcej widać w naszym ogrodzie, gdzie jest zimniej niż w gęstej zabudowie.

Tak bardzo tęsknię za dawną prawdziwą śnieżną i mroźną zimą.

I coraz bardziej pewne wydaje się to, że takie zimy to przeszłość, która już nie wróci.

Będą zdarzać się krótkie zimowe akcenty, które tylko rozdrażniają miłośników prawdziwego zimna.

Na zdjęciach utrwaliłam taki zimowy akcent. To wspomnienie z 1 lutego 2021 roku - Arturówek, do którego mamy niedaleko. Nigdy nie jeździmy tam latem - hałaśliwe tłumy mnie skutecznie odstraszają, a mam ciszę swojego ogrodu dosłownie o krok.

Trochę informacji o Arturówku  - TUTAJ

Wtedy było trochę śniegu i trochę mrozu... tak w sam raz.

 






poniedziałek, 30 stycznia 2023

Pada śnieg...

 ... niestety zbyt rzadko jak na moje oczekiwania. Łódź pod względem wszelkich opadów jest bardzo poszkodowana. W całej Polsce może padać, a u nas w tym czasie susza. Dlatego każdy deszcz i śnieg jest tak upragniony.

A temperatury są mało zimowe i śnieg szybko znika.


sobota, 14 stycznia 2023

Z życia szpitalnego korytarza

Kiedy po godzinach wegetowania na izbie przyjęć dostajesz się na oddział, cieszysz się (odpowiednio do sił, jakimi dysponujesz), że leżysz wreszcie na szpitalnym łóżku. Psychicznie czujesz się lepiej, bo ktoś się zajmie tą kupką nieszczęścia jaką aktualnie jesteś. Nie każdy zgłaszający się dotrze na oddział - na izbie jest tak duży tłok, że konieczna jest jakaś selekcja.

Oddział zapełniony maksymalnie, łącznie z miejscami na korytarzu, gdzie trafiasz na kilka dni. Żeby dostać się na salę trzeba czekać na wypis kogoś podleczonego  lub...

A na korytarzu - ZERO INTYMNOŚCI.

- ostre światło prosto w oczy praktycznie całą dobę (z krótką ulgą nad ranem)

- ciągły ruch ludzi jak na dworcu (trzaskanie drzwiami, głośne rozmowy tak jakby na łóżkach leżały jakieś manekiny, a nie ciężko chorzy ludzie)

- do tego hałaśliwe dostawy koniecznego sprzętu (niestety butle z tlenem swoje ważą),  wywożenie odpadów i śmieci wielkimi pojemnikami, stukot wózków ze sprzętem medycznym używanym przez pielęgniarki przy chorych itd.

- ciągle ktoś otwiera okna, więc zimne powietrze bezkarnie hula po łóżkach (przeziębienie murowane)

- stale i głośno pracujące maszyny monitorujące stan najciężej chorych (zarówno w  salach jak i na korytarzu)

- o głośnym cierpieniu chorych nie mówię, bo to jest naturalne w takim miejscu jak szpital

A do tego kompletne nieliczenie się samych chorych z innymi, czyli terror i władza telefonów i telewizorów nad ludźmi. Prawie każdy czujący się na siłach głośno gada godzinami przez telefon, a w tle z różnym natężeniem gadają telewizory (oczywiście każdy na innym kanale). A wszystkie drzwi do sal otwarte szeroko.

W tym wszystkim najciężej pracują pielęgniarki - praktycznie cały czas w biegu.

Mimo takiego obciążenia są empatyczne, cierpliwe i troskliwe.

Byłam zaskoczona faktem, że są nadal chętni do tego zawodu - sporo uczącej się młodzieży na praktykach i młode pielęgniarki już pracujące.

Taki pobyt na korytarzu to prawdziwa szkoła przetrwania. Na początku i tak jest nam wszystko jedno, ale wraz z poprawianiem się naszego stanu coraz trudniej żyć na korytarzu. Każdy dźwięk (nawet gotowanie się wody w czajniku) odbieramy  z większym natężeniem ze względu na echo.

I tylko śmierć przychodzi po cichu...