Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 marca 2025

Nieśmiałe...

Trzy maleńkie krokusiki pojawiły się wreszcie w moim ogrodzie.

Rozwój roślin zawsze jest u nas opóźniony, nawet w porównaniu z sąsiednimi ogrodami. 

Może to kwestia braku pełnego ogrodzenia - na dwóch częściach (tych "na przestrzał"), mamy siatkę bez żywopłotu, więc wiatr hula swobodnie. Ja lubię szeroką przestrzeń, specjalnie nie odgradzam ogrodu od świata zewnętrznego. A mamy duży zaciszny kącik między naszym domem i sąsiada, więc nie narzekam na brak prywatności.


poniedziałek, 17 marca 2025

Jeszcze nie ma wiosny

W moim ogrodzie nie ma śladu wiosny. Ludzie już od kilku dni chwalą się  zdjęciami  roślinek typu krokusy, donicami z bratkami na tarasie, a u nas cisza. Temperatury były prawie letnie, a tu nagle dzisiaj w nocy mrozik i powrót zimy.

Budka dla ptaszków już w lutym przygotowana, ale wisi pusta, za to udekorowana sopelkami.

Nawet forsycja zatrzymała się z malutkimi pączkami i czeka na lepszy czas.




czwartek, 16 stycznia 2025

Epizod zimowy?

Zaledwie kilka dni mieliśmy w Łodzi wspaniałą zimę, a specjaliści straszą, że takie "zimowe epizody" zastąpią dawne mroźne, śnieżne, a przede wszystkim długotrwałe zimy.

Internet został dosłownie zalany zdjęciami pięknych krajobrazów i miejskich obrazków.

Ja zrobiłam tylko kilkanaście zdjęć (teraz wstawiam jedno), na krótkim odcinku ulicy Woj.Polskiego, przy opuszczonych ogródkach działkowych. Tam już działają wielki dźwigi... wyrasta kolejne osiedle mieszkaniowe.

Dawno nie spadło tyle śniegu - co widać dobrze przy odśnieżonej ścieżce w naszym ogrodzie. 

Od dziecka uwielbiałam odśnieżanie, a trochę pracy to wymaga (odśnieżenie posesji i ścieżki do domu).

piątek, 18 października 2024

To nie jest klimat dla starych ludzi

Trochę wody dla ochłody

Minione (na szczęście!!!) lato ledwo przetrwałam... właściwie to była przerwa w życiorysie...

Wiem, że tak było w całej Polsce i Europie, ale są ludzie którzy lepiej znoszą takie warunki - niektórzy wręcz nawet je lubią. I nie zrozumieją innych, dosłownie wykończonych upałem. 

Takie ekstremalne upały pozbawiają mnie siły i wszelkiej chęci do życia, pogarszając jeszcze dolegliwości towarzyszących mi na stałe chorób. Tak źle czuję się co roku, ale to lato jest najgorsze w moim życiu - to prawdziwa masakra. Nie mam na to zupełnie wpływu i tylko mogę całkowicie ograniczyć przebywanie na tzw. świeżym powietrzu i chłodzić się w domu wentylatorem. W niektóre dni nie da się nawet wytrzymać w ogrodzie, chociaż mam podwójny cień - jednocześnie od ściany domu sąsiada i pod parasolem.

Nigdy nie lubiłam smażenia się na słońcu, nawet na plaży chroniłam się pod parasolem. W ogrodzie zawsze wybierałam cień. W pewnym momencie stary termometr ogrodowy odmówił współpracy, więc zanim kupiłam nowy mierzyłam ściennym termometrem z dawnych czasów -  było 36 C w cieniu!!!

A coraz bardziej nagrzewające się mury nie pozwalały na odpoczynek w nocy.

Oczywiście deszczu jak na lekarstwo. Łódź zawsze była zagłębiem suszy - wszędzie deszcz tylko nie u nas. Po raz pierwszy nawet trawa nie wytrzymała i w najbardziej nasłonecznionych miejscach zamieniła się w wyłysiałe placki. Jedynie w zacienionych murami miejscach uratowało się trochę zieleni.

Zrobiłam trochę zdjęć, ale nadal siedzą w aparacie. Coś na pewno wybiorę do pokazania i opisania, ale dopiero zaczynam wracać do żywych.

I  już się martwię co będzie w przyszłym roku???

wtorek, 4 czerwca 2024

Fotograficznie

Bardzo żałuję, że fotograficzne zabawy blogowe - na blogach robótkowych (o forach nawet nie ma co wspominać) to już przeszłość. Myślę o znajomych blogach, bo przecież nie znam całego internetu.

Szkoda, że ten rodzaj zabawy u nas nie przetrwał, przecież udział w takiej zabawie nie wymaga wiele czasu. Uruchamia za to naszą wyobraźnię, kreatywność, twórcze spojrzenie na świat.

Na pewno główną przyczyną "zanikania" blogów są przenosiny wielu osób w inne miejsca.

Ja tu pozostaję, ale chociaż długo opierałam się przed fb to również tam się znalazłam - z jednego powodu: możliwości oglądania archiwalnych zdjęć mojego rodzinnego miasta. To była jedyna furtka do grupy, która w krótkim czasie powiększyła błyskawicznie (co jest zasługą adminów czuwających nad porządkiem). Przy okazji trafiam na inne ciekawe strony, ale pozostaję głównie czytelnikiem. Moja aktywność na własnej stronie jest zerowa - nadal przeszkadza mi graficzny tłok na fb, uciekanie postów - chcesz coś przeczytać później: NATYCHMIAST zapisz link u siebie. W przeciwnym razie bardzo szybko gdzieś ucieknie, zginie w zalewie kolejnych nowości.

Nieoczekiwanie dostałam zaproszenie do jednej z wielu grup fotograficznych. Wcześniej nie myślałam o dołączeniu do którejkolwiek, bo poziom niektórych jest żenująco niski.

Jednak okazało się, że to grupa z ambicjami, więc zostałam. I tu dochodzę do sedna sprawy. Oprócz  możliwości codziennego wstawienia zdjęcia są także weekendowe konkursy/zabawy/wyzwania na określony temat. W kilku brałam udział, ale przyznaję, że z każdym kolejnym tematem mam coraz większe opory. Poziom artystyczny zgłaszanych zdjęć jest w niektórych przypadkach za wysoki dla mnie - wpadam w kompleksy. Kreatywność w realizacji tematu zaskakuje i wywołuje refleksję typu "czemu ja na to nie wpadłam!".

Inna sprawa to jakość sprzętu fotograficznego i umiejętność korzystania z programów do obróbki zdjęć - u mnie minimalna.

Jedyne co mi przeszkadza to brak podpisów autorów na zdjęciach. Wiem, że są różne zdania na ten temat (m.in. że podpis zaburza odbiór), ale ja tak nie uważam.

Temat z ostatniego konkursu: Wnętrze.

Wstawiłam to zdjęcie

ale dzisiaj wybrałabym inne


Co jakiś czas dorzucę zdjęcia z poprzednich tematów.

Lubię fotografować, choć nadal bardzo amatorsko, ale nie pcham się "na salony", a u siebie mam zapis na pamiątkę.

Pozdrawiam zaglądających - odezwijcie się czasami :)

poniedziałek, 17 października 2022

Ruszyło ku lepszemu...

 Xgalaktyko, mp, Splociku - bardzo Wam dziękuję za odzew i pomoc w rozwiązaniu mojego technicznego problemu. 

Zmiana przeglądarki pomogła.

Co prawda nie od razu (żeby nie było tak pięknie) - po zmianie dalej nie chciało działać, więc ze złości odpuściłam na kilka dni.

A teraz włączam... i cuda po prostu - działa!

Widocznie potrzeba było ponownego odpalenia komputera, jak w tym dowcipie o informatyku i samochodzie.

A w moim ogrodzie lato wcale nie odchodzi - natura ociepliła się i pewnie jeszcze zaliczy miesiąc poślizgu. Co prawda nasz ogrodowy Czarny Kiciek rzuca się na miskę jakby miesiąc nie jadł, ale pewnie tradycyjnie jak co roku o tej porze "robi futro na zimę".

Na sporym poletku po czosnku - w tym roku pustym, zasiało się coś co wyrosło na ponad 1 metr i kwitnie całe lato. Nazwałam poletko "Łąka kwietna samosiejka", bo są tam też inne roślinki, na które naprawdę przylatywało  mnóstwo owadów. Zdjęcie zrobione kilka dni temu.


czwartek, 17 lutego 2022

Kocie wspomnienia z okazji...

Niedawno, w trakcie porządkowania szuflady, trafiłam na zdjęcia naszych kotów ogrodowych.

Zdjęcia mają już prawie 30 lat (są datowane na początek lat 90-tych) i oczywiście są to zdjęcia robione tradycyjnym aparatem. 

Teraz się mówi, że to aparat analogowy, bo pojawiły się aparaty cyfrowe.

Osobom z mojego pokolenia nie muszę tłumaczyć, że zdjęcia wyszły jak wyszły, bo nie było żadnej możliwości wcześniejszego podglądu. Oczywiście można było postarać się ustawić światło, czas naświetlania, przesłonę i jakieś inne michałki, ale jak aparat zrobił pstryk to pozostawało czekać na wywołanie odbitki, żeby zobaczyć efekt. W dodatku efekt bywał przeróżny, biorąc pod uwagę ruchliwość fotografowanych obiektów. Tu nie dało się nic zrobić na spokojnie, trzeba było łapać chwilę... nic by nie dały teksty typu: "poczekaj koteczku, muszę nastawić ostrość".

Teraz zrobiłam zdjęcia zdjęciom, co się dało poprawiłam i lepszego obrazu chyba nie uzyskam.

Już kiedyś pisałam o tym, że koty pojawiły się w naszym ogrodzie właśnie w tamtym czasie. Wcześniej zawsze mieliśmy pieski różnej maści, czyli zwykłe kundelki. W pewnym momencie nie było już żadnego psa i moi Rodzice nie chcieli podejmować się wychowywania kolejnego szczeniaka. Byli już na emeryturze, nie mieli sił ani chęci.

I wtedy pojawiła się w ogrodzie czarna Kicia i jej kolejne dzieci.

A kolejne pokolenia kotów wzięły nasz ogród w swoje posiadanie i rządzą jak chcą.

Wybrałam do pokazania kilka zdjęć, które  przetrwały obróbkę komputerową.

Kicia z małym Rysiem obok pnia starego orzecha włoskiego

Kicia z czarnym (również) Kubą i trochę większym Rysiem
 
   
Ulubione miejsce na wysokości
 

Przed siebie 
 
 
W górę

I w dół

Szaleństwo plam słonecznych


Kotek bezimienny

piątek, 30 kwietnia 2021

Kwiecień-plecień

Oddalam się coraz bardziej od moich blogów... dziś trudno powiedzieć czy to początek końca, czy przejściowe pandemiczne zniechęcenie. Jeśli przejściowe to trwa chyba już za długo. Jak się wypada z pewnego rytmu coraz trudniej do niego wrócić wraz z upływem czasu. Z minionego roku mam wiele zdjęć czekających na pokazanie, ale nie miałam odpowiedniego nastroju - za bardzo moje myśli zdominowała pandemia, w odniesieniu do każdego fragmentu życia. 
 
A tu już maj za pasem i właśnie mija miesiąc, który wyjątkowo dopasował się do starego przysłowia. Szczególnie pod względem niskich temperatur tuż przed końcem. W moim ogrodzie  (i nie tylko u mnie) wszystko jest opóźnione, ale wiosna w końcu ruszyła.
 
 
Ze zdjęć zrobionych dzisiaj wybrałam kilka... 
 
 
a na nich szafirki, cebulice, stokrotki, mlecze, kwitnąca mirabelka i pierwsza kępka szczególnie soczyście zielonej trawy pod jabłonką. 
 

Bardzo lubię obserwować kolejne rzuty różnych rodzajów traw pojawiających się w naszym ogrodzie (w ubiegłym roku wszystkie sfotografowałam). Nie silę się na poznawanie ich nazw, wystarczy mi ich różnorodność.

sobota, 7 kwietnia 2018

niedziela, 29 października 2017

Ile ma ten maluch?

Kilka dni temu niespodziewanie dało się zauważyć w ogrodzie kolejne kocie pokolenie.
Byłam zaskoczona widokiem dwóch maluchów (oba oczywiście czarne) piszczących na wysokim murze - wlazło, ale zejść nie umiało.
Później pokazał się jeden... przydreptał za matką do jadłodajni



Myślałam, że o tej porze roku już nie ma małych kociaków, ale może i kotom już się wszystko pomieszało.





poniedziałek, 17 lipca 2017

Niedziela w lipcowym ogrodzie

Wczorajsza pogoda była idealna... taką lubię najbardziej...
ciepło, ale nie gorąco... słońce i lekkie chmurki... chwilami miły wiaterek...
wspaniałe warunki, by siedzieć półleżąc na wygodnym leżaku...
patrzeć sobie na niebo...


na roślinki...



na zwierzęta małe i duże...



a mimochodem zebrać pierwsze plony z poletka cukinii i kabaczków (na razie tylko cukinie)



i próbować, czy czerwone porzeczki są nadal zbyt kwaśne i niedojrzałe (ślimakom nic nie przeszkadza)


sobota, 10 czerwca 2017

Piwonie... uwielbiam!

To są właśnie te CHWILE z tytułu bloga, gdy zachwycają mnie takie widoki i zapachy w ogrodzie...




piątek, 20 stycznia 2017

środa, 18 maja 2016

Kiedy wiosna buchnie majem... jak co roku...

Wiosna buchnęła majem na całego w ubiegłym tygodniu... a w niedzielę oddaliła się w niewiadomym kierunku, pozostawiając zimnicę godną muminkowej Buki wraz z wiatrem i deszczem...

W czasie tych przepięknych wiosennych dni w moim ogrodzie zaczęło się kwitnienie na dobre. Nie wiem na czym to polega, ale rośliny mają u nas jakiś dziwnie spóźniony refleks w porównaniu z sąsiednimi ogródkami. Tam wszystko kwitnie na całego, a u nas dopiero ma zamiar się rozwinąć.

Ale zaczęły nadrabiać... pięknie pachnąc i pięknie wyglądając...






czwartek, 7 maja 2015

Kiedy wiosna buchnie majem...





nawet koty są pokojowo usposobione