Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa blogowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa blogowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2020

Choinka 2020 / 4


To "Gwiazdkowe drzewko" powstawało prawie cztery miesiące. Wydaje się, że to łatwy i szybki wzór, a jednak zajął mi więcej czasu niż przewidywałam. Zaczęłam w nowym roku, ale ciągle zbyt dużo było przeszkód, żeby haftować spokojnie. Kilka razy musiałam tamborek odkładać, kilka razy wypruwałam i poprawiałam błędy.
Kanwa 16 w kolorze kremowym
 

To jest wersja do zagospodarowania - w tej chwili nie mam żadnego pomysłu, więc robótka dołączy do innych w pudełku (to jest duże pudełko, więc spokojnie się zmieszczą jeszcze następne bez pomysłu).

Haft zrobiony w ramach zabawy "Choinka 2020"


wtorek, 10 marca 2020

Kości zostały rzucone i... mam problem

W tej zabawie nie robię żadnych wyprzedzających ruchów... nie tworzę listy prac "na zapas"... ani tym bardziej nie kombinuję z powtórkami w przypadku, gdy wylosowana kategoria w jakiś sposób mi "nie pasuje". Losowanie przeprowadzam jednorazowo, gdy miesiąc się zaczyna  i nic już później nie zmieniam. To taki miły dreszczyk emocji "co wypadnie tym razem", który funduję sobie w małych dawkach, żeby wystarczyło do końca roku.

Z niecierpliwością czekam na pierwszy dzień każdego miesiąca, bo wtedy pojawiają się zadania w różnych zabawach blogowych. A w zabawie z kośćmi sama losuję je dla siebie. I zupełnie nie widzę sensu w "oszukiwaniu" samej siebie w trakcie zabawy, która ma być czystą przyjemnością, bez żadnych materialnych korzyści, ani tym bardziej bez żadnego wyścigu nie wiadomo po co.

Do napisania tego wstępu skłoniło mnie podsumowanie lutego  w zabawie z kośćmi.

O swoich rzutach i ich wynikach pisałam (i taki mam zamiar na przyszłość) w jednym poście, zawierającym zdjęcie powstałej pracy. Teraz jednak piszę na początku miesiąca, bo wynik marcowy jest dla mnie sporym problemem.
Wyrzuciłam kolejno dwie szóstki, co dało wynik "element wycięty dziurkaczem" - jeszcze nie zaznaczyłam na swojej osobistej planszy, bo koncepcji nie  mam żadnej, więc pracy nie ma


Nie robię w ogóle kartek (ani w dużych, ani nawet w małych ilościach), więc nie mam zgromadzonych specjalistycznych narzędzi jakimi są między innymi dziurkacze z nietypowymi kształtami. Mam tylko stare typowe dziurkacze biurowe dające okrągłe dziurki. I nie bardzo mam gdzie je wykorzystać. Co prawda po intensywnym namyśle doszłam do jedynego jak na razie wniosku, że mogę ewentualnie wykorzystać dziurki w kolejnej stronie mojego "Pozytywnika z charakterem" (łącząc przy okazji obie zabawy).  

Teraz w trakcie pisania przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł -  na dziurki jajeczno-pisankowe... czyli może coś jednak się uda wykrzesać. Jak widać ubieranie myślowych rozterek w słowo pisane czasami też rozwija skromną kreatywność :) 

sobota, 29 lutego 2020

Rzuty na luty

W zabawie "Kości zostały rzucone" na blogu Kreatywna Jacewiczówka,  w lutym moje rzuty kostką dały wynik SERWETKA.
Bardzo się z tego ucieszyłam, bo takie zadanie świetnie wpasowało się moje plany dziewiarskie. 


Od kilku lat przygotowuję się do ambitnego zadania, jakim jest duży obrus zrobiony na drutach. A przygotowania te polegają na tym, że co jakiś czas w ramach ćwiczeń dziubię mała serwetkę. Małą dlatego, że jedynym problemem - ale niestety podstawowym jest ładne rozpoczęcie robótki. Problem wynika z tego, że pracuję wyłącznie na drutach z żyłką, która jak wiadomo żyje własnym życiem. 


Nigdy nie udało mi się utrzymać w ryzach pięciu drutów pończoszniczych, ponieważ od wielu lat nie używam już prostych drutów.  Robiłam na prostych drutach w bardzo zamierzchłej przeszłości (-dzieści lat temu). Wtedy zawsze miałam na końcach zatyczki z korka, bo robótka zjeżdżała na całego. A nie da się robić "na okrągło" z korkowymi końcówkami.
Nigdy moje serwetki nie są idealnie napięte, ani mocno wykrochmalone, bo nie lubię serwetki w formie sztywnej blachy i nie zależy mi na identycznym rozmieszczeniu niezliczonych ząbków w zakończeniu. 
Tak jak w tej serwetce, zrobionej kilka lat temu w ramach zabawy na forum (nie udało mi się znaleźć tamtego zdjęcia, więc zrobiłam nowe)

Te ząbki nie podobają mi się, przeszkadzają mi wizualnie (za dużo ich napchane), więc tym razem w nowej czerwonej serwetce zrobiłam tylko jedno okrążenie. I w następnych serwetkach też będę ograniczać ten nadmiar ząbków.

W tabelce zabawy zapoczątkowałam zapis swojego udziału - będę zaznaczać kolejne zaliczone rzuty. 




piątek, 28 lutego 2020

Lutowe "Rękodzieło i przysłowia"

W zabawie "Rękodzieło i przysłowia" organizatorka Splocik zaproponowała te przysłowia:
1. Radosne serce wypełnia braki życia.
2. Nie ma zimy bez śniegu, wiosny bez słońca i radości, której nie dzielisz.


Nie chcę się zmuszać do realizacji radosnego aspektu obu przysłów... byłoby to dla mnie sztuczne, a może nawet przykre w obecnym trudnym czasie. Dlatego skupiłam się na części drugiego przysłowia, bo bardzo tęsknię za śniegiem i martwię, że zimy są coraz częściej bezśnieżne. To takie dziwne i trudne do zaakceptowania  w naszym klimacie - szczególnie, gdy mamy bogate wspomnienia związane ze śniegiem. Ja mam takich wiele - książkę można by napisać, ale nie ma tu miejsca na tak szerokie wspominanie, więc jak najkrócej.

Generalnie kocham zimę! Mimo wszelkich utrudnień to moja ulubiona pora roku.
Jedno tylko wspomnienie z najdalszego dzieciństwa jest mało przyjemne, ponieważ przypomina ciężką drogę  do tramwaju przez wielkie zaspy... zbyt wielkie dla 7-8 latki. Z trudem udawało się mojej Mamie torować wczesnym rankiem drogę po nieodśnieżonych uliczkach, mając do transportu okutany tobołek, który nie chciał iść i ciągle przystawał. Nic dziwnego... trudno mi było oddychać w szaliku z zamarzającym oddechem, przy padającym nadal śniegu i silnym wietrze wiejącym oczywiście w twarz. I nie był to jednorazowy wysiłek - tak wyglądała cała zima. Mieszkaliśmy z dala od uczęszczanych tłumnie ulic miasta, więc nigdy na naszą uliczkę nie wjechał śnieżny pług. Odśnieżanie chodnika było obowiązkiem właścicieli małych domków i ogrodów.
Jednak mimo to zawsze bardzo lubiłam odgarniać śnieg przy naszej posesji i w ogrodzie, co mi pozostało do dziś... tylko odgarniać nie ma co.

Wspaniały widok to nasze zwierzęta w ogrodzie - psy skaczące z radością w głęboki śnieg i koty majestatycznie,  przy każdym kroku z namysłem badające jak głęboko zapadną się  łapki.

I jeszcze jedno wspomnienie, z którego nie mam żadnych zdjęć, bo wydawało się, że  spokojnie zrobi się przy kolejnej zimie. A okazja  już się nigdy nie powtórzyła.
W czasie zimy stulecia 1978/79 spadło tyle śniegu, że mój mąż zabawił się budowaniem w ogrodzie igloo. Powstała budowla tak duża, że można było wejść do środka i nawet usiąść na lodowej ławeczce.
Dziś trudno mi uwierzyć, że tak szczęśliwe chwile przeżywaliśmy.

I zgadzam się z przysłowiem, bo dla mnie to co teraz mamy nie jest zimą, tylko dziwną karykaturą zimy skoro nie ma śniegu.
Przywołuję więc zimę na różne sposoby, między innymi w hafcie.


Mój hafcik różni się kilkoma szczegółami od oryginalnego schematu, ale to trochę z braku skupienia się w czasie pracy, a trochę to efekt zamierzony.
Jednak zupełnie niezamierzone było wykorzystanie materiału - przypadek sprawił, że wybrałam kanwę, która otrzymałam w prezencie od... Splocika.
A sam hafcik poczeka na zagospodarowanie (na razie nie zdecydowałam się na sposób wykorzystania).


poniedziałek, 24 lutego 2020

"Pozytywnik z charakterem" - jeszcze o początku i cytat w lutym

Swój pierwszy post w zabawie "Pozytywnik z charakterem" pisałam pośpiesznie i dosłownie na ostatnią chwilę (tutaj). Niewiele w nim treści, wyszedł jakiś taki suchy i zdystansowany, a przecież to zupełnie inaczej wygląda w rzeczywistości. "Art/junk żurnalowanie" (jak je nazywam na własny użytek) często o sobie przypomina, bo chyba nadal mam zbyt dużo wątpliwości, niepewności, obaw z tym związanych.

Na pewno pomogło mi pierwsze styczniowe podsumowanie na blogu Ani, bo mogłam wreszcie zobaczyć pomysły innych uczestniczek zabawy. Nie jest nas dużo, ale to chyba właśnie bariera podobna do mojej powstrzymuje wiele ewentualnych uczestniczek do podjęcia tego wyzwania.
Tym razem świadomie używam tego nielubianego przeze mnie określenia - dla osób debiutujących w temacie to rzeczywiście prawdziwe wyzwanie. Dodam jeszcze "dla osób podchodzących do tego świadomie i z namysłem" tak jak ja. Czym innym jest bowiem "rzucenie cytatu na kolorowe tło", a czym innym kompozycja, której elementy współgrają ze słowem, ilustrują lub uzupełniają słowo.

Tak  właśnie ja rozumiem swój udział w tej zabawie i słowny cytat uważam za punkt wyjścia w tworzeniu strony - cytat jest najważniejszy... od niego zależą pozostałe elementy.

Jeszcze o materiałach. 
Planuję bazować przede wszystkim na tym, co mam w domu. A będąc prawdziwym chomikiem (nic nie wyrzucać, wszystko się przyda!) zgromadziłam naprawdę duży zbiór wszelakich przydasi. Mówiąc poważnie to skutki minionego ustroju - kto wtedy żył ten wie bez wyjaśniania. Były lata, kiedy brakowało dosłownie wszystkiego, więc jak się coś "zdobyło" z wielkim trudem, to kupowało się na zapas, nawet jeśli to coś nie było nam w ogóle potrzebne w danym momencie. "Na zapas" - to główne hasło tamtych czasów. I tak niektóre zapasy przetrwały do dziś. Chociaż i tak dominują w nich pożółkłe kartki z niezapisanych do końca zeszytów  w różnych rozmiarach. Wtedy w pracy pisałam ręcznie, ewentualnie w domu na maszynie. O komputerach nam się nie śniło, a elektryczna maszyna do pisania to już był wynalazek, że ho ho!

O poszczególnych materiałach będę ewentualnie pisać przy konkretnych stronach, teraz tylko wspomnę o głównej części, na której będą powstawały.  Bazą mojego pozytywnika jest kalendarz na 2002 rok - całkowicie czysty, bez jednego nawet zapisu. To reklamowy kalendarz firmowy dużego formatu, niewygodny dla mnie w użyciu. Zawsze kupowałam sobie małe kalendarzyki kieszonkowe i całkowicie wystarczały na moje potrzeby. A te duże zalegały w szafce - jak widać nie całkiem bez sensu.
Nie wiem, jak rozwinie się u mnie ta zabawa... mam nadzieję, że nie zniechęcę się początkami.
A teraz luty...

niedziela, 9 lutego 2020

Z braku śniegu... - Choinka 2020 / 2


Moja kolejna praca w ramach zabawy Choinka 2020 jest wyrazem tęsknoty za prawdziwą zimą z pięknymi płatkami śniegu... za białymi świętami Bożego Narodzenia. Nigdy nie zaakceptuję takiej karykatury zimy, jaką właśnie mamy.

Zrobiłam drugą zakładkę z bombkowo-śnieżynkowej pary (chyba więcej wzorów nie ma). Pierwsza powstała w ubiegłorocznej edycji zabawy - jak się teraz  okazało było to również w lutym (ale to naprawdę przypadkowa zbieżność terminów).
Zakładkę zrobiłam na kawałku z tej samej taśmy, z gotowym obrębieniem brzegu. 
Moje wykonanie różni się minimalnie od wzoru, ale to wina braku odpowiedniej ilości dziurek w materiale.


piątek, 31 stycznia 2020

Pozytywnik z charakterem - początek zabawy


Początek, debiut, próba? ... Nie wiem jak nazwać ten mój pierwszy krok w zabawie "Pozytywnik z charakterem", którą zaproponowała Ania z Kreatywnej Jacewiczówki.
Piszę posta i wysyłam zdjęcie dosłownie w ostatniej chwili, bo termin mija o północy.
Teraz napiszę w skrócie, a w kolejnym poście trochę szerzej. 
Po znalezieniu zaproszenia do tej zabawy dużo czasu poświęciłam na szukanie informacji w internecie - oglądałam, czytałam o art i junk jurnal , zbierałam odpowiadające mi cytaty. To trwało najdłużej, szczególnie, że w trakcie styczniowej choroby. Kiedy już zdecydowałam się na ten konkretny cytat, nie miałam odpowiedniego nastroju do jakiejkolwiek pracy twórczej z powodu niepokoju o wyniki badań (w innej sprawie).
Na szczęście dzisiaj zmartwienia odgoniłam, ale zanim zeszło ze mnie całe napięcie zrobiło się bardzo późno. Dlatego zdjęcie takie sobie, ale nie mam wyjścia.
To moja jedyna próba "w temacie" ...


środa, 29 stycznia 2020

"Rękodzieło i przysłowia" - styczeń

Dziś rano, gdy zaczęłam pisać tego posta, padał śnieg!!! ... pierwszy śnieg od poprzedniej zimy. Niestety wiedzieliśmy z prognoz, że temperatura nie pozwoli na dłuższe utrzymanie się śnieżnej pokrywy, śnieg przeszedł w deszcz i taki smutny koniec. Dobrze, że chociaż nasze rodzinne dzieci miały kilka godzin niesamowitej frajdy.

W zabawie "Rękodzieło i przysłowia takie są przysłowia styczniowe do wyboru: 
1. Ci lekko tańczą, którym dobry los przygrywa. 
2. Każdy śnieg jest biały, ale nie wszystko, co białe jest śniegiem.

Pierwsze przysłowie, związane z tańcem, nie idzie w parze z moimi aktualnymi smutnymi emocjami.
Natomiast drugie... drugie wywołało  u mnie najpierw dużo rozmyślań... o tym, jak wbrew pozorom dużo jest białego koloru wokół nas - przede wszystkim w naturze, z której jest punktem odniesienia i porównań. Już wieszcz Mickiewicz przecież pisał o gryce, jak śnieg białej.
A oprócz natury biały kolor towarzyszy nam w otoczeniu właściwie niezauważalnie... dopiero po zastanowieniu widzimy go w wielu miejscach. Ma symboliczne znaczenie nie tylko w przedmiotach, ale także w naszej kulturze - najbliższy przykład "ślubny welon".
Nieopatrznie zapytałam mojego osobistego specjalistę od barwników, jak to jest z kolorami i naraziłam się na długi wykład tematyczny, z którego dość szybko uciekłam :)
Mówiąc w skrócie biały jako kolor podstawowy króluje. 
Nie wnikając w dalsze szczegóły (nie chcę zanudzać czytelniczek), zaraz na początku miesiąca zdecydowałam się na interpretację wybranego przysłowia. Wiedziałam, że chcę wykorzystać biała mulinę w hafcie krzyżykowym, ale nie na kolorowej kanwie, tylko na lnie.
Od dawna próbuję opanować len jako materiał do haftu, ale po jednej poważnej próbie na białym lnie (Piwonia w 2016 roku)  następnych nie było.
Teraz wzięłam mały ciemny kawałek - wymiary 11 x 11 cm, z gotowego zestawu firmowego, który kiedyś dostałam w prezencie. Zestaw zawiera wszystko co trzeba: materiał, igłę, mulinę i schemat do obrazka, którego nigdy nie wyszyję... bo bardzo mi się nie podoba.  Ale mulinę i materiał wykorzystam, chociaż  nie w jednym hafcie.
Dziś mogę pokazać tylko fragment pracy 




Dlaczego pokazuję zdjęcie nie skończonej pracy?
Z powodu wcześniejszych doświadczeń z odkładaniem na później. "Jak się sprawę odłoży, to się położy" jak mawiał mój śp. Tata.
Mam takie niechlubne zaległości w zabawie u Splocika,  szczególnie jeden hafcik, który latem może obchodzić 2 urodziny, jeśli nie wezmę się za niego  - brakuje dosłownie kilku oczek ściegu dodatkowego.

A mam tylko część haftu z powodu prawie miesięcznej walki z wirusem - na szczęście nie chińskim. Drugim powodem jest baaardzo wolne tempo mojej pracy - idzie mi ciężko, bo ciągle liczę nitki, a do tego jeszcze potrzebuję silnego powiększenia. Mam taką starodawną lupę dwuoczną, zakładaną jak okulary, ale nie mogę zbyt długo z nią pracować, bo zaczyna mnie boleć głowa i oczy. Kilkanaście krzyżyków na jedno posiedzenie i konieczna przerwa. 
A skoro hafcik pokazany to będzie mnie mobilizował do systematycznego uzupełniania. 
Traktuję ten wzór jako ćwiczenie, coś w rodzaju próbnika - wszystkie części wzoru są takie same.  Jak całość będzie gotowa, zgłoszę zdjęcie do zabawy.



wtorek, 28 stycznia 2020

W kwadracie

Chociaż bardzo ograniczyłam swój udział w blogowych zabawach (bo nie chcę być pod presją wielu zasad i terminów), to jednak tej zabawie na blogu "Kreatywna Jacewiczówka" nie mogłam się oprzeć.
Od kiedy pamiętam uwielbiałam wszelkie gry, chociaż wybór był niewielki - zarówno planszowe (Chińczyk) i karciane (Piotruś), jak i zręcznościowe (bierki, pchełki, gry z metalową kulką). "Stety" albo niestety dotknięta brakiem rodzeństwa, najczęściej grałam sama z sobą i musiałam  w czasach szkolnych zadowalać się krótkim pobytem w szkolnej świetlicy oraz grą "w tysiąca" z kuzynkami na wakacjach. Na szczęście teraz mamy epokę rozkwitu gier planszowych, a ja kolejne pokolenie w rodzinie z którym mogę pograć (dokładając do kompletu jeszcze Scrabble).
W naszych pierwszych latach małżeństwa sporo graliśmy w różne gry karciane (w większym i mniejszym gronie), przy pomocy książki Lecha Pijanowskiego "Przewodnik gier" (do brydża nigdy nie dorosłam) i wtedy też poznałam grę w kości.
Mam jeszcze w szufladzie stare kości i kubek z dawnych czasów, a nawet notesik z wydrukowanymi tabelkami do zapisu (na kolejny miesiąc je wyciągnę). Ale teraz wykorzystałam świeżutki zestaw, tzn. nasz wspólny prezent znaleziony pod choinką w minione święta



Każdą kostką rzuciłam osobno, ale i tak pokazały się takie same cyferki, więc nie miało znaczenia do której linii rzut należał (czy w pionie czy w poziomie.


A z przecięcia linii na tabelce otrzymałam zadanie: "figura geometryczna", co mnie bardzo rozśmieszyło, bo z matematyką i geometrią nigdy mi nie było po drodze.


Powstał taki mały hafcik, na razie jeszcze "nie zagospodarowany", chociaż myślę o wykorzystaniu go do igielnika. Ale z powodu choroby większość stycznia mi uciekła, więc na razie prezentacja wylosowanej do realizacji figury. 



Niestety mój aparat już ciągnie resztkami sił, więc kolor muliny oczywiście w naturze jest inny niż na zdjęciu - żywy turkusowo-niebieski


poniedziałek, 13 stycznia 2020

Choinka 2020 / 1 - mój początek

Jeszcze jesteśmy w świątecznych klimatach... jeszcze choinki nie rozebrane... jeszcze nas otaczają dekoracje świąteczne... jeszcze po zmierzchu światełka ozdabiają okna i balkony. Oczywiście nie wszędzie tak jest, ale u mnie jeszcze nic nie schowane. Głównie dlatego, że dopiero dochodzę do siebie po silnej infekcji, która mnie zaatakowała w ostatnim dniu starego roku. Ale ten poświąteczny nastrój znakomicie przedłuża chęć tworzenia prac w tej tematyce.
Mój styczniowy udział jest skromny (siły niewiele), ale wzór bardzo mi się podobał już od dawna.

Znalazłam go na blogu Palko i chyba to nie będzie ostatnia wersja.
Nie dodałam nic do wzoru, który jest malutki - 5,5 x 5,5cm (wykorzystałam dwa odcienie złotej muliny), a taką dość prymitywną ramkę wybrałam celowo. Chciałam poprzez ten surowy i niedoskonały drewniany kształt nawiązać do dawnego czasu, którego obrazek jest symbolem.



środa, 16 października 2019

"Zimowe miasteczko", czyli zwodnicze cuda fotografii

Zrobiłam ten hafcik z przeznaczeniem na świąteczną dekorację w moim mieszkaniu. Chociaż nie zawiera typowo świątecznych elementów, to jednak pierwsze skojarzenie było bardzo świąteczne (gdy zobaczyłam wzór w gazetce). Była to zresztą pierwsza gazetka dotycząca haftu krzyżykowego, którą kupiłam - "Hafty polskie" 12/2007.


To mój październikowy udział w zabawie Choinka 2019


Planowałam szeroki opis mojej długotrwałej przygody z tym wzorem, ale żeby nie zanudzać czytelników napiszę/postaram się krótko.
Było to dawno, na początku mojej drogi hafciarskiej.
Kupiłam gazetkę w kiosku, bo bardzo spodobał mi się ten obrazek.
Nabyłam kanwę (drobniejszą od tej, którą teraz wykorzystałam).
Kupiłam mulinę dokładnie według numeracji podanej w gazetce.
Zaczęłam haftować z wielkim zapałem, który ostygł, kiedy przyjrzałam się powstałemu fragmentowi.
Zamiast  oczekiwanego uroczego obrazka na tamborku był ohydny smutas wpędzający mnie w depresję hafciarską (kolor kanwy nie ma tu znaczenia). 
To co powstało nijak się ma do zdjęcia gotowego obrazka w gazetce.
Odrzuciłam w kąt na lata, a powinnam wtedy pójść z gazetką do pasmanterii i po prostu dobrać inne kolory do radosnego schematu. Nie miałam jednak żadnego doświadczenia, a tym bardziej nie miałam jeszcze żadnego zbioru mulin, żeby coś dobrać w domu i nawet nie pomyślałam o takim rozwiązaniu.
Nie wyprułam jeszcze  haftu, żeby odzyskać materiał, dlatego teraz mogłam zrobić to zdjęcie. 




Po latach, mając już troszkę doświadczenia, zaczęłam pracę od początku.

Coraz rzadziej mogę pokazać całkowicie gotowy haft wraz z oprawą... w sumie robiłam to głownie w przypadku hafcików prezentowych w gronie rodziny i przyjaciół. Większość moich hafcików trafia teraz do szuflady, bo właściwie są one swoistymi ćwiczeniami (zawsze mam dużo zastrzeżeń do własnej pracy ) i osobistym relaksem... a jaki będzie ich los w przyszłości, kiedy już nie będę miała na to wpływu?  One dla mnie mają wartość, ale ...

czwartek, 19 września 2019

"Hafty i przysłowia" we wrześniu

Tym razem nie miałam żadnych problemów z interpretacją wrześniowego przysłowia w zabawie u Splocika

1. Smutek jest jak morze - utoniesz w nim bezpowrotnie, upór jest jak łódka - wsiądziesz do niej i przepłyniesz. 
2. Tylko ktoś inny może powiedzieć ślimakowi, jak wygląda jego muszla. 

Wybrałam pierwsze przysłowie nie dlatego, że odnosi się do morza (chociaż to też ma duże znaczenie w moich upodobaniach), ale przede wszystkim dlatego, że jest w pewnym sensie refleksją związaną z moją aktualną sytuacją życiową.


Wzór był od dawna w zbiorze "do zrobienia" i teraz nie musiałam specjalnie szukać odpowiedniej ilustracji do przysłowia. 
Łódka zacumowana przy brzegu jest gotowa do wypłynięcia na szerokie wody... tylko postawić żagle...


Haftowanie tego wzoru to sama przyjemność. 
Większa część to półkrzyżyki, które bardzo lubię, no i te kolory... również moje ulubione.
Kanwa w rozmiarze najczęściej przez mnie wykorzystywanym - 16 ct, a muliny to mieszanka Ariadny, DMC i Anchor.
Wymiary haftu: 8,5 x 9 cm


  

sobota, 31 sierpnia 2019

Na ochłodę choineczka

Wiem... to iluzoryczna ochłoda, ale chociaż trochę podbuduję sobie psychikę w trakcie powrotu do zabawy "Choinka 2019". Czas letni był dla mnie stracony w temacie choinkowym, ale teraz patrząc z nadzieją na kalendarz - kiedy wreszcie będzie normalna jesień?!!! - zmobilizowałam się do udziału. Cztery miesiące przerwy w zabawie to już stanowczo za dużo!

Ponieważ mobilizacja nastąpiła wczoraj,  musiałam wybrać maleństwo, które da się zrobić szybko - patrz: w jeden dzień.
Na szczęście mam w zapasach pod tytułem "Pomysły, inspiracje" mnóstwo wzorów do zrobienia (oczywiście nie zrobię ich w tym życiu), więc nie było problemu z wyborem. Jedynie realizacja wymagała trochę mocniejszego wytężenia wzroku, bo nie miałam schematu, a tylko zdjęcie gotowego haftu. Czyli jak to mówi się w robótkowym internecie - odgapiłam wzór. Nie znam nazwiska projektantki, a być może to twórczość własna hafciarki (też nie podpisana), bo wzór jest naprawdę niezwykle prosty. Prosty, ale jednocześnie ma swój urok w detalach. Jeśli znacie nazwisko autora/autorki to proszę o komentarz, oczywiście uzupełnię informacje.


Trochę zmieniłam kolory - na zdjęciu gotowej pracy ramka, gwiazda na czubku i podstawa choinki były czerwone. A może w oryginale były jeszcze inne.

Dane techniczne:
- kanwa 16 ct biała
- mulina zielona i ciemnozielona Ariadny
- mulina stare złoto DMC
- wymiary haftu: 6,5 x 8 cm

To maleństwo przeznaczone jest na kartkę, ale o tym pomyślę później.
Kartki nie są moją specjalnością, nie mam oprzyrządowania jakie widzę nieraz na blogach, więc sięgnę do najprostszych materiałów i narzędzi.


A tak przy okazji obserwuję na blogach rosnącą tendencję wybierania małych wzorów oraz  produkcji kartek z wykorzystaniem haftu krzyżykowego, która w jakiś sposób ilościowo wypiera hafty o większych wymiarach. To tak jakby nastąpiło zmęczenie materiału, a hafciarki mają coraz mniej cierpliwości do wielomiesięcznego dłubania i tracenia wzroku przy wymyślnych kombinacjach typu "skomplikowane hafciarskie akrobacje z tryliardem ćwierćkrzyżyków", jak to trafnie ujęła Magda z Mniej słów. A z małym haftem mały problem i  szybko widać efekt. 
Ja jednak wolę większe formy, tylko z realizacją jest u mnie coraz gorzej.

piątek, 30 sierpnia 2019

"Porcellane & Company" (3)

Wyjątkowo szybko (jak na moje tempo hafciarskie) pokazuję kolejne drobiazgi, które przybyły w samplerze. To są elementy z tych najłatwiejszych, więc skoro ostatnio wyciągnęłam sampler z mroków zapomnienia, to teraz z rozpędu uzupełniłam go trochę. Zaczęłam nawet kolejny element (to ostatnie naczynie na pierwszej półce), ale w tym upale tak bardzo mocno się pomyliłam, że muszę wypruć prawie wszystko. Nic dziwnego, że na razie odechciało mi się dalszego ciągu i sampler na dłużej trafi do szuflady.
Tym bardziej, że chcę podgonić choinkowe motywy i zakończyć niektóre hafty dawno czekające w kolejce.
Dodałam zieloną filiżankę i ornament na dole (zaznaczone różową kreską). 


W ornamencie pominęłam jeden kolor, bo moje zniecierpliwienie kolorystycznym nadmiarem jeszcze nie minęło. Może później (po kolejnej przerwie) będzie lepiej i nic nie będę zmieniać w oryginalnym wzorze.

Dla porównania poprzedni etap


Te małe hafciki idealnie pasują do zabawy u Mary - Smalls SAL 2019

wtorek, 27 sierpnia 2019

"Hafty i przysłowia 2 seria" w sierpniu

Tegoroczne lato nie sprzyja moim robótkom - mówiąc krótko jest jeszcze gorzej niż było. Nic nowego nie powstaje, a próby "popchnięcia" haftów dawno rozpoczętych choć trochę do przodu kończą się zniechęceniem po kolejnych pomyłkach w liczeniu i koniecznością wypruwania mniejszych lub większych fragmentów.

Mój udział w nielicznych zabawach blogowych ma wakacyjną przerwę, a ja staram się jakoś zmobilizować i wrócić do ulubionego hobby.

1. Póty komar koło głowy brzęczy, póki niedźwiedź łapy nie podniesie
2. Rozlanej wody nie zbierzesz z powrotem
uznałam, że nie podejmę się realizacji przysłów. Kompletna pustka w głowie i brak najdalszego nawet skojarzenia. Coś mi kołatało w głowie w rodzaju kałuży, ale bez dalszego ciągu. I tak sobie trwałam w tej pustce dwa tygodnie, aż nagle coś mi zaświtało. Dzięki oglądanym gazetkom, które wyciągnęłam z szafki po wielu miesiącach ich bezproduktywnego leżakowania w owej szafce. Nie pamiętam już kiedy ostatni przeglądałam moje gazetki tak bez konkretnego celu.

W gazetce "Point de Croix" z 2006 roku znalazłam serię wzorów łazienkowych przedstawiających dawne przybory do mycia, a wśród nich miski z dzbankami. I wtedy mnie oświeciło!

Wychowałam się bez łazienki z bieżącą wodą (studnia była w ogrodzie) i nie było w socjalistycznej rzeczywistości takich pięknych porcelanowych kompletów jakie teraz możemy oglądać w angielskich  filmach, więc problem oszczędności wody znam od dziecka. Już o tym wcześniej  pisałam - pod tym względem nie muszę być edukowana na starość.
Umiem korzystać z wody tak, aby nie wychlapać większości przy okazji mycia... się lub zmywania naczyń lub prania (mam jeszcze w piwnicy tarę, której używała moja Mama).
Jak wychlapiesz to już nie masz... co odczuwasz szczególnie dotkliwie w zimie, gdy wychlapiesz ciepłą wodę, podgrzaną na kuchennym piecu.

I w ten sposób doszłam do przysłowia, które wybrałam do realizacji - to przysłowie drugie.
A tak wygląda moja ilustracja przysłowia  Rozlanej wody nie zbierzesz z powrotem

Dane techniczne:
- kanwa 16 ct
- mulina Ariadna z baardzo starych zapasów
- wymiary samego haftu: 11x11 cm

Teraz pozostało mi zdobycie i ewentualne pomalowanie na odpowiedni kolor szerokiej drewnianej ramki, podobnej do tych proponowanych w gazetce

piątek, 29 marca 2019

W prezencie od Mikołaja

Dostałam pod choinkę ślicznie zapakowaną paczuszkę, a w niej schemat i mulinki do niego. Ze względu na cieniowane nici nazwałam wzór "Róża czterech pór roku" (chociaż ma inną nazwę firmową) i zaraz po świętach zaczęłam wyszywać ten obrazek dla siebie. Dla samej przyjemności haftowania i posiadania.


Jedyną zmianą w stosunku do wzoru jest wydłużenie bocznych linii ramki, bo w oryginale jakoś tak mi się wydawały za bardzo ściśnięte.


Wzór jest mały, bardzo łatwy i prosty, więc idealnie nadaje się do zabawy  "Smalls SAL 2019", a jednak hafcik powstawał trzy miesiące. Mam za mało czasu... a za dużo stresów. Dobrze, że można oderwać się od nich dzięki robótkom.

Na razie włożyłam hafcik do złotej, ozdobnej ramki, ale chyba jest dla niego zbyt ozdobna i przytłacza swoim bogactwem. Raczej widzę ramkę prostą i z wąskimi bokami. Ale taką miałam i chwilowo hafcik wisi sobie (trochę krzywo) w przedpokoju w towarzystwie łapacza snów.



czwartek, 28 marca 2019

Marcowo choinkowo

W marcu - wiadomo "jak w garncu" - teraz kolejne ochłodzenie i straszenie śniegiem z nieba, więc bez problemu mogę pozostawać jeszcze w świątecznych klimatach zabawy Choinka 2019
W tym miesiącu moim udziałem w zabawie jest bombka haftowana na plastikowej kanwie. 


Użyłam mulinę w kolorach: ciemnoczerwony, złoty i biały.
Na razie bombka poczeka na więcej ozdób, z których planuję coś w rodzaju łańcucha. Ewentualnie każda z ozdób znajdzie się na choince pojedynczo - to zależy od wielkości poszczególnych wzorów.


Praca na plastikowej kanwie bardzo mi się spodobała już od pierwszego razu, czyli bałwanka. Później powstał jeszcze aniołek w "Anielskiej zabawie blogowej" u Antoniny w 2009 roku


Dlaczego więc wracam do plastikowej kanwy dopiero po dziesięciu latach, skoro ten materiał tak przypadł mi do gustu? Teraz myślę, że chyba w tamtym czasie powodem był brak ładnych wzorów - takich, które mnie się podobają. Wtedy miałam do dyspozycji tylko polskie gazetki, z siermiężnymi wzorami. Ten mój pierwszy bałwanek (i pozostałe w tej serii),  był tak naprawdę jedyny w miarę ładny - reszta wzorów to koszmarki w różnym stopniu koszmarności estetycznej (szczególnie aniołki były mocno odstraszające). Dopiero później odkryłam gazetki zagraniczne, z wzornictwem na innym poziomie. 
Oczywiście, że bardzo chętnie korzystałabym z polskich gazetek, nie męcząc się z obcymi (dla mnie) językami. Ale nie będę udawać zachwytów nad czymś, co uważam za mało gustowne a w dodatku szkodliwe. Szkodliwe, bo kształtujące bezguście w narodzie. Widziałam prace wyhaftowane według tych wzorów i to były naprawdę monidła wołające o pomstę do nieba. I w tym przypadku nie przemawia do mnie argument, że o gustach się nie dyskutuje. Czasami trzeba...

A na zdjęciu pierwsze hafciki na plastikowej kanwie z lat 2008-2009