W tej zabawie nie robię żadnych wyprzedzających ruchów... nie tworzę listy prac "na zapas"... ani tym bardziej nie kombinuję z powtórkami w przypadku, gdy wylosowana kategoria w jakiś sposób mi "nie pasuje". Losowanie przeprowadzam jednorazowo, gdy miesiąc się zaczyna i nic już później nie zmieniam. To taki miły dreszczyk emocji "co wypadnie tym razem", który funduję sobie w małych dawkach, żeby wystarczyło do końca roku.
Z niecierpliwością czekam na pierwszy dzień każdego miesiąca, bo wtedy pojawiają się zadania w różnych zabawach blogowych. A w zabawie z kośćmi sama losuję je dla siebie. I zupełnie nie widzę sensu w "oszukiwaniu" samej siebie w trakcie zabawy, która ma być czystą przyjemnością, bez żadnych materialnych korzyści, ani tym bardziej bez żadnego wyścigu nie wiadomo po co.
Do napisania tego wstępu skłoniło mnie podsumowanie lutego w zabawie z kośćmi.
O swoich rzutach i ich wynikach pisałam (i taki mam zamiar na przyszłość) w jednym poście, zawierającym zdjęcie powstałej pracy. Teraz jednak piszę na początku miesiąca, bo wynik marcowy jest dla mnie sporym problemem.
Wyrzuciłam kolejno dwie szóstki, co dało wynik "element wycięty dziurkaczem" - jeszcze nie zaznaczyłam na swojej osobistej planszy, bo koncepcji nie mam żadnej, więc pracy nie ma
Nie robię w ogóle kartek (ani w dużych, ani nawet w małych ilościach), więc nie mam zgromadzonych specjalistycznych narzędzi jakimi są między innymi dziurkacze z nietypowymi kształtami. Mam tylko stare typowe dziurkacze biurowe dające okrągłe dziurki. I nie bardzo mam gdzie je wykorzystać. Co prawda po intensywnym namyśle doszłam do jedynego jak na razie wniosku, że mogę ewentualnie wykorzystać dziurki w kolejnej stronie mojego "Pozytywnika z charakterem" (łącząc przy okazji obie zabawy).
Teraz w trakcie pisania przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł - na dziurki jajeczno-pisankowe... czyli może coś jednak się uda wykrzesać. Jak widać ubieranie myślowych rozterek w słowo pisane czasami też rozwija skromną kreatywność :)
Ja jestem w lesie z tymi kośćmi(ale to zabrzmiało he,he). Ja myślę,że można wykorzystac w twoim przypadku,nie tyle same dziurki co te kółeczka, co z nich zostają.Jak byłam mała to nie było dziurkaczy z kształtami,tylko takie zwykłe biurowe.A my z siostrą robiłyśmy setki kółeczek z kolorowego papieru i wyklejałyśmy z nich mozajki :) Tak mi się przypomniało..pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł z mozaiką! Dziękuję :)
UsuńZupełnie nie skojarzyłam (tak to jest z moją kreatywnością).
Co prawda z precyzją rąk u mnie jest podobnie, ale może coś się uda.
I ja pozdrawiam serdecznie :)