Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 sierpnia 2018

"Z nici Ariadny 2018" - fotorelacje z wystawy



Chyba raczej nie wybiorę się w końcu do Muzeum, żeby obejrzeć wystawę.
Główną przyczyną są zbyt wysokie (jak dla mnie) temperatury i moje ogromne zmęczenie upałem. Co prawda mam dość blisko ( i bardzo wygodny dojazd tramwajem), ale ograniczyłam do niezbędnego minimum wychodzenie  z domu.

Drugim powodem jest mała ilość prac wykonanych w technice haftu krzyżykowego, który najbardziej mnie interesuje. Tak jak się spodziewałam po poprzednich wystawach haft krzyżykowy jest w mniejszości - dominują techniki dziania i wiązania.

Możliwość dokładniejszego (i nawet wielokrotnego) oglądania bez pośpiechu wielu wystawionych prac daje internet. Co prawda nie jest tych relacji zbyt dużo, tak jak kiedyś było (co najmniej na kilku blogach) - jest jedna, ale za to jak pięknie przygotowana.

Polecam świetną relację w dwóch częściach na blogu "Mniej słów" - cz.1, cz.2.
Oglądając te zdjęcia można dokładnie przyjrzeć się szczegółom, a w trakcie zwiedzania "na żywo" jest to jednak odbiór powierzchowny. Oczywiście to tylko moje podejście, bo prawdopodobnie dla większości osób robótkujących (szczególnie właśnie w tych technikach) możliwość bezpośredniego obejrzenia jest więcej warta niż oglądanie zdjęć na ekranie monitora.

Drugą fotorelację można znaleźć na stronie fabryki "Ariadna"
Jak długo ta strona będzie dostępna - trudno przewidzieć. Już spotkałam się z tym, że w moich archiwalnych wpisach linki do takich relacji są puste.

czwartek, 22 maja 2014

"Jan Sobieski pod Wiedniem" w krzyżykach

Nie mogłam opuścić takiej okazji, jaką był wtorkowy wernisaż wystawy w Muzeum Włókiennictwa.
Chociaż cierpię na coraz większy niedobór czasu, to jednak na pewne sprawy staram się ten czas wygospodarować. Gdy tylko mogę być w dniu otwarcia wystawy, to jestem na miejscu.
Dlaczego?
Chyba to łatwo odgadnąć, szczególnie w przypadkach wystaw, na których twórca/twórcy są obecni.

To nietypowa wystawa związana z malarstwem, bo nie obraz malowany farbami jest jej głównym tematem. To obraz "malowany igłą", jak nieco eufemistycznie mówi się o technikach hafciarskich.

Wkrótce po zakończeniu pierwszego wielkiego projektu jakim było zakończenie w 2010 roku haftowanej wersji obrazu Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem" (relację zamieściłam na starym blogu, być może ją tu zacytuję) - pojawiła się informacja o podjęciu kolejnego.
I oto mamy drugi haftowany obraz - wielkie historyczne dzieło mistrza Matejki.
Ktoś powie, że to profanacja malarstwa, że haftowana wersja nijak się ma do artyzmu Matejki. Nie podejmuję takiej dyskusji w myśl zasady "de gustibus..."
Ja sama, niedawno (bo zaledwie kilka lat temu) zarażona chorobą krzyżykową, doceniam ogromny wkład pracy współtwórców- wolontariuszy. Wiem, jak "od kuchni" wygląda to lekceważone krzyżykowanie jako gorszy rodzaj haftu. I jestem pełna podziwu dla uzyskanego efektu.
Nie jest łatwo wykonać haftem dobrą wersję malarstwa, często wzory  (a co za tym idzie haftowane obrazy) ocierają się o kicz, albo tym kiczem są.
Ten obraz jest pięknie wykonany i nie ma co go porównywać z malarskim pierwowzorem według takich samych kryteriów. Można i należy go oceniać w kategoriach hafciarskich.

Nie było szans na zrobienie zdjęcia całego obrazu w dniu otwarcia wystawy. Wiadomo, że zawsze przy takich okazjach jest tłok, a twórcy chcą sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie.
To "chwila dla reporterów" i uczestnicy projektu zbiorowo przed swoim dziełem


Tak wygląda haftowany obraz w całości (źródło zdjęcia)

 

A to oryginalny obraz Jana Matejki


Informacje z foldera wystawy, dotyczące pracy nad haftem. 
Liczby naprawdę robią wrażenie!



Organizatorzy zadbali tym razem bardzo dobrze o pierwszą część, przed samą wystawą.
Przygotowane prelekcje były dokładnie związane z samym obrazem, wystąpił Jasnogórski Chór Mieszany - naprawdę nastrój był bardzo patriotyczny. Kiedy chór na początku zaśpiewał pieśń "Gaude Mater Polonia", a na końcu "Bogurodzicę" wszyscy wstawali i w ciszy wysłuchali.
Siedziałam dość daleko, a jeszcze przed wszystkimi siedzącymi kręcili się panowie robiący zdjęcia, więc moje wyszły niezbyt dobrej jakości. Dodatkowo natura zadbała o oprawę dźwiękową, bo w czasie prelekcji o przebiegu samej bitwy przyszła burza z piorunami.

O samym mistrzu Matejce opowiadała pani Maria Serafińska-Domańska - krewna artysty.
Wszyscy uczestnicy projektu otrzymali piękne certyfikaty, napisane językiem stylizowanym na tamtą epokę.

Pojawili się także członkowie historycznych grup rekonstrukcyjnych


Na moich zdjęciach kilka wybranych fragmentów na zbliżeniu






niedziela, 7 października 2012

"Inspirujemy kolorem" - część 2

Opracowałam trochę zdjęcia z wystawy (pierwsza część relacji w poprzednim poście). Nie na wiele to się zdało, nie poprawiłam zbytnio ich poziomu. Dlatego uważam, że nie mogą być ilustracją osiągnięć technicznych ich autorek, czy poziomu umiejętności hafciarskich. Te moje zdjęcia pokazują jedynie jakie wzory zostały wykorzystane, czasami pomysły na wykorzystanie gotowego haftu - są w tym albumie

Prace zgłoszone do konkursu zostały wykonane różnymi technikami haftu: 
krzyżykowy         

 tradycyjny

geometryczny



Starałam się zrobić jak najwięcej zdjęć prac, które mi się podobały bardziej lub mniej.
Nie ma tu fotek kilku prac, które mi się nie podobały. Ale także nie ma kilku pięknych haftów, które  wstawiłabym w pierwszej kolejności, ale mimo prób nie udało mi się zrobić ani jednego zdjęcia nadającego się do pokazania. Niektóre prace były tak umieszczone i tak źle oświetlone, że sam haft ginął  za szybą w odbiciach świateł i oglądających go ludzi. Praktycznie nie byłoby co oglądać.

Wahałam się, czy wpisać szerzej swoje uwagi o wystawie. Początkowo chciałam się rozpisać szeroko "na temat". Potem zrezygnowałam całkowicie, bo właściwie kogo to obchodzi. W rezultacie napiszę tylko o tym, dlaczego nie umieściłabym niektórych haftów na tej wystawie. Pewnie się tym narażę niektórym osobom, ale trudno, tak uważam.

Nie chodzi mi o to, żeby do wystawienia po konkursie były dopuszczone tylko te najpiękniejsze prace. Wręcz przeciwnie - niech będzie zróżnicowanie. Poziom zaawansowania technicznego powinien być różny i prace osób początkujących też niech będą prezentowane. To przecież są konkursy dla wszystkich amatorów, nie tylko tych z wysokim poziomem umiejętności. One też powinny motywować mniej zaawansowanych do rozwijania swojego warsztatu.
Problemem nie jest technika hafciarska. Problemem  według mnie są wzory.
Moim zdaniem komisja dopuszczająca prace do wystawy ma za zadanie nie tylko rozdawać nagrody.
W pewnym sensie ma wpływ na kształtowanie się gustów odbiorców.
Fakt, że ktoś się bardzo napracował nie powinien mieć znaczenia w przypadku badziewnego wzoru.
To jest konkurs, ostra konkurencja i nie wszyscy wygrywają. Oczywiście to jest przykre, gdy gust autorki pracy nie spotyka się z uznaniem. Ale nie bądźmy też nieszczerzy i nie udawajmy, że wszystko, co powstaje na tamborkach to sztuka wysokiego lotu godna rozpowszechniania i propagowania.
Niestety, kiedy widzę coś bardzo zbliżonego do monidła nie będę się zachwycać.
Być może byłoby trochę inaczej, gdyby wzory w polskich gazetkach równały bardziej do poziomu światowego. Dodatkowo nie każdego stać na koszmarnie drogie zagraniczne gazety w empiku, no i internet też nie trafił pod wszystkie polskie strzechy...

piątek, 5 października 2012

"Inspirujemy kolorem"


W mocno napiętym terminowo dzisiejszym dniu udało mi się dotrzeć na otwarcie wystawy w kolejnej edycji konkursu "Inspirujemy kolorem". Teraz tylko relacja na gorąco, a może w następnym poście bardziej szczegółowo.

Co prawda nie byłam na początku, ale pewnie ominęła mnie część artystyczna (tak było poprzednim razem). Dołączyłam w trakcie rozdawania nagród i raczej przy następnej okazji już sobie ten początek daruję. Nie biorę udziału jako uczestniczka, więc emocje związane z nagrodami mnie nie dotyczą. Interesowała mnie sama wystawa, byłam ciekawa zgromadzonych w tym roku prac.

Ogólne wrażenia nie są zbyt entuzjastyczne.
Gdy byłam pierwszy raz na takiej wystawie, wtedy z zachwytem oglądałam wszystkie prace. Teraz, po kilku takich okazjach, patrzę bardziej obiektywnie (chyba). Oglądając prace widziałam większość znanych mi wzorów i w tym zakresie nic nie powalało na kolana. Znalazłam dla siebie kilka pomysłów do wykorzystania, ale całość można by podsumować słowami... "wszystko już było..."

Teraz, kiedy sama coś dłubię krzyżykowo i troszkę się nauczyłam tego i owego, jeszcze bardziej doceniam trudność techniczną i wkład pracy włożony w wiele prezentowanych haftów.



Było dużo pięknie wykonanych prac, ale też wypatrzyłam takie, które na tej wystawie nie powinny się znaleźć.
W pewnej chwili, patrząc na jedną z prac, miałam wrażenie, że mam do czynienia z dziełem artystki-amatorki  (sławnej ze swej działalności renowacyjnej na pewnym kościelnym fresku).
I jak zwykle przy takiej okazji wpadły mi ucho komentarze i uwagi, dotyczące niesprawiedliwego wyboru komisji.

Zrobiłam dużo zdjęć, ale co z tego - są fatalne, chyba nie mam ani jednego dobrego.
Co ja się nagimnastykowałam, żeby uniknąć odbicia jarzeniówek, lamp z żarówkami, świateł z okien i odbić ludzi  w szkle antyram !!! Ustawiałam aparat z góry, na wprost, bokiem, ukosem, ale skutek mizerny. Wyszło jak wyszło, ale spróbuję jeszcze coś z tych zdjęć wydusić.



Jako nowość interesowały mnie prace wykonane techniką haftu geometrycznego, do którego się od niedawna przymierzam. Liczyłam na możliwość zakupów w stoisku DMC i tu się nie zawiodłam o tyle, że kupiłam specjalną kanwę do tego haftu.



Na stronie Muzeum ogólnikowa informacja, jak dla mnie zupełnie zbędna, bo nic nam nie mówi o decyzjach komisji. Nikt nie jest w stanie zapamiętać nazwisk osób nagrodzonych, ani tytułów ich prac w trakcie rozdawania nagród (chyba, że sobie zapisze).Można się było zorientować, że jakaś praca przy której akurat stoimy, to jedna z wyróżnionych - po tłoku i wrzawie czynionej przy autorce  (lub przy samej pracy) przez jej grupę wspierającą.

Kiedy zaczynało sie robić trochę luźniej, bo ludzie musieli jednak wracać do domów, mogłam trochę dokładniej przyjrzeć się pracom. Niestety, niezbyt długo, bo zaczynaliśmy być lekko popędzani przez pracowników, którzy już przecież są po pracy. To mi się bardzo nie podobało, nie ma chyba potrzeby tłumaczyć dlaczego.

Ciąg dalszy chyba nastąpi...

niedziela, 30 września 2012

Piękno oglądane z bliska

Ostatnia przerwa w moim blogowym pisaniu to nie moje jakieś kaprysy, czy fanaberie, ale techniczne problemy ze strony guglowej.  Coś tam sobie nowego wymyślili i nie miałam przez pewien czas dostępu do swoich zeszycików. A tu jak na złość właśnie chciałam i miałam o czym napisać.
W końcu bariery przełamane i mogę pisać na całego.

A chcę napisać kilka słów o wystawie haftowanych prac Doroty Chmielewskiej. Kilka słów, bo nie da się w pełni opisać wrażeń po obejrzeniu ich "na żywo". Byłam i wreszcie mogłam podziwiać te piękne prace, które wcześniej znałam ze zdjęć w internecie. Okazją był wernisaż wystawy w Muzeum Włókiennictwa - 20 września.


Sposób tworzenia - oryginalną i bardzo trudną technikę Doroty poznałam kilka lat temu na forum Kaiem, które niestety nadal jest nieczynne z powodów wirusowych. I od razu zachwyciłam się tym rodzajem twórczości hafciarskiej. Bo to jest twórczość artystyczna, nie samo rzemiosło. To prawdziwie malowane nićmi obrazy - z dynamiką, z ruchem, z grą światłocieni.




Nie ufając własnej pamięci zacytuję fragment wprowadzenia z katalogu wystawy:
"Dorota Chmielewska obrazy tworzy w technice haftu płaskiego cieniowanego, zwanego akupikturą.
Technika niezwykle trudna, wśród haftów należąca do najpiękniejszych".


 
W niektórych pracach autorka zastosowała łączenie technik: haft złoty, haft nakładany, haft płaski, haft koralikami i cekinami, aplikacja. 



Na wystawie pokazane są również rysunkowe projekty prac. 

 

Można oglądać i oglądać z zachwytem każdą pracę i każdy szczegół.
To ogromna przyjemność, szczególnie dla osób haftujących. Chociaż osobiście można wpaść w kompleksy, widząc takie mistrzostwo. 



Zrobiłam trochę zdjęć, aby podzielić się wrażeniami z wystawy: skromna fotorelacja tutaj
Nie są najlepsze, bo trudno zrobić zdjęcia pracy umieszczonej za szybą nie mając dobrego sprzętu (a i mój wzrost mi nie pomaga przy tym).

Bardzo się cieszę, że mogłam być na otwarciu wystawy, poznać osobiście autorkę prac i dostarczyć sobie pięknych doznań estetycznych.


Wystawę można jeszcze obejrzeć do 10 października.

sobota, 8 stycznia 2011

Haftowana bitwa

Bardzo chciałam zobaczyć w oryginale hafciarską wersję "Bitwy pod Grunwaldem".
To zupełnie inne wrażenia, niż wpatrywanie się w okienko komputera.
I ucieszyła mnie wiadomość, że będzie ją można oglądać w Łodzi, w Centralnym Muzeum Włókiennictwa.
Jednak czas mijał nieubłaganie, niosąc same problemy, aż nagle dotarło do mnie, że to już ostatni tydzień Bitwy w naszym muzeum (do 9 stycznia w Łodzi, później chyba będzie w Białymstoku).
Wykroiłam więc w ostatnią świąteczną niedzielę czas na wizytę w Muzeum i razem z moim M., który oczywiście też chciał obejrzeć (jego wspomnienia z udziału w rocznicowej  lipcowej rekonstrukcji bitwy są prawie takie same jak ten ścisk u mistrza Matejki).
Nie żałuję oglądania, bo to niepowtarzalna sprawa i drugiej takiej raczej nie będzie (mam na myśli wielkość przedsięwzięcia)
Bitwa malowana krzyżykami naprawdę robi wrażenie!!!
Może się pewnie nie spodobać krytykom od wielkiej sztuki, przeciwnym wszelkim formom  adaptacji dzieł malarstwa.
Ale to już temat do innej dyskusji...


Oglądając ją, gdy wiemy jaką techniką to dzieło powstało, możemy docenić ogrom włożonej pracy. Szczególnie wtedy, kiedy osobiście mamy do czynienia z igłą, kanwą i muliną chociaż w małym stopniu.
Bardzo chętnie posiedziałabym dużo dłużej na tym krzesełku, żeby nacieszyć oczy, ale niestety zbliżał się czas zamknięcia muzeum i trzeba było wyjść (to nie Noc Muzeów).
A odpowiednio wcześniej nie mogliśmy tam pójść.