"Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić
łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego
kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas
bezwietrznej nocy." Haruki Murakami
Jak wiele jest więc rodzajów smutku?
Czy można je poznać... nazwać... beznamiętnie posegregować?
Czy smutek zawsze zmusza do refleksji? czy odrzucamy jego powody, spychamy jak najgłębiej, byle tylko nie myśleć i nie cierpieć?
Słowa "smutny', "smutna", "smutne" mogą określać prawie wszystko co nas otacza i wiele naszych własnych odczuć i przeżyć.
Ile takich zwrotów przychodzi do głowy bez namysłu?
Smutna pora roku...smutny wyjazd... smutna uroczystość... smutna mina... smutny miesiąc... smutny film...smutna piosenka... smutna książka... smutny człowiek... smutne myślenie... smutne dzieciństwo...
smutek miejsc opuszczonych...
Na szczęście większość tych słów może tworzyć przeciwstawne związki z innymi określeniami z przeciwległego bieguna:
radosna pora roku... wesoły wyjazd... piękna uroczystość... zadowolona mina... śmieszny film... radosne dzieciństwo...
I to cieszy najbardziej...
Gdyby można było nie smucić się wcale...
Jak wiele jest więc rodzajów smutku?
Czy można je poznać... nazwać... beznamiętnie posegregować?
Czy smutek zawsze zmusza do refleksji? czy odrzucamy jego powody, spychamy jak najgłębiej, byle tylko nie myśleć i nie cierpieć?
Słowa "smutny', "smutna", "smutne" mogą określać prawie wszystko co nas otacza i wiele naszych własnych odczuć i przeżyć.
Ile takich zwrotów przychodzi do głowy bez namysłu?
Smutna pora roku...smutny wyjazd... smutna uroczystość... smutna mina... smutny miesiąc... smutny film...smutna piosenka... smutna książka... smutny człowiek... smutne myślenie... smutne dzieciństwo...
smutek miejsc opuszczonych...
Na szczęście większość tych słów może tworzyć przeciwstawne związki z innymi określeniami z przeciwległego bieguna:
radosna pora roku... wesoły wyjazd... piękna uroczystość... zadowolona mina... śmieszny film... radosne dzieciństwo...
I to cieszy najbardziej...
Gdyby można było nie smucić się wcale...
Pomimo tego, że smutek nie jest tak miły jak radość, to jest potrzebny. To własnie, gdy nas dopada smutek, często zaczynamy się nad wieloma sprawami zastanawiać. Poza tym, bez smutku nie wiedzielibyśmy, czym jest radość ;)
OdpowiedzUsuńNie do końca się zgodzę z potrzebą smutku jako przeciwwagi do uczuć radosnych.
UsuńSmutek "dopadający" mnie z błahego powodu mogę tak traktować - w lekkiej kategorii.
Smutek z powodów ostatecznych i nieodwracalnych nie jest mi wcale potrzebny - wiąże się ze złem, które mnie doświadcza i wpływa na moje życie bez mojej woli.
Oczywiście nie lubię tego smutku, co zalega głęboko na dnie duszy, ten smutek najchętniej wypieram, nie dopuszczam go do głosu, a może po prostu uczę się z nim żyć i zamiast dać mu się trawić próbuję cieszyć się życiem, świadomie szukać radości w każdej drobnej rzeczy.
OdpowiedzUsuńJa podobnie walczę z tym najgorszym - nie daję się pokonać, chociaż muszę prowadzić podwójną walkę, za siebie i za inną bliską osobę.
UsuńBędę Tobie kibicować, bo sama nie odważyłam się, ale może spróbuję to wszystko zebrać w całość, nie wiem..., może...
OdpowiedzUsuńNie lubię smutku, ale gdy mnie dopada taki błahy smutek, to nie mogę sobie rady dać ze sobą i wtedy siebie nie lubię.
Te głębokie smutki trwają długo, niektóre do dziś, ale z nimi nauczyłam się żyć.
Pozdrawiam ciepło.
Splociku - a może trzeba się odważyć :) To takie nasze pisanie blogowe, nie startujemy w konkursie literackim.
UsuńJa generalnie nie radzę sobie ze smutkami różnego kalibru - i mały i duży pogrąża mnie tak samo. Może dlatego, że te małe i tak wyolbrzymiam do dużych rozmiarów.
Ja nie wiem, czy nauczyłam się z nimi żyć, chyba nie. Po prostu one się uczepiły i nie opuszczają mnie.
Cieszę się, że tu zaglądasz i piszesz :)