środa, 10 stycznia 2018

Zimowy karmnik raz jeszcze

Prawdziwej zimy u nas nadal nie widać, więc zaspokajam swój niedosyt obrazkami, zdjęciami i oczywiście hafcikami jako sezonowa dekoracja mieszkania.
Bardzo tęsknię za prawdziwą zimą... ze śniegiem i mrozem - może jeszcze się obudzi. 
Teraz swojej kolejki doczekał obrazek zrobiony w styczniu 2017 roku - pisałam o nim TU
Pranie, prasowanie, oprawianie (u mnie to najzwyklejsze wsadzenie w ramkę), to nielubiany przeze mnie etap pracy. I dlatego większość hafcików ląduje w szufladzie, z wyjątkiem tych przeznaczonych na prezent. Wtedy mocno się sprężam, a i tak końcówkę przerzucam na domowego specjalistę.

Obrazek jest naprawdę malutki - sam haft ma wymiary 4,5 x 6 cm.
I bardzo mi się podoba :) 
Nie zawsze uzyskany przez nas efekt końcowy jest taki sam jak wzór na zdjęciu. Niestety, często rzeczywistość rozmija się z reklamowym wizerunkiem, dlatego staram się odnajdywać w internecie zdjęcia prac wykonanych według danego wzoru.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

W nowym roku trochę zaległości ze starego

Już w ostatnich dniach grudnia na blogach robótkowych zaczęły pojawiać się podsumowania, plany i postanowienia noworoczne, informacje i zaproszenia do blogowych zabaw. Chciałoby się wziąć udział w wielu zabawach, ale myśląc realnie trzeba się ograniczać do tych z luźniejszymi zasadami.
Bardzo lubię czytać takie wpisy - oglądanie prac powstałych w różnych technikach to przyjemność, ale można w nich także znaleźć wiele pomysłów i inspiracji dla siebie. Zdarzają się także blogowe powroty po dłuższej przerwie. Dla mnie ta początkowa, najstarsza blogosfera jest ważna - ze względów sentymentalnych, ale także dlatego, że nie mam zamiaru przerzucać się na popularniejsze obecnie fejsy czy instagramy.

Grudzień to miesiąc moich początków blogowych i jednocześnie początków przygody z haftem krzyżykowym - rok 2008. Przypomniały mi się te początki w związku z 10-leciem robótkowego forum. Planowałam odpowiedni wpis, ale nie wyszło. Może jeszcze się zbiorę do napisania o tym (pewnie się przeciągnie do następnego grudnia).

Nie pokazałam także swoich niektórych robótek (zdjęcia są marne, bo coraz gorzej z moim aparatem fotograficznym - też ma już prawie 10 lat i wymaga porządnego leczenia).

Od czasu, gdy natrafiłam w internecie na wzory MTSA, mam je w planach. Wreszcie pierwszy wzorek doczekał się realizacji (chyba było to letnie haftowanie). W rodzinie miłośników kotów musiał to być oczywiście jakiś kocurek. Powstał ten


Również latem zrobiłam ślubną pamiątkę - na zamówienie mojej córki, która zaprojektowała wzór i  komputerowo opracowała schemat. Nie mam lepszego zdjęcia, bo termin oddania haftu był tak napięty, że ledwo się wyrobiłam z zapakowaniem i wysłaniem. Obrazek jest dość duży, czego nie widać na zdjęciu, bo nie ma innego przedmiotu do porównania.


A w grudniu, kilka dni przed świętami, wreszcie udało mi się dokończyć SAL-owe bombki.


To mój niedokończony udział w świątecznej zabawie... aż wstyd się przyznać - w zabawie z 2010 roku. Wtedy niestety musiałam przerwać pracę ze względu na chorobę Mamy. A później ... było jeszcze trudniej... no i tak trochę się ten hafcik naczekał, ale nie leżał cały czas - kilka razy go wyciągałam i krzyżyków po trochu  przybywało. Było to zawsze w okresie świątecznym, kiedy mogłam trochę odsapnąć po przedświątecznych trudach.

Na zdjęciu, zrobionym w tzw. "trakcie pracy", jest łapka Pierwszego Wnuczka, który bardzo aktywnie "pomagał", włażąc w każdy kadr (wykorzystując świeżo opanowaną sztukę samodzielnego i swobodnego chodzenia).
Początkowy stan bombek  - 25.10.2010 roku



To chyba wszystkie krzyżykowe zaległości z 2017 roku (jeśli dobrze pamiętam, ale mogłam coś przeoczyć).

A na drutach już w sierpniu  powstał taki kominek na zimniejsze dni - w ramach zabawy w polskiej grupie Raverly. Wykorzystałam darmowy wzór Bridger Cowl




Tematem zabawy były "Żakardy i małe formy". Zrobiłam również żakardowe ubranko na Kindla, ale nie doczekało się zdjęcia. Może jutro się uda.

W minionym roku powstało niewiele robótek...
mam nadzieję, że Nowy Rok 2018 będzie dla mnie zupełnie inny...

A wszystkim robótkującym
 życzę 
jak najwięcej czasu dla robótek 
i
 jak najwięcej satysfakcji z ich tworzenia



sobota, 18 listopada 2017

Dobre zdjęcie haftu... łatwo powiedzieć


Jak zrobić dobre zdjęcie haftu? - profesjonalista pewnie wzruszyłby ramionami na taką ignorancję i odpowiedział krótko: tak samo jak zdjęcie każdego innego obiektu.
Oglądam, podglądam prace hafciarek od dziesięciu lat... prawie tak długo mam aparat cyfrowy (który już chyba dogorywa). Na początku szukałam zdjęć haftu krzyżykowego, żeby się uczyć, podglądać technikę, poznawać wzory. Nie zwracałam uwagi na poboczne szczegóły, bo w większości zdjęć na forach i blogach robótkowych dodatkowych elementów nie było. Owszem, po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że w gazetkach gotowe prace są fotografowane w pewnej aranżacji, ale blogowe sesje to były same hafciki... bardzo dokładnie pozbawiane "otoczenia".
Dobrze to widać na starszych blogach, mających kilkuletnią historię.
Początkowe zdjęcia - najważniejszy był haft, tło (jeśli w ogóle) to minimalne.
Teraz - coraz więcej przemyślanych i starannie zaplanowanych stylizacji do wielokrotnych ujęć.

Poniższe zdjęcie to moje pierwsze wyjście z haftem w plener.
Dotychczas cykałam fotki w mieszkaniu - popełniając przy tym wszystkie możliwe błędy, przede wszystkim z pośpiechu i braku czasu.
Głównym błędem było sztuczne (marne) światło, bo sporo hafcików przeznaczałam na prezenty i za każdym razem realizowałam ten sam scenariusz: dokończenie haftu w pośpiechu, szybkie prasowanie, szybkie działanie rodzinnego "oprawcy" (to specjalność mojego męża), cyk cyk zdjęcie i jeszcze szybsza wyprawa na imprezę.

A jak w końcu zmobilizowałam się do zabrania haftu na ogrodowe fotografowanie, to oczywiście kłody pod nogi. Miałam czas - pochmurny dzień ... Ledwo ustawiłam ramkę - zrobiło się jeszcze ciemniej i zaczął padać deszcz, więc na kilku szybkich pstryknięciach sprawa się zakończyła.
Ale pierwsza próba zrobiona...


środa, 15 listopada 2017

Jeszcze do świąt daleko, a już atakuje komercja

Znowu to samo... jak od kilku lat - zaledwie dzień, dwa po 1 listopada w marketach kłują w oczy świąteczne towary. Przedwczesny handel i nachalne reklamy, które już emituje tv, powodują  zbyt długo trwający czas przedświątecznych przygotowań i oczekiwań na same święta. Tak długo, że zanim one nadejdą już są kompletnie obrzydzone komercyjną szmirą i tandetą. I nie da się od tego uciec.
Jak mnie to denerwuje!!!

Jedyne co mogę zrobić to próbować odcinać się od zewnętrznego świata na różne sposoby.
W ramach robótkowego odcinania zwiększyłam moc przerobową w ramach swoich ZPT-ów  - dla przypomnienia: to moja nazwa rozpoczętych i odłożonych robótek, czyli Zbiór Porzuconych Tworów.
Są to hafciki, którym brakowało do dokończenia mniej lub więcej krzyżyków; są również te skończone, ale nie uprane, nie uprasowane, bez oprawy czy innej formy tzw. zagospodarowania.

Jednym z nich jest ten obrazek, który dla mnie idealnie wpisuje się w formułę szarugi jesiennej.
Zrobiłam go już jakiś czas temu, ale ponownie musiał czekać - tym razem na ramkę.


A w ogrodzie nagle, dosłownie z dnia na dzień co takiego oblazło moją starą jabłonkę-papierówkę.