środa, 22 września 2010

To właśnie ta niespodzianka...

Wcześnij niż planowałam mogę pokazać niespodziankę urodzinową od Kini.
Sama Kinia pokazała ją na swoim blogu, a że moje zdjęcia pewnie byłyby i tak gorsze, więc po krótkim zapytaniu wstawiam tu zdjęcia autorki.

Jak pisałam w poprzednim poście dostałam przeróżne gazetki robótkowe (niektórych tytułów nie widziałam wcześniej),przemiłą karteczkę z życzeniami i niespodziankę - komplecik kuchenny własnoręcznie przez Kinię wykonany.




Powtórzę co napisałam w komentarzach - komplecik jest PRZEŚLICZNY.
Perfekcyjnie, starannie, pięknie wykonany - wiadomo, jak każda rzecz zrobiona przez Kinię.
Nie wyobrażam sobie używania rękawicy na co dzień do garów, chociaż jest odpowiednio gruba i wygodna.
Będzie ozdobą kuchni.
Natomiast fartuszek założę czasami od wielkiego dzwonu (przy okazji uroczystych spotkań) i żeby gościom oczy wyłaziły z zazdrości.

Kiniu - jeszcze raz bardzo dziękuję za tę niespodziankę!!!
Ściskam Cię mocno...

poniedziałek, 19 lipca 2010

Blackwork - moje pierwsze próby

Ja znowu o upałach, ale nie mogę inaczej.
Dzisiaj jest pierwszy naprawdę chłodniejszy dzień od kilkunastu dni.
Niebo zachmurzone, temperatura ciut spadła.
Sucho jest nadal, bo wszędzie padało, tylko nie u nas (jak zwykle).
Oczywiście mury nagrzane do niemożliwości nie staną się nagle chłodniejsze, ale jakoś można oddychać powietrzem z zewnątrz,
Bo przedtem nie było żadnej różnicy między mieszkaniem a tzw. "świeżym powietrzem".

Od upału można zgłupieć, co u mnie objawiło się między innymi tym, że kompletnie nie mogłam się na nic zdecydować w temacie robótkowym.
Chciałam coś sobie podziubać, siedząc na fotelu, ale co wybrać?
Z każdą robótką było za gorąco - doszłam do stanu, że nawet krzyżyki mnie grzeją.

Kilka dni temu trafiłam na forum Kaiem na temat o technice haftu Blackwork.
Widziałam hafty w tej technice już wcześniej na naszych polskich blogach.
Ale jakoś nie myślałam, żeby spróbować.
A teraz nagle szast-prast, zainteresowałam się bliżej, bo ten haft z cienkich nitek jest dla mnie "lżejszy i chłodniejszy" (ale mam skojarzenia!).

Nie rzucałam się od razu na głęboką wodę z dużą robótką.
Zaczęłam od krótkich ćwiczeń, a to efekt dwóch wieczorowych posiedzeń (sobotnio-niedzielnych).


Wyszywa się bardzo przyjemnie, praca posuwa się szybko.

Podstawowym ściegiem jest ten nieszczęsny backstich (bo wolałabym posługiwać się polską nazwą), a pracuje się tak jak w hafcie dwustronnym.
W jednym kierunku wkłuwamy się w co drugi ścieg,

 a w stronę powrotną wypełniamy wolne miejsca


W ten sposób powstaje mój mały próbnik, wzornik.

 

A wśród oglądanych wzorków wypatrzyłam kilka, na które nabrałam wielkiej ochoty...

czwartek, 15 lipca 2010

Nasi pod Grunwaldem


Powieść Henryka Sienkiewicza czytaliśmy wielokrotnie (co widać na tym egzemplarzu), kilka razy też obejrzeliśmy film "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda.
Moim zdaniem film zupełnie nieźle wytrzymał próbę czasu, szczególnie końcowe sekwencje samej bitwy.

Od kilku dni rocznica bitwy pojawia się w mediach, na forach,  nawet na  naszych blogach robótkowych i kulinarnych.
Świętujemy jak możemy - nam najbliższe są osiągnięcia hafciarek, a pracowitość Gryni  znanej m.in. z Babskiego forum podziwiałyśmy już od dawna.
Swoją drogą jak zwykle u nas w Polsce nie wykorzystuje się takich okazji.
Mogę się założyć, że w innych krajach (na przykład u naszego wielkiego sąsiada) obchody na wielką skalę byłyby już miesiąc przed i miesiąc po rocznicy.
A w USA na pewno powstało by kilkanaście filmów fabularnych, kilka seriali, komiksy, a masa gadżetów dla dzieciaków zalałaby całkowicie rynek.

Na to jednak my nie mamy wpływu, wiec wrócę na własne podwórko.
Wcześniej nie pisałam na tym blogu o zainteresowaniach i hobby mojego Męża.
A trochę tego jest, za co go zawsze ceniłam.
Człowiek , który poza pracą zawodową, nie potrafi zainteresować  się czymkolwiek, jest  duchowo o wiele uboższy od innych.
Ale przy tak ważnej okazji postanowiłam trochę się nim pochwalić.
Mój M. od kilku lat aktywnie interesuje się Średniowieczem i jest członkiem historycznej grupy rekonstrukcyjnej.
Mogę powiedzieć, że w jego przypadku jest  to dogłębne zainteresowanie epoką, a nie powierzchowne uleganie modzie, żeby sobie  tylko pomachać mieczem na pokaz i "podzwonić blachami" (jak nazywana jest zbroja).
Nie jest rycerzem, bo koszt konia i całego wyposażenia zbrojnego rycerza jest zbyt wysoki jak na naszą kieszeń.
Nie będę tu opisywać zbyt szczegółowo tematu, bo potrzebowałabym do tego celu założyć osobny blog. 
Pokażę kilka drobiazgów, które obfociłam przy wczorajszym pakowaniu.
dzisiaj rano dostałam wiadomość od naszego współczesnego posłańca (czyli sms), że już dojechali i są w obozie.
Mój M. swoje stroje szyje  własnoręcznie, włącznie z butami - starając się to robić z użyciem dawnych technik.
Zrobił również większość drobnych przedmiotów użytkowych - za wyjątkiem elementów metalowych, które robią fachowcy na zamówienie.
A oto kilka fragmentów wyprawowego bagażu :
Skóry do spania - jako przykrycie służy duży płaszcz-peleryna


We wnętrzu kosza podróżnego przedmioty pierwszej potrzeby: buty, bukłak, miska i łyżka, pucharek, czerwony habit, tabliczki-notes


Skórzana torba na drobiazgi



A w torbie między innymi
solniczka z koreczkiem (zrobiona z rogu)

Nożyczki z pochewką

Tabliczki woskowe do pisania wraz z rylcem.

Płaski koniec rylca służy do wygładza powierzchni wosku

 Paternoster (do odmawiania modlitwy  Ojcze Nasz)

Skórzana torebka z cynowymi ozdobami .

Zrobiona przez rzemieślnika

A te przedmioty, wraz ze strojami i zapasami jedzenia pojechały w tym wiklinowym koszu podróżnym

I jeszcze jeden akcent - bardziej robótkowy
Krajki


i warsztat do ich robienia - to też rękodzieło mojego M.

Szkoda, że historia jako przedmiot szkolny była straszną nudą, plątaniną dat i nazwisk nic nie mówiących biednym uczniom.
To fascynująca dziedzina, dla mnie szczególnie pod kątem realiów życia codziennego, a nie wielkiej polityki.
I tak się złożyło, że ja sama po wielu latach od opuszczenia murów interesuję się historią dla  własnej przyjemności.
Chociaż nie w tak aktywnej formie jak mój M...

niedziela, 23 maja 2010

Jak coś czeka, czasem się doczeka

Ten obrazek zaczęłam robić w lipcu 2008 roku.
Skończyłam go prawie po roku, a drugie tyle leżał sobie w torbie i czekał na odkrycie.
Teraz przyszedł jego czas - został wyciągnięty z torby, uprany, uprasowany, oprawiony w ramkę i stał się prezentem imieninowym.

Trafił do osoby, której się podobał w trakcie powstawania...

Wymiary całości z ramką: 13x15 cm.


środa, 28 kwietnia 2010

Wiosenne pożegnanie

Dziś odeszła Pani Stefania Grodzieńska.
Żyła długo - być może uśmiechnęłaby się na stwierdzenie, że gdzieś tam w górze ktoś zagubił jej teczkę życia.
Czy to nie symptomatyczne, że odeszła właśnie w taki wesoły, kolorowy, pachnący wiosną dzień?
Jej doskonała polszczyzna, cudowne poczucie humoru, wspaniała umiejętność przedstawiania w krzywym zwierciadle naszej rzeczywistości zgrzebnego PRL, satyryczne spojrzenie na polskie wady, wspomnienia lat przedwojennych - to wszystko można znaleźć w jej twórczości.
Dla naszej rodziny pozostanie przede wszystkim autorką "Wspomnień chałturzystki" - fantastycznej książki czytanej wielokrotnie.
Z niej właśnie pochodzą pewne określenia i sformułowania, które weszły na stałe do naszego rodzinnego języka.
Rozumiemy się bez zbędnych wyjaśnień, kiedy na przykład określimy kogoś słowem "hurysa".
Nie da się opisać w krótkiej notce znaczenia językowego, kulturowego, satyrycznego tej książki.
Wielokrotnie miałam ochotę napisać w jakiejś formie do Pani Stefanii (nie wiedziałam gdzie skierować list), żeby oprócz przekazania jej słów podziękowania, zapytać o pewien skecz.
A właściwie o jego treść.
Kilkakrotnie mowa jest o skeczu "Strażak Prochorczuk", który w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej i Kazimierza Brusikiewicza był największym przebojem owych sławnych chałtur.
Treść zmieniana, długość wydłużana do potrzeb czasowych, aż dojadą na występ pozostali członkowie ekipy, improwizacja mogąca w pewnym momencie wypełnić całość programu - przy pełnej sali widzów zwijających się ze śmiechu.
Nigdzie jednak Pani Stefania nie napisała o co właściwie chodziło w tym skeczu.

A teraz już nie zapytam...

Nie odkładajmy spraw, spotkań, pytań, miłych słów na później...