niedziela, 29 października 2017

Ile ma ten maluch?

Kilka dni temu niespodziewanie dało się zauważyć w ogrodzie kolejne kocie pokolenie.
Byłam zaskoczona widokiem dwóch maluchów (oba oczywiście czarne) piszczących na wysokim murze - wlazło, ale zejść nie umiało.
Później pokazał się jeden... przydreptał za matką do jadłodajni



Myślałam, że o tej porze roku już nie ma małych kociaków, ale może i kotom już się wszystko pomieszało.





sobota, 28 października 2017

Niespodzianka...

Splocik jest niezwykłą organizatorką zabaw - nie dosyć, że wymyśla, zaprasza, zachęca, przesyła schematy, to jeszcze z tej okazji obdarowuje uczestniczki. 
Takie właśnie zakończenie zabawy Swobodne haftowanie wymyśliła organizatorka.
Do mnie także dotarła przesyłka-niespodzianka, za którą jeszcze raz Splocikowi dziękuję.
Jej zawartość w stu procentach będzie spożytkowana i używana - znalazły się w niej  i różności robótkowe i słodkości, ale przede wszystkim śliczne, własnoręcznie wykonane drobiazgi, które ja zawsze cenię najbardziej. Tym razem to osobista (bo z literką) poduszeczka z działającym magnesikiem na niesforne igiełki oraz frywolitkowa zakładka do książki.
Od momentu otrzymania przesyłki nie miałam warunków do zrobienia w miarę porządnych zdjęć - za oknami bez przerwy listopadowa już szaruga i ciemności. Nie chcąc przeciągać oczekiwania na dobre światło (chyba do wiosny!), zrobiłam kilkadziesiąt zdjęć, wybrałam kilka, trochę je podrasowałam, ale niewiele to pomogło.



 
Tu widać moc magnesu


Teraz z ciekawością czekam na kolejny pomysł... już zapowiedziany.

niedziela, 3 września 2017

"Swobodne haftowanie" - zakończenie


Od piątku pogoda nie sprzyja sesjom fotograficznym w plenerze (u nas leje już kolejny dzień), a że termin pokazania efektów zagospodarowania powstałych w trakcie zabawy hafcików mija nieubłaganie, więc zmuszona do zdjęć w jesiennych ciemnościach pokazuję swoje robótki. Planuję dodatkową sesję ogrodową przy dobrej pogodzie - mam nadzieję, że jeszcze będą piękne dni przed zimą.

Mam do pokazania i zgłaszam tylko trzy wykorzystania haftów, ponieważ w wykończeniu pozostałych konieczne jest szycie... którego organicznie nie cierpię. Ostatni raz szyłam na maszynie (przymusowo) dokładnie 38 lat temu. Tak więc hafciki muszą poczekać, aż ręcznie wydłubię to, co zaplanowałam (ręcznego też nie lubię!) lub namówię do współpracy wykonawcę szycia maszynowego - tu mam do wyboru męża i córkę. Nie zrobiłam tego wcześniej, bo pogoda jak zwykle w upały, pozbawiła mnie aktywności.

Pierwszy sposób wykorzystania - mój ulubiony - haft w ramce (wbrew pozorom to nie jest podłoga, moje robótki i książki pozują zawsze na stołku kuchennym).

 


Drugi - wypełnienie drzwiczek w kluczniku.
Tutaj nie jestem do końca zadowolona, bo podklejona z tyłu flizelina wykrzywiła trochę samą kanwę, no i nie udało mi się idealnie przyciąć brzegi. Może coś wymyślę na zakrycie tych krzywulców.
Drzwiczki klucznika będą miały zmienną dekorację - co jakiś czas nową.


Trzeci to zakładka do książek


Od początku myślałam o takim przeznaczeniu każdego konkretnego wzoru, dobierając pod tym kątem materiały...

Bardzo dziękuję organizatorce zabawy za pomysł - to było bardzo przyjemne i rzeczywiście swobodne  haftowanie.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Letni kapelusik

Robótka łatwa i prosta, czyli na dwa-trzy wieczory, a zajęła mi praktycznie trzy tygodnie.
Powód? Wielokrotnie prucie, żeby właściwie się układała (upały też mi w tym nie pomogły).
Ja nigdy nie mogłam korzystać z gotowców, gdzie każde oczko jest wyliczone i podane, bo wszędzie jestem niewymiarowa. Zawsze musiałam przeliczać wszystkie wzory robótek na drutach, gdy korzystałam z książek i gazetek.
Jestem więc przyzwyczajona i nawet nie wyobrażam sobie innego sposobu, bo nawet przy idealnych wymiarach (marzenie!) każda z nas ma swój indywidualny styl i technikę, nie mówiąc już o różnicach w grubości nitek.

Powróciłam (na razie ostrożnie, bo z ręką nigdy nic nie wiadomo) do szydełka, biorąc udział w zabawie grupy na Ravelry "Włóczki roślinne - letnie razemtworzenie". Zaplanowałam przewiewny kapelusik z bawełny do pracy w ogrodzie przy pełnym słońcu. Mam co prawda kilka różnych nakryć głowy, ale nie do końca sprawdzają się w trakcie upałów.
A wybrałam szydełko, bo lepiej się do tej pojedynczej nitki nadaje niż druty.




Sesję fotograficzną kontrolowali - jak całą naszą obecność w ogrodzie - koci stołownicy.
To jeden z nich w oczekiwaniu na dostęp do miski... później dostał własną, bo jednak koty mają tu własną hierarchię ważności i nie każdy może jeść z każdym z jednej miski.




poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Stracony sierpień

Jak co roku czas upałów to dla mnie czas stracony życiowo. I niestety z biegiem lat jest coraz gorzej... Oczywiście muszę jakoś egzystować w takich warunkach (z dodatkowymi obowiązkami rodzinnymi), ale jadę dosłownie na minimum, przy fatalnym samopoczuciu.

Najbardziej mi żal letnich, wakacyjnych wyjazdów... to, że nie mogę nigdzie wyjechać, zmienić otoczenia, bardzo źle na mnie wpływa. Zawsze bardzo lubiłam wyjazdy gdziekolwiek... po prostu przed siebie. Może to pozostałości dzieciństwa, gdy rodzice uważali, że mając do dyspozycji duży ogród nie potrzebuję dalszych wyjazdów.

A w tym roku nawet krótkich wypadów do Leśnego Domu było zaledwie kilka.
Cudownie letnia była miniona niedziela... z lekkim wietrzykiem... błogi odpoczynek na werandzie... bez gotowania.