Życzę wszystkim, którzy wprowadzając przepisy, ustawy i cały system opieki zdrowotnej, decydują o naszym życiu - nie życiu, aby efekty swoich decyzji odczuli na własnej skórze.
Nie w luksusowych klinikach za ciężkie pieniądze, ale w zwykłym polskim szpitalu.
Niech będą leczeni i obsługiwani przez papiery, formularze i komputery...
Życzę niektórym bezdusznym, aroganckim, opryskliwym, niekulturalnym lekarzom, pielęgniarkom i salowym, aby byli zdani na łaskę im podobnych pracowników.
Życzę im, aby leżeli porzuceni w niewygodnej pozycji, zaniedbani w pokrwawionej pościeli, z zaschniętymi na twarzy resztkami jedzenia, prosząc o łyk wody...
środa, 5 stycznia 2011
czwartek, 21 października 2010
Miłe niespodzianki
Czas jak zwykle płynie za szybko - z biegiem lat coraz szybciej niestety.
W poprzednim tygodniu dostałam przesyłkę od Splocika , ale ponieważ wpadam do siebie do domu na krótko i laptop odmówił współpracy z aparatem fotograficznym, więc nie mogłam o tym napisać odpowiednio.
Odpowiednio, czyli z dokumentacją zdjęciową.
Tak mi się trafiło, że wygrałam jakby dwa w jednym.
Wzięłam udział w Urodzinowej uczcie u Splocika - okazją było 5-lecie bloga.
To jest osiągnięcie sieciowe!
A drugi upominek to nagroda pocieszenia za "nie wzięcie udziału" w konkursie kwiatowym, chociaż dobre chęci miałam.
Nie wzięłam udziału, bo znałam odpowiedzi tylko na 3 zdjęcia, więc uznałam , że nie ma co wyskakiwać z takim wynikiem.
Dostałam więc przesyłkę z niespodziankami, które ceni się najbardziej - własnoręcznie wykonanymi upominkami.
A są to:
- śliczna serwetka zrobiona na drutach
- zakładka wykonana misternie haftem matematycznym, nićmi metalizowanymi (żeby było trudniej - wiadomo, jaka to mordęga takie nici)
- druga zakładka (uszyta )
- uroczy szydełkowy motylek
- miły liścik z dodatkiem herbatek - to lubię, bo jestem przede wszystkim fanką herbaty, kawa dopiero później.
Splociku - jeszcze raz bardzo dziękuję.
środa, 22 września 2010
To właśnie ta niespodzianka...
Wcześnij niż planowałam mogę pokazać niespodziankę urodzinową od Kini.
Sama Kinia pokazała ją na swoim blogu, a że moje zdjęcia pewnie byłyby i tak gorsze, więc po krótkim zapytaniu wstawiam tu zdjęcia autorki.
Jak pisałam w poprzednim poście dostałam przeróżne gazetki robótkowe (niektórych tytułów nie widziałam wcześniej),przemiłą karteczkę z życzeniami i niespodziankę - komplecik kuchenny własnoręcznie przez Kinię wykonany.
Powtórzę co napisałam w komentarzach - komplecik jest PRZEŚLICZNY.
Perfekcyjnie, starannie, pięknie wykonany - wiadomo, jak każda rzecz zrobiona przez Kinię.Nie wyobrażam sobie używania rękawicy na co dzień do garów, chociaż jest odpowiednio gruba i wygodna.
Będzie ozdobą kuchni.
Natomiast fartuszek założę czasami od wielkiego dzwonu (przy okazji uroczystych spotkań) i żeby gościom oczy wyłaziły z zazdrości.
Kiniu - jeszcze raz bardzo dziękuję za tę niespodziankę!!!
Ściskam Cię mocno...
poniedziałek, 19 lipca 2010
Blackwork - moje pierwsze próby
Ja znowu o upałach, ale nie mogę inaczej.
Dzisiaj jest pierwszy naprawdę chłodniejszy dzień od kilkunastu dni.
Niebo zachmurzone, temperatura ciut spadła.
Sucho jest nadal, bo wszędzie padało, tylko nie u nas (jak zwykle).
Oczywiście mury nagrzane do niemożliwości nie staną się nagle chłodniejsze, ale jakoś można oddychać powietrzem z zewnątrz,
Bo przedtem nie było żadnej różnicy między mieszkaniem a tzw. "świeżym powietrzem".
Od upału można zgłupieć, co u mnie objawiło się między innymi tym, że kompletnie nie mogłam się na nic zdecydować w temacie robótkowym.
Chciałam coś sobie podziubać, siedząc na fotelu, ale co wybrać?
Z każdą robótką było za gorąco - doszłam do stanu, że nawet krzyżyki mnie grzeją.
Kilka dni temu trafiłam na forum Kaiem na temat o technice haftu Blackwork.
Widziałam hafty w tej technice już wcześniej na naszych polskich blogach.
Ale jakoś nie myślałam, żeby spróbować.
A teraz nagle szast-prast, zainteresowałam się bliżej, bo ten haft z cienkich nitek jest dla mnie "lżejszy i chłodniejszy" (ale mam skojarzenia!).
Nie rzucałam się od razu na głęboką wodę z dużą robótką.
Zaczęłam od krótkich ćwiczeń, a to efekt dwóch wieczorowych posiedzeń (sobotnio-niedzielnych).
Wyszywa się bardzo przyjemnie, praca posuwa się szybko.
Podstawowym ściegiem jest ten nieszczęsny backstich (bo wolałabym posługiwać się polską nazwą), a pracuje się tak jak w hafcie dwustronnym.
W jednym kierunku wkłuwamy się w co drugi ścieg,
a w stronę powrotną wypełniamy wolne miejsca
W ten sposób powstaje mój mały próbnik, wzornik.
A wśród oglądanych wzorków wypatrzyłam kilka, na które nabrałam wielkiej ochoty...
czwartek, 15 lipca 2010
Nasi pod Grunwaldem
Powieść Henryka Sienkiewicza czytaliśmy wielokrotnie (co widać na tym egzemplarzu), kilka razy też obejrzeliśmy film "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda.
Moim zdaniem film zupełnie nieźle wytrzymał próbę czasu, szczególnie końcowe sekwencje samej bitwy.
Od kilku dni rocznica bitwy pojawia się w mediach, na forach, nawet na naszych blogach robótkowych i kulinarnych.
Świętujemy jak możemy - nam najbliższe są osiągnięcia hafciarek, a pracowitość Gryni znanej m.in. z Babskiego forum podziwiałyśmy już od dawna.
Swoją drogą jak zwykle u nas w Polsce nie wykorzystuje się takich okazji.
Mogę się założyć, że w innych krajach (na przykład u naszego wielkiego sąsiada) obchody na wielką skalę byłyby już miesiąc przed i miesiąc po rocznicy.
A w USA na pewno powstało by kilkanaście filmów fabularnych, kilka seriali, komiksy, a masa gadżetów dla dzieciaków zalałaby całkowicie rynek.Na to jednak my nie mamy wpływu, wiec wrócę na własne podwórko.
Wcześniej nie pisałam na tym blogu o zainteresowaniach i hobby mojego Męża.
A trochę tego jest, za co go zawsze ceniłam.
Człowiek , który poza pracą zawodową, nie potrafi zainteresować się czymkolwiek, jest duchowo o wiele uboższy od innych.
Ale przy tak ważnej okazji postanowiłam trochę się nim pochwalić.
Mój M. od kilku lat aktywnie interesuje się Średniowieczem i jest członkiem historycznej grupy rekonstrukcyjnej.
Mogę powiedzieć, że w jego przypadku jest to dogłębne zainteresowanie epoką, a nie powierzchowne uleganie modzie, żeby sobie tylko pomachać mieczem na pokaz i "podzwonić blachami" (jak nazywana jest zbroja).
Nie jest rycerzem, bo koszt konia i całego wyposażenia zbrojnego rycerza jest zbyt wysoki jak na naszą kieszeń.
Nie będę tu opisywać zbyt szczegółowo tematu, bo potrzebowałabym do tego celu założyć osobny blog.
Pokażę kilka drobiazgów, które obfociłam przy wczorajszym pakowaniu.
dzisiaj rano dostałam wiadomość od naszego współczesnego posłańca (czyli sms), że już dojechali i są w obozie.
Mój M. swoje stroje szyje własnoręcznie, włącznie z butami - starając się to robić z użyciem dawnych technik.
Zrobił również większość drobnych przedmiotów użytkowych - za wyjątkiem elementów metalowych, które robią fachowcy na zamówienie.
A oto kilka fragmentów wyprawowego bagażu :
Skóry do spania - jako przykrycie służy duży płaszcz-peleryna
We wnętrzu kosza podróżnego przedmioty pierwszej potrzeby: buty, bukłak, miska i łyżka, pucharek, czerwony habit, tabliczki-notes
Skórzana torba na drobiazgi
A w torbie między innymi
solniczka z koreczkiem (zrobiona z rogu)
Nożyczki z pochewką
Tabliczki woskowe do pisania wraz z rylcem.
Płaski koniec rylca służy do wygładza powierzchni wosku
Paternoster (do odmawiania modlitwy Ojcze Nasz)
Skórzana torebka z cynowymi ozdobami .
Zrobiona przez rzemieślnika
A te przedmioty, wraz ze strojami i zapasami jedzenia pojechały w tym wiklinowym koszu podróżnym
I jeszcze jeden akcent - bardziej robótkowy
Krajki
i warsztat do ich robienia - to też rękodzieło mojego M.
Szkoda, że historia jako przedmiot szkolny była straszną nudą, plątaniną dat i nazwisk nic nie mówiących biednym uczniom.
To fascynująca dziedzina, dla mnie szczególnie pod kątem realiów życia codziennego, a nie wielkiej polityki.
I tak się złożyło, że ja sama po wielu latach od opuszczenia murów interesuję się historią dla własnej przyjemności.
Chociaż nie w tak aktywnej formie jak mój M...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















