czwartek, 22 listopada 2018
wtorek, 20 listopada 2018
"Fotograficzny Alfabet" - finał
Zabawa "Fotograficzny Alfabet" (tu Podsumowanie organizatorki) zakończona i bardzo żałuję, że nie będzie dalszego ciągu. Bawiłam się świetnie... to był bardzo dobry relaks, odstresowanie, odskocznia od problemów codzienności.
Najlepszy wynik osiągnęła Splocik - tu jej osobiste podsumowanie, a ja z mojego wyniku również bardzo się cieszę, bo zmieściłam się "na pudle".
A takie są ostateczne wyniki wszystkich uczestniczek zabawy
niedziela, 18 listopada 2018
Niedziela z fotografią (16)
Czarno-biała współczesność
Splocik - Splecione nitki i słowa (klik)
A-lenka - U Lenki na poddaszu (klik)
El. - Chwile w codzienności (klik)
A-lenka - U Lenki na poddaszu (klik)
El. - Chwile w codzienności (klik)
Przed nami już 17 "Niedziela z fotografią"
do której proponuję temat:
W bramie
Zapraszam :)
sobota, 17 listopada 2018
Czarno-biała współczesność
Wychowałam się w świecie czarno-białej fotografii... na czarno-białych zdjęciach obserwując swojego Tatę i jego amatorską fotografię wraz z całym atelier w domowych warunkach (wiadomo - ciemnia w łazience niedostępnej dla domowników). Od dzieciństwa znałam takie słowa jak "światłomierz", "koreks", "powiększalnik", "wywoływacz", "utrwalacz", gdy raz zrobionego zdjęcia nie można było już poprawić, zmienić, ulepszyć, a przede wszystkim usunąć, żeby zrobić miejsce dla następnego. Klisza miała określoną ilość zdjęć do wykorzystania, a efekty widziało się dopiero po wywołaniu i zrobieniu odbitek - sam negatyw pokazywał ogólnie czy w ogóle zdjęcie "wyszło:"
Jednak przede wszystkim od urodzenia żyłam w świecie czarno-białych obrazów - one były wszędzie... To ilustracja w książce dla dzieci, zdjęcie w gazecie, prymitywna reklama sklepowa, pocztówki z wakacji, telewizor z malutkim ekranem i czarno-białym filmem, nawet reprodukcje malarstwa były często czarno-białe (mamy taki album z obrazami Matejki)... wszechobecna szarość.
Fotografia czarno-biała pozbawia obraz wielu szczegółów, co szczególnie widać na starych zdjęciach poddanych współcześnie rekonstrukcji cyfrowej.
Z drugiej strony obraz czarno-biały bardziej uwidacznia niektóre obiekty - drobne detale nie rozpraszają uwagi.
Do aktualnej Niedzieli z fotografią wybrałam temat jakby odwrotny - jak wygląda nowoczesna współczesność w wersji czarno-białej w czasach gdy na co dzień otacza nas kolor w najwyższej jakości.
Najbardziej odpowiednim obiektem wydał mi się nowy dworzec Łódź- Fabryczna. Od początku do końca nie podobał mi się sam pomysł zburzenia zabytkowego dworca i zastąpienia go taką płaszczką.
Można całą inwestycję podsumować krótko - przerost formy nad treścią.
Dworzec jest zimną, pustą przestrzenią, bardziej przyszłością niż teraźniejszością.
Nie ma tu życia charakterystycznego dla starego zatłoczonego dworca. Zdobyto przestrzeń, ale na razie nie wykorzystaną. Zrobiłam kilkadziesiąt zdjęć w całkowitej pustce i nie są to jakieś specjalnie wybrane godziny, żeby pasażerowie nie wchodzili w kadr. Zdjęcia zrobiłam latem, tuż po przyjeździe pociągu z Warszawy.
A ten mały człowiek na drugim zdjęciu tylko wygląda tak samotnie, bo po prostu badając śliskość podłogi wysunął się przed szereg reszty rodziny, po którą właśnie przyjechałam na dworzec.
wtorek, 13 listopada 2018
Różowe wykopalisko
Dosłownie wykopane z czeluści wersalki, w której trzymam włóczkowy dorobek. Ile lat tam leżało? Na pewno ponad 30. Zaczęłam z tej włóczki - wtedy najbardziej dostępnej polskiej tzw. "anilany", sweterek dla mojego osobistego dziecka. Nie skończyłam (dziecko w tym czasie szybko rosło), sprułam i zaczęłam robić sweterek dla siebie, którego część widać na zdjęciu, ale robótka podzieliła los wielu innych i dołączyła do ZePeTu, czyli mojego Zbioru Porzuconych Tworów.
Dziś już nie przyda się w tej formie - przede wszystkim nie te wymiary u mnie, a dziecko nie uznaje różowości w ubraniu. Szkoda, że się nie przyda, bo w efekcie sprucia włóczka straciła swoją miękkość.
Zrobiłam zdjęcie z sentymentu i na dowód, że żaden wzór nie był mi straszny. Umiem zrobić na drutach każdy ścieg, tylko od dawna nie mam okazji. Ile to już lat minęło od czasu, gdy zrobiłam dla siebie jakiś sweter czy bluzkę? Też pewnie kilkadziesiąt. Nie robię, bo nie mogę nosić. Kiedyś byłam odporniejsza, ale teraz niestety wszystko mnie gryzie.
Jednak coś zaczęłam w ramach przerabiania resztek (w połączeniu z ciemnoniebieskimi) - luźny sweter, który może dam radę nosić zimą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









