niedziela, 5 sierpnia 2018

Niedziela z fotografią (1)


Dżoker
czyli 
zdjęcie, którym chcę się pochwalić

Pierwsza niedziela naszej zabawy i pierwsze zdjęcia w galerii





W obecnych warunkach rzeczywistości temat na następny tydzień nasuwa się sam:

Dla ochłody

Mam nadzieję, że mimo wszystko nasza twórcza aktywność da o sobie znać i będą 
ciekawe/ niezwykłe/ oryginalne/zabawne/refleksyjne 
zdjęcia do pokazania :) 

sobota, 4 sierpnia 2018

"Fotograficzny alfabet" - litera L


Aktualne temperatury nie sprzyjają szczególnemu myśleniu, więc dzisiejszy wpis w zabawie jest krótki.


1. Jedzenie - Lody


Jedynie słuszne lody, których smak stał się naszym ulubionym od momentu ich pojawienia się, 
czyli od 40 lat.
W tamtym czasie dość szybko pojawiły się w sprzedaży styropianowe pudełeczka 
(pierwsze mini-lodówki), specjalnie przeznaczone do opakowania tych lodów.

2. Flora i fauna - Lipka afrykańska


W naszej łódzkiej Palmiarni

3. W domu - Literatka
czyli mała szklaneczka (o pojemności ok. 100-150 ml) używana do podawania wódki





4. Na ulicy - Latarnia


Najbardziej lubię latarnie w zabytkowych kształtach - to jedna z kompleksu łódzkiej Manufaktury. 

piątek, 3 sierpnia 2018

Dżoker czyli zdjęcie, którym chcę się pochwalić

Upał upałem, ale nie dam się pokonać i piszę na przekór klimatowi.

Zbliża się pierwsza niedziela zabawy fotograficznej - TU moje zaproszenie , którą już czas rozpocząć także własnymi wpisami.

Pierwszy temat jest wolny - pozostawia uczestniczkom zabawy całkowitą dowolność.

Trochę trwało zanim zdecydowałam się, którym zdjęciem chcę się pochwalić.
Wybrałam zdjęcie zrobione w 2009 roku przede wszystkim ze względu na kocią bohaterkę z pięknymi białymi wąsami. Kotki nie ma - zaginęła przez bezmyślną ludzką głupotę.
Mam trochę zachowanych kocich zdjęć, więc w ten sposób jest zapamiętana.

Dlaczego to zdjęcie?
Przypadkowo udało mi się uchwycić błyskawiczny ruch kociego języka w środku nieprzerwanego strumienia wody nad i pod języczkiem.


W latach 2010-2013 uczestniczyłam w blogerskiej grupie amatorskiej fotografii. Blog grupy został zlikwidowany, więc ślady tej działalności pozostały ewentualnie w blogach uczestników. Pozostawiłam swój blog z tamtych lat, ale blogów innych uczestników dziś nie udało mi się odnaleźć.

To zdjęcie dodałam w temacie "Woda płynąca" i problemem w komentarzach stał się... brudny kran.
Nie kompozycja, nie światło, ani inne techniczne sprawy - brudny kran!
Na pocieszenie dla mnie i ten kran znalazł zwolenników.
Gdybym chciała czyścić scenerię do zdjęcia! - kot by nie poczekał...
A mówiąc dokładnie - łazienka była tuż przed remontem, więc nie było chętnych fanatyków czystości do szorowania tego, co za chwilę miało być zdemontowane.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Gorąco nie do wytrzymania!!!

Nie będę po raz kolejny powtarzać, że nienawidzę upału, chociaż nic się w temacie nie zmieniło.
Upał... gorąco... duszno... bronię jak mogę swój organizm - zimne napoje, zimne sorbety, zimne galaretki, chłodny prysznic, wachlarz jako ręczna klimatyzacja i jak największa minimalizacja ubrania.

W czasie tak koszmarnych upałów panujących teraz już w całej Europie cieszę się, że nie żyję w XIX wieku. Nie muszę chodzić latem w długiej sukni z długimi rękawami ... ściśnięta gorsetem... z kilkoma warstwami bielizny... w pończochach i pełnych butach... plus rękawiczki i kapelusz.



Co prawda bogate damy, obsługiwane i wyręczane w każdej czynności, mogły wylegiwać się w lekkiej bieliźnie na szezlongu w swoim buduarze - jeśli wcześniej nie wyjechały "do wód" w poszukiwaniu chłodniejszego powietrza. A córki, żony i siostry bogatych plantatorów gorącego Południa obsługiwała prawdziwa armia niewolników.


Los kobiet z niższych klas to już całkiem inna historia - w pełnym stroju pracowały wiele godzin w ciężkich warunkach bez taryfy ulgowej. Jedyną ulgą był na pewno brak gorsetu, którego chłopki, robotnice fabryczne i służące raczej w pracy nie nosiły.

Pisała już o tym Eliza Orzeszkowa w "Nad Niemnem", gdy Justyna próbowała pracy w czasie żniw w tym niewygodnym dworskim stroju.


wtorek, 31 lipca 2018

Mak z wiejskiego ogródka

To miał być obrazek ilustrujący przysłowie w czerwcowej odsłonie zabawy "Hafty i przysłowia" - Kiedy kwitnie w czerwcu bób, to największy wtedy głód, a kiedy mak, to już nie tak.

Wzór pochodzi z gazetki "Kram z robótkami" nr 6/2008 (dodatek specjalny z kalendarzem). Umieszczony w kalendarzu na miesiąc... czerwiec :)
To część cyklu kwiatowego (tulipan, mak, słonecznik, bratek). Wzory są zaprojektowane w taki sposób, żeby gotowy haft wkomponował się w specjalną fikuśną ramkę.

Wybrałam to przysłowie, bo bardzo lubię maki, a na wianki może jeszcze będzie okazja.

Czerwiec na wsi  był dawniej miesiącem, w którym głodny przednówek już przemijał. Ogród, warzywniak  i pole dostarczały świeżych owoców i warzyw, a widoczny na obrazku wiatrak mógł niedługo zacząć przerabiać nowe zbiory zbóż na mąkę.

Hafcik powstał na kanwie 14, chociaż już dawno odeszłam od tak dużych dziurek. Jednak do tego obrazka przymierzałam się już dawno i nawet go zaczęłam - powstał wtedy jedynie wiatrak i robótka odłożona poleżała trochę. A teraz wydawał mi się idealny do wykorzystania w zabawie...

Niestety... czerwcowy upał już mi wyraźnie zaszkodził, bo dopiero na samym końcu dotarło do mnie, że ten pełny wzór nie pasuje do ściegu dodatkowego - przeplatanki. Jest zbyt ciężki, a brak miejsca na planowaną ramkę nie pozwala na odpowiednie dostosowanie.

Zgłosiłam u Splocika, że hafcik owszem będzie, ale nie wiadomo kiedy i zaraz zaczęłam nowy, już bardziej  przemyślany. Robię go... robię, ale bardzo wolno mi idzie w obecnych koszmarnych upałach.
Sporo jednak zrobiłam, więc jest nadzieja na wakacyjną prezentację.

A tak się prezentuje sprawca problemów ( w wersji roboczej  jeszcze bez oprawy, bo nie mam pomysłu na wykończenie). Sam z siebie wygląda ładnie i mnie się podoba - w tematyce wiejskiej lubię taki prymitywizm wzorów.
Z kilku różnych zdjęć wybrałam to zrobione na balkonie ... pełnym słońcu :)
Oczywiście ja się nie wychylałam z  pokojowego cienia, bo na balkonie rozgrzana patelnia.


A tu w gazetce - z ramką.


Edycja posta
Ze względu na mały margines materiału najprostszym wykorzystaniem wydaje mi się ramka.
Znalazłam w tanim sklepiku taką niby-vintage i hafcik na razie w niej się znalazł.
Lubię mieć skończone prace "na widoku"... patrzeć na nie przechodząc lub siedząc przy komputerze - a nie wrzucać do szuflady.
W ten sposób prace tworzą sezonowe galerie w mieszkaniu i cieszą mnie swoim widokiem.