sobota, 31 marca 2018

Marcowe "Hafty i przysłowia"

To już czwarta odsłona zabawy u Splocika, w której u mnie brakuje lutego. Mam zbyt duże problemy techniczne przy okazji dodatkowych ściegów, gdzie trzeba używać lewej ręki. Odnowiła mi się dolegliwość kciuka, który boli jak ... !
Żadna przyjemność w haftowaniu z bólem, więc trzeba z niektórych czynności zrezygnować i dlatego tak długo trwało u mnie zrobienie dodatkowych ściegów..

Przysłowia na marzec:

1. Jaskółka i pszczółka lata, znakiem to wiosny dla świata.
2. Jeszcze tego nie było, by jajko kurę uczyło.

Ściegiem dodatkowym jest ścieg gałązkowy.

Chciałam zrealizować pierwsze przysłowie, z wykorzystaniem jaskółek, ze względu na ścieg gałązkowy. To motyw kojarzący się z bardzo wczesną wiosną, gdy gałązki na drzewach nie mają liści. Są jeszcze takie zimowe. Niestety wszystkie znalezione wzory, które mogłam ewentualnie wykorzystać były za duże. A pszczółki z kolei nie pasowały mi do marcowego czasu.

Pozostało więc drugie przysłowie, silnie związane z Wielkanocą.
Tutaj też jestem trochę "przebierna". O ile wśród wzorów na święta Bożego Narodzenia jest mnóstwo takich, które chętnie sama  chciałabym zrobić; to z wzorkami wielkanocnymi już jest gorzej. Nie podobają mi się te nowoczesne, wiele z nich uważam za brzydkie i wręcz odstraszające. W tym temacie preferuję tradycyjnie polskie wzornictwo i ludowiznę (określenie mojej szwagierki). Znalazłam kilka typu kura, kogut i kurczaczki, aż nagle znalazł się dawno zapisany wzorek, który po prostu "musiałam" zrobić. Rzadko coś mnie tak zauroczy, ale temu pisklakowi nie mogłam się oprzeć. Pcha się toto na świat nic nie widząc... nie wie, gdzie idzie i jakie przeszkody ma pod łapkami... nawet przez piórko może się potknąć.


Wybrałam ściegi:  gałązka rozwarta i gałązka- piórka. Ściegi gałązkowe są bardzo łatwe i szybko można je zrobić... jak się już człowiek wreszcie za to weźmie :)
Dzisiaj  obrazek znalazł się w ramce (białej) jako dekoracja świąteczna, ale na zrobienie zdjęcia muszę poczekać do lepszych warunków.


piątek, 30 marca 2018

Na święta...

Nadchodzą kolejne święta, gdy nie byłam w stanie samodzielnie wykonać kartek  z życzeniami... a co gorsza nawet wypisać ręcznie kartek zakupionych w sklepie. Mam jednak nadzieję, że jakoś to zwalczę w najbliższej przyszłości (zaczęłam stanowczą walkę z tym problemem, ale o tym napiszę po świętach). 
Z drugiej jednak strony szalenie zawęziło się grono osób, do których przez lata wysyłałam świąteczne kartki. Gdy przeglądam stare kalendarzyki z adresami dopiero wtedy widzę ilu znajomych już nie ma wśród nas. Internetowe znajomości również w większości się rozwiały, ale te które przetrwały cenię, więc tym bardziej mi przykro z powodu takiej sytuacji.

Niewiele zrobiłam w marcu i głównie są to drobiazgi.

Jednym z nich jest ten obrazek 


maleńki wzór przeznaczony na kartkę, 


ale zrobiłam z niego obrazek, bo jest przeznaczony na prezent w najbliższej rodzinie. Nie wysyłam kartek do bliskich, którzy mieszkają w moim mieście i z którymi spotykamy się w święta. Zawsze wtedy zanoszę taka kartę-obrazek.

Dodaję to maleństwo do zabawy Smalls SAL 2018.


czwartek, 29 marca 2018

Do kompletu...

W 2009 roku (czyli po zaledwie kilku miesiącach moich początków z haftem krzyżykowym), zrobiłam swoją pierwszą zakładkę do książki. A mówiąc dokładniej - miała to być zakładka do Biblii. To zamówienie od własnej córki, więc podjęłam wyzwanie nie mając zielonego pojęcia o takiej pracy.

Na starym blogu tak napisałam o tym "dziele": 
Tytuł posta - "Moja pierwsza zakładka"
"Skończona w czerwcu - krzywa i koślawa. Popełnione przy niej błędy to dla mnie podstawowa lekcja do przerobienia. Zaczęłam wyszywanie na aidzie 16 i dopiero w trakcie robótki dowiedziałam się o możliwości wykonania zakładki na taśmie.  Taśma jest już na brzegach wykończona, więc do zszycia i ewentualnego ozdobienia pozostaje tylko jeden wąski bok (a właściwie dół zakładki). Ja natomiast, po zakończeniu haftu, męczyłam się z zszywaniem ręcznym trzech boków po lewej stronie robótki. A później z jeszcze gorszym przepychaniem całości na prawą stronę. 
- Jak zwykle to u mnie bywa (jeszcze się z tego nie wyleczyłam), zbyt oszczędnie przycięłam materiał. Z tego powodu na dole zakładki jest już tak mało miejsca, że zszywanie właściwie właziło na haft. "
Teraz czytam z rozrzewnieniem tamte stare wpisy, tym bardziej, że z samego haftu byłam wtedy zadowolona. Okazało się, że zakładka jest cały czas w użyciu i jeszcze przydałaby się okładka na Biblię z tym samym wzorem. Na szczęście nie wyrzuciłam wzoru, więc spokojnie mogłam go trochę zmienić, żeby dopasować do wielkości kartki A4. I w grudniu ubiegłego roku wykonałam połowę pracy, czyli haft. 


Uszycie okładki to już nie moja bajka - szczególnie z użyciem maszyny. Sama nie mogę uwierzyć, że dawno temu miałam opanowane podstawowe ABC szycia maszynowego. Co prawda na przedwojennej maszynie mojej babci, ale zawsze. I bardzo przyjemnie się na niej szyło. A z maszyną elektryczną nie dogadałam się. 

Jak okładka powstanie dołożę zdjęcie.

Użyłam materiałów DMC - kanwa i mulina (do wykonania krzyża dwa odcienie starego złota.)

A to wspomniana moja pierwsza zakładka (jeszcze nie zszyta na dole)


wtorek, 27 lutego 2018

"Hafty i przysłowia" - moja druga odsłona

"To nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej"...
Tak mogę krótko podsumować swoją walkę z dodatkowymi ściegami w styczniowej zabawie "Hafty i przysłowia". Sam hafcik  styczniowy powstał szybko, ale dłużej czekał na łańcuszki. 
Z podanych ściegów łańcuszkowych wybrałam: łańcuszek prosty (podstawowy) i łańcuszek drabinkę.
Łańcuszek prosty przeszedł dość łatwo, ale już z drabinką były prawdziwe strome szczeble. Miałam spore problemy ze względu na bolesną niesprawność kciuków obu rąk (jak pech, to pech!). Nitki uciekały, pętelki wysuwały, a ja się coraz bardziej gotowałam ze złości. W końcu jakoś te zaplanowane kawałeczki powstały i mam spokój.
Aż się boję pomyśleć jakie hafciarskie schody czekają nas w marcu?


Dane techniczne:
* kanwa 16ct w kolorze ecru
* mulina "Ariadna"
* wzór z gazetki "Marianne POINT DE CROIX N.4" (2005)

Przysłowia na styczeń:

1. Ciepła izba marzeń szczytem i tak jakoś mija styczeń.
2. Dwaj wierni przyjaciele - jedna dusza w różnym ciele.

Bez wahania wybrałam pierwsze przysłowie, a wzór do niego już od dawna czekał w kolejce.
Minimalnie przekracza dozwoloną wielkość, ale skrócenie piecowej rury zepsułoby mi cały efekt.


Dlaczego wybrałam to przysłowie?

"Ciepła izba..." - to nawiązanie do szczęśliwego dzieciństwa w starym przedwojennym domu... i do pieca ogrzewającego pokój. Dokładnie takiego pieca, jak ten na obrazku. Piec z żywym ogniem to synonim współczesnego domowego ogniska. Pamiętam rozkoszne ciepło bijące od niego... szczególnie po długiej drodze ze szkoły w taki mróz jak dziś (gdy mimo ogrzewania zamarzały szyby w tramwaju). To rodzaj ciepła nieosiągalny przy kaloryferach - taki dawały tylko prawdziwe piece z widocznym prawdziwym ogniem. Nie mieliśmy pieca kaflowego (zazdrościłam koleżankom!), a ten nasz piec rodzice nazywali "stałopalny". Może to była jego techniczna nazwa? Fakt, że trzymał ciepło do rana. Nie ma już starego domu, a piec dziś stoi przy komórce w ogrodzie i stanowczo nie pozwalam go sprzedać na złom. Spokojnie może stanowić fragment modnej wintażowej dekoracji jako podstawa pod stare emaliowane garnki z obłażącą farbą, "robiące za" doniczki z kwiatami.