Od pewnego czasu coraz częściej trafiam na blogach na informację, że od lipca zniknie funkcja obserwowania blogów. I jednocześnie autorki blogów proponują w to miejsce obserwację poprzez Bloglovin.
Nie wiem, czy to tylko plotka żyjąca po puszczeniu w świat własnym życiem, czy rzeczywiście tak się stanie. Jakoś nie mam zupełnie ochoty na ładowanie się w kolejną anglojęzyczną stronę, bo chcę czytać i pisać po polsku. Zajrzałam do takiej strony na jednym z blogów, który często odwiedzam i od wejścia poraził mnie wskakujący w oczy FB (którego nigdy nie oglądam z własnej woli, tak mnie denerwuje grafika tej strony i w ogóle całokształt). O nie... to nie dla mnie... (w nieokreślonej przyszłości, bo kto wie, kiedy mi coś odbije i jednak to sobie zainstaluję).
Jak na razie zrobiłam pewne porządki polegające na zapisaniu w blogowym adresowniku wszystkich obserwowanych przez mnie blogów.
Dokładniej mówiąc - nie wszystkich, niestety. W trakcie tych porządków znalazło się kilka blogów, które przestały istnieć. Szkoda, bo były to ciekawe miejsca. Ja nie zapisywałam się na obserwatora wszędzie, gdzie popadło, więc moją listę tworzyły blogi wartościowe.
Na innych z kolei blogach nie znalazłam nowych postów - przerwy są dłuższe lub krótsze. To z kolei może niepokoić, dlaczego autorka milczy kilka miesięcy. Szczególnie w przypadkach, gdy wiemy o poważnej chorobie.
A na moim własnym podwórku? Sytuacja jest podobna - ja nie piszę, zaglądający się nie odzywają.
To, że ktoś odwiedza ten blog, widzę tylko poprzez statystkę bloga. Nie śledzę tej opcji zbyt mocno, ale dzisiaj tam zajrzałam. Słabiutko...
Nie piszę, bo nie mam o czym (robótki leżą), bo nie mam czasu (wracam do domu późnym popołudniem lub wieczorem), bo nie mam siły, ani nastroju (kto, mając problemy z własnym zdrowiem prowadził dwa gospodarstwa domowe równocześnie i opiekował się chorym rodzicem, ten wie).
Z tych samych powodów mam coraz większą absencję na forum...
Próbuję utrzymać jaką taką sprawność umysłu, pisząc na blogu książkowym i filmowym. Pisanie zawsze mi szło szybko i próbuję ten plus jakoś wykorzystać. To moja własna terapia zajęciowa, bo już czułam, że jestem na prostej drodze do otumanienia. Muszę coś robić, żeby mózg nie wypadł całkiem z użycia teraz, gdy już jest poza kieratem roboczym.
Robótkowo ratuję się w sposób, który polega na zaczynaniu kolejnej robótki i po krótkim czasie porzucaniu jej. Dzięki temu tworzę własne ZPT - nie myślcie, że to przedmiot szkolny, znany nam jako zajęcia praktyczno-techniczne. Nie, to mój Zbiór Porzuconych Tworów. Cały czas mam nadzieję na zakończenie wszystkich (w czasie nieokreślonym oczywiście). Jednak teraz nie potrafię skupić się na żadnej robótce, co mnie bardzo martwi. Szczególnie w kontekście wielkiego projektu, który chciałabym już zacząć i skończyć najpóźniej do września 2016 roku - to ma być prezent dla mojego męża, z okazji kolejnej okrągłej naszej rocznicy. A tu leżą wszystkie metryczki dla dzieci urodzonych w ciągu ostatnich miesięcy - szczególnie mi wstyd, bo to rodzinne dzieciaki, najbliższe. Akurat taki wysyp urodzin się zdarzył. Nie wspomnę już o metryczce dla mojego pierwszego wnuczka, który we wrześniu skończy 4 latka. A jeszcze inne, większe lub mniejsze Porzucone Twory leżą.
Na temat upałów staram się już nie wypowiadać, bo jestem od dawna monotematyczna.
Na szczęście się ochłodziło, trochę deszczu spadło, ale coś za coś - gwałtowny deszcz zniszczył pięknie kwitnące peonie...
Pozdrawiam zaglądające koleżanki :)
środa, 26 czerwca 2013
sobota, 19 stycznia 2013
Samochodowe niespodzianki
Jestem sobotnią pasażerką - w odróżnieniu od niedzielnych kierowców. W tygodniu muszę poruszać się po mieście samodzielnie, bo osobisty kierowca niestety musi kiedyś pracować. Ale w dni wolne mam ten luksus - powiedzmy luksusik, biorąc pod uwagę podeszły wiek naszego samochodu.
Dzisiaj siedziałam sobie wygodnie i bezstresowo na fotelu pasażera, za oknem -10 stopni, pada delikatny śnieżek - jest cudnie. I nagle słyszę: "chyba mamy kapcia". Dzięki warstwie śniegu zjazd na chodnik był łagodny - rzeczywiście, kapeć...
W takich chwilach nie wyobrażam sobie siebie z lewarkiem i kluczem do odkręcania śrub. Wymiana koła to nie jest damskie zajęcie, szczególnie w takim ciężkim gracie jak nasz.
Jednak czasami brak prawa jazdy jest wygodny...
Dzisiaj siedziałam sobie wygodnie i bezstresowo na fotelu pasażera, za oknem -10 stopni, pada delikatny śnieżek - jest cudnie. I nagle słyszę: "chyba mamy kapcia". Dzięki warstwie śniegu zjazd na chodnik był łagodny - rzeczywiście, kapeć...
W takich chwilach nie wyobrażam sobie siebie z lewarkiem i kluczem do odkręcania śrub. Wymiana koła to nie jest damskie zajęcie, szczególnie w takim ciężkim gracie jak nasz.
Jednak czasami brak prawa jazdy jest wygodny...
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Śnieg pada...
"Śnieg pada, śnieg pada,
cieszą się dzieci.
Tu płatek, tam płatek,
tyle ich leci..."
To słowa starej piosenki przedszkolaków... bardzo starej, bo ja ją pamiętam z czasów swojego dziecięctwa...
Od kilku dni mamy u siebie cudowną, prawdziwie polską zimę...
To jedyne chwile, gdy rzeczywistość realizuje moje marzenia i wspomnienia...
idę po białym "jak śnieg" puchowym płaszczyku.. śnieg chrzęści przy każdym kroku.... chrzęści, bo jest mróz, dzięki któremu wspaniale się oddycha... pada gęsty śnieg, chwilami porywany przez wiatr rysuje w powietrzu wirujące koła... wizualizacja wytartych określeń "zawieje i zamiecie"...
W takiej scenerii przedzierałam się dziś wiele metrów do przystanku "na wygwizdowie", gdzie długo czekając na tramwaj - w malowniczym zmierzchu, przytupywałam sobie radośnie dla rozgrzewki... do domu wróciłam pod postacią śniegowej futro-baby...
Uwielbiam taką zimę...
poniedziałek, 7 stycznia 2013
SAL całoroczny
W bocznej zakładce bloga od kilku dni już wisi banerek zabawy - SAL "Pod choinkę 2013"
Wymyśliłam taką formę trzeciej już edycji zabawy, biorąc pod uwagę także swoje własne chęci.
Ubiegłoroczne moje założenie, że będę sobie z przyjemnością haftować bożonarodzeniowe wzorki kompletnie się nie udało w praktyce. przeniosłam je więc na cały nowy rok. A znając upodobania i słabość niektórych koleżanek do takich hafcików...
Więcej szczegółów w tym poście - Zapraszam
Wymyśliłam taką formę trzeciej już edycji zabawy, biorąc pod uwagę także swoje własne chęci.
Ubiegłoroczne moje założenie, że będę sobie z przyjemnością haftować bożonarodzeniowe wzorki kompletnie się nie udało w praktyce. przeniosłam je więc na cały nowy rok. A znając upodobania i słabość niektórych koleżanek do takich hafcików...
Więcej szczegółów w tym poście - Zapraszam
środa, 12 grudnia 2012
Zanim będzie koniec świata...
Dzisiejsza data jest tak niezwykła, że miałam zamiar z tej niezwykłości skorzystać (grając w toto-lotka).
Ale w całodziennym biegu jakoś nie zdążyłam... minęłam się z wielką wygraną?
Chyba nie było mi pisane, bo akurat dziś wyjątkowo kursowałam innymi trasami, nie tymi co zawsze.
Blisko domu mam co najmniej trzy kolektury, a na dzisiejszych trasach nie było ani jednej. Warunki atmosferyczne też nie zachęcały do poszukiwań maszyny, a czas poganiał.
Trudno... i tak nigdy nic nie wygrywam (nawet jak daję losowi szansę).
Do świąt coraz bliżej, na blogach robótkowych prawdziwe szaleństwo dekoracyjno-wypiekowo-rękodzielnicze.
Ja też coś robię w przelocie, ale wszystko jest jeszcze "w trakcie pracy". A jakoś ostatnio zmieniło mi się i nie za bardzo mam ochotę pokazywać rozpoczęte "dzieła". Nie umiem zrobić w miarę dobrych zdjęć, a część robótek nie doczekała się wcale zakończenia.
Chyba większość blogowiczek przestała pokazywać swoje prace w czasie powstawania, raczej dominują prezentacje gotowych już robótek. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie odwiedzając znajome blogi.
Jednak ze względu na udział tych robótek w zabawie SAL-owej pokazuję fragment mojego aktualnego zbioru "dziesięć srok za ogon":
z gatunku "prezent pod choinkę" - szeroki szyjogrzej robiony na okrągło (do zakładania na kołnierz)
zimowy obrazek
dekoracje i ozdoby - można zatytułować "Przybieżeli do Betleja" , jak uroczo śpiewa mój wnuczek
Mam nadzieję na jeszcze kilka drobiazgów i silne postanowienie ich wykonania.
Ale w całodziennym biegu jakoś nie zdążyłam... minęłam się z wielką wygraną?
Chyba nie było mi pisane, bo akurat dziś wyjątkowo kursowałam innymi trasami, nie tymi co zawsze.
Blisko domu mam co najmniej trzy kolektury, a na dzisiejszych trasach nie było ani jednej. Warunki atmosferyczne też nie zachęcały do poszukiwań maszyny, a czas poganiał.
Trudno... i tak nigdy nic nie wygrywam (nawet jak daję losowi szansę).
Do świąt coraz bliżej, na blogach robótkowych prawdziwe szaleństwo dekoracyjno-wypiekowo-rękodzielnicze.
Ja też coś robię w przelocie, ale wszystko jest jeszcze "w trakcie pracy". A jakoś ostatnio zmieniło mi się i nie za bardzo mam ochotę pokazywać rozpoczęte "dzieła". Nie umiem zrobić w miarę dobrych zdjęć, a część robótek nie doczekała się wcale zakończenia.
Chyba większość blogowiczek przestała pokazywać swoje prace w czasie powstawania, raczej dominują prezentacje gotowych już robótek. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie odwiedzając znajome blogi.
Jednak ze względu na udział tych robótek w zabawie SAL-owej pokazuję fragment mojego aktualnego zbioru "dziesięć srok za ogon":
z gatunku "prezent pod choinkę" - szeroki szyjogrzej robiony na okrągło (do zakładania na kołnierz)
zimowy obrazek
dekoracje i ozdoby - można zatytułować "Przybieżeli do Betleja" , jak uroczo śpiewa mój wnuczek
Mam nadzieję na jeszcze kilka drobiazgów i silne postanowienie ich wykonania.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





