czwartek, 22 maja 2014

"Jan Sobieski pod Wiedniem" w krzyżykach

Nie mogłam opuścić takiej okazji, jaką był wtorkowy wernisaż wystawy w Muzeum Włókiennictwa.
Chociaż cierpię na coraz większy niedobór czasu, to jednak na pewne sprawy staram się ten czas wygospodarować. Gdy tylko mogę być w dniu otwarcia wystawy, to jestem na miejscu.
Dlaczego?
Chyba to łatwo odgadnąć, szczególnie w przypadkach wystaw, na których twórca/twórcy są obecni.

To nietypowa wystawa związana z malarstwem, bo nie obraz malowany farbami jest jej głównym tematem. To obraz "malowany igłą", jak nieco eufemistycznie mówi się o technikach hafciarskich.

Wkrótce po zakończeniu pierwszego wielkiego projektu jakim było zakończenie w 2010 roku haftowanej wersji obrazu Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem" (relację zamieściłam na starym blogu, być może ją tu zacytuję) - pojawiła się informacja o podjęciu kolejnego.
I oto mamy drugi haftowany obraz - wielkie historyczne dzieło mistrza Matejki.
Ktoś powie, że to profanacja malarstwa, że haftowana wersja nijak się ma do artyzmu Matejki. Nie podejmuję takiej dyskusji w myśl zasady "de gustibus..."
Ja sama, niedawno (bo zaledwie kilka lat temu) zarażona chorobą krzyżykową, doceniam ogromny wkład pracy współtwórców- wolontariuszy. Wiem, jak "od kuchni" wygląda to lekceważone krzyżykowanie jako gorszy rodzaj haftu. I jestem pełna podziwu dla uzyskanego efektu.
Nie jest łatwo wykonać haftem dobrą wersję malarstwa, często wzory  (a co za tym idzie haftowane obrazy) ocierają się o kicz, albo tym kiczem są.
Ten obraz jest pięknie wykonany i nie ma co go porównywać z malarskim pierwowzorem według takich samych kryteriów. Można i należy go oceniać w kategoriach hafciarskich.

Nie było szans na zrobienie zdjęcia całego obrazu w dniu otwarcia wystawy. Wiadomo, że zawsze przy takich okazjach jest tłok, a twórcy chcą sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie.
To "chwila dla reporterów" i uczestnicy projektu zbiorowo przed swoim dziełem


Tak wygląda haftowany obraz w całości (źródło zdjęcia)

 

A to oryginalny obraz Jana Matejki


Informacje z foldera wystawy, dotyczące pracy nad haftem. 
Liczby naprawdę robią wrażenie!



Organizatorzy zadbali tym razem bardzo dobrze o pierwszą część, przed samą wystawą.
Przygotowane prelekcje były dokładnie związane z samym obrazem, wystąpił Jasnogórski Chór Mieszany - naprawdę nastrój był bardzo patriotyczny. Kiedy chór na początku zaśpiewał pieśń "Gaude Mater Polonia", a na końcu "Bogurodzicę" wszyscy wstawali i w ciszy wysłuchali.
Siedziałam dość daleko, a jeszcze przed wszystkimi siedzącymi kręcili się panowie robiący zdjęcia, więc moje wyszły niezbyt dobrej jakości. Dodatkowo natura zadbała o oprawę dźwiękową, bo w czasie prelekcji o przebiegu samej bitwy przyszła burza z piorunami.

O samym mistrzu Matejce opowiadała pani Maria Serafińska-Domańska - krewna artysty.
Wszyscy uczestnicy projektu otrzymali piękne certyfikaty, napisane językiem stylizowanym na tamtą epokę.

Pojawili się także członkowie historycznych grup rekonstrukcyjnych


Na moich zdjęciach kilka wybranych fragmentów na zbliżeniu






czwartek, 6 lutego 2014

Robótkowo jeszcze świątecznie

W styczniu, odpoczywając po świątecznym maratonie domowo-rodzinnym,  prawie skończyłam serwetkę  ze Świątecznego SAL-a 2013. To był rzeczywisty relaks, bo nie wymagający myślenia przy takiej powtarzalności wzoru.

Serwetka jest prawie gotowa, najłatwiejsza część za mną - haftowanie zakończone.
Teraz pozostało szycie, którego bardzo nie lubię, więc na razie odkładam (aż dojrzeję do tego).
Ale mam nadzieję, że do następnych świąt zdążę.
Bardzo nie lubię szyć - ani ręcznie, ani na maszynie. Mam dwa sprzęty - każdy z innej epoki. Nowoczesny "Łucznik" i przedwojenny "Singer" - to dwie bardzo różniące się maszyny. Singera odziedziczyłam po mojej babci i prawdę mówiąc to jedyna maszyna, na której jako tako szycie mi wychodziło.
Mój mąż, wiedząc o tych moich antytalentach krawieckich, wielkodusznie stwierdził "jak chcesz, to mogę to obszyć". Obawiam się, że tym się skończy. W naszym domu to on jest specjalistą igły - zarówno współczesnej, jak i historycznej. Podziwiam jego dokonania w zakresie rekonstrukcji strojów, wyłącznie technikami dawnymi.



piątek, 27 grudnia 2013

Czas świąteczny po świętach

Czas przed samymi świętami i w ich trakcie miałam wypełniony maksymalnie.
Co prawda od lat  doprowadzam się do tak szczególnie denerwującego stanu, który jest wynikiem mojego bałaganiarstwa i totalnego niezorganizowania, ale w tym roku osiągnęłam apogeum. Dołożyły się do tego czynniki zewnętrzne, w rodzaju pogorszenia kondycji fizycznej i zwiększenia obowiązków rodzinnych.
I tu mam dylemat - z jednej strony jestem szczęśliwa mogąc gościć najbliższą rodzine, ale z drugiej czuję, że to już ponad moje siły. Szczególnie, że roboty coraz więcej na mnie jedną...
Na razie do następnych świąt cały rok, a ja próbuję odpoczywać na przemian z porządkowaniem używanych naczyń ... żałując, że kochane Maluchy już odjechały...

Moja choinka w tym roku to wyciągnięty zza szafy ponad 30-letni sztuczny drapak. To choinka będąca świadectwem swojego czasu - prawdziwego kryzysu 1980 r. W ubiegłym roku kupiliśmy prawdziwą, ale teraz nie dałam rady (nie tylko fizycznie, ale też ze względów finansowych).
Najbardziej lubię choinki  pstrokate, z ozdobami zbieranymi przez lata. Niech każda będzie "z innej wsi". Ozdoby nie muszą być stylowe, dobrane kolorystycznie, ani modne w kształtach. Ze starymi bombkami, łańcuchami, gwiazdami łączą się najmilsze wspomnienia i takie chcę na każde święta.
Tegoroczna choinka jest ubrana trochę inaczej niż zwykle. Większość ozdób wisi nisko i z przodu, tylko niektóre dostąpiły zaszczytu umieszczenia na gałązkach, a te które dostąpiły wiszą dość dziwnie. Dlatego tak, bo działał tu Pierwszy Wnuczek, a taki mały człowiek nawet ze stołeczka daleko nie sięgnie.


I powiesił tak jak chciał i gdzie chciał (choinka miejscami jest trochę "łysa").
To dla mnie były najbardziej miłe chwile spędzone z kochanym chłopaczkiem, który już całkowicie nie pozwala się uściskać i ogania od przytulania. Na szczęście Drugi Wnuczek jeszcze jest na etapie przyzwolenia na pieszczoty.

Tuż przed świętami skończyłam dwa hafty przeznaczone na prezenty. Miałam w planach więcej, ale czasu nie było. Dosłownie na ostatnią chwilę, bo w Wigilię, kończyłam prasowanie i wsadzanie w ramki. Na szczęście przy pomocy męża jakoś się udało. Zdjęcia niestety robione wtedy wieczorem, więc niewiele się dało z tego wycisnąć.

Zimowy obrazek według wzoru ze Świątecznego SAL-a 2011
To nie jest ten hafcik, który robiłam w trakcie zabawy. Tamten musiałam przerwać, bo okazało się, że pomyliłam się w liczeniu  i cała prawa część przesunęła się o jeden krzyżyk. Niby jeden, ale jednak w bardzo widocznym miejscu. Ten zaczęłam robić latem, półtora roku temu, w trakcie największych upałów. Tak w ramach protestu, bo nienawidzę upałów. Lepszego zdjęcia już nie zrobię, bo obrazek znajdzie swoje miejsce w Katalonii. Chyba, że dostanę zdjęcie zrobione tam.


i  drugi, rozpoczęty również ponad rok temu.


Tego obrazka nie pokazywałam "w trakcie", bo dużo do pokazywania nie ma. Wzór tak prosty, że robi się bardzo szybko.

Tak niewiele robótek powstało w tym roku, że nawet nie ma co podsumować.
Bardziej mogłabym zrobić podsumowanie pod hasłem "to mam do skończenia".

niedziela, 24 listopada 2013

Kandelabr

Zdarza mi się często, że trafiam na wzór haftu, który mi się spodoba tak bardzo, że chcę go natychmiast wykorzystać. Przy okazji szukam jego przeznaczenia, co polega na myśleniu "komu podarować". I w ten sposób "uszczęśliwiam" rodzinę i inne niewinne osoby swoim handmadem.
A że czas jesienny to w naszym rodzinnym kalendarzu natłok imienionowo-urodzinowy, więc zawsze komuś taki prezent mogę dać.

Tak było ostatnio z Kandelabrem, na który natknęłam się na blogu Uroczy detal.
Zobaczyłam, zachwyciłam się, znalazłam wzór autorski, wydrukowałam i natychmiast przystąpiłam do pracy.  Wersja autorska bardziej mi się podoba niż moja własna, ale nie dysponowałam w tym momencie szarym materiałem odpowiedniej wielkości, a poza tym jeszcze nie potrafię dobrze poruszać się na lnie . Wykorzystałam kanwę aidę16 w kolorze ecru DMC i srebrnoszarą mulinę Ariadny nr 669.

Wzory monochromatyczne to moje ulubione, również dlatego, że praca z nimi idzie bardzo szybko. Teraz też mój Kandelabr powstał prawie błyskawicznie, z przeznaczeniem na prezent dla bardzo starszego pana..

Nie znalazłam takiej ramki, jaka najbardziej by mi odpowiadała, więc wolałam wstawić w antyramę. Oczywiście zdjęcia (jak zwykle) pokazują kolory kanwy jak z kosmosu - inne przy świetle dziennym inne w sztucznym oświetleniu, na żadnym kolor nie jest zbliżony do prawdziwego. Natomiast kolor muliny jest mniej więcej zgodny z rzeczywistością. 





środa, 26 czerwca 2013

Trochę blogowych porządków

Od pewnego czasu coraz częściej trafiam na blogach na informację, że od lipca zniknie funkcja obserwowania blogów. I jednocześnie autorki blogów proponują w to miejsce obserwację poprzez Bloglovin.
Nie wiem, czy to tylko plotka żyjąca po puszczeniu w świat własnym życiem, czy rzeczywiście tak się stanie. Jakoś nie mam zupełnie ochoty na ładowanie się w kolejną anglojęzyczną stronę, bo chcę czytać i pisać po polsku. Zajrzałam do takiej strony na jednym z blogów, który często odwiedzam i od wejścia poraził mnie wskakujący w oczy FB (którego nigdy nie oglądam z własnej woli, tak mnie denerwuje grafika tej strony i w ogóle całokształt). O nie... to nie dla mnie... (w nieokreślonej przyszłości, bo kto wie, kiedy mi coś odbije i jednak to sobie zainstaluję).

Jak na razie zrobiłam pewne porządki polegające na zapisaniu w blogowym adresowniku wszystkich obserwowanych przez mnie blogów.
Dokładniej mówiąc -  nie wszystkich, niestety. W trakcie tych porządków znalazło się kilka blogów, które przestały istnieć. Szkoda, bo były to ciekawe miejsca. Ja nie zapisywałam się na obserwatora wszędzie, gdzie popadło, więc moją listę tworzyły blogi wartościowe.
Na innych z kolei blogach nie znalazłam nowych postów - przerwy są dłuższe lub krótsze. To z kolei może niepokoić, dlaczego autorka milczy kilka miesięcy. Szczególnie w przypadkach, gdy wiemy o poważnej chorobie.

A na moim własnym podwórku? Sytuacja jest podobna - ja nie piszę, zaglądający się nie odzywają.
To, że ktoś odwiedza ten blog, widzę tylko poprzez statystkę bloga. Nie śledzę tej opcji zbyt mocno, ale dzisiaj tam zajrzałam. Słabiutko...

Nie piszę, bo nie mam o czym (robótki leżą), bo nie mam czasu (wracam do domu późnym popołudniem lub wieczorem), bo nie mam siły, ani nastroju (kto, mając problemy z własnym zdrowiem prowadził dwa gospodarstwa domowe równocześnie i opiekował się chorym rodzicem, ten wie).
Z tych samych powodów mam coraz większą absencję na forum...
Próbuję utrzymać jaką taką sprawność umysłu, pisząc na blogu książkowym i filmowym. Pisanie zawsze mi szło szybko i próbuję ten plus jakoś wykorzystać. To moja własna terapia zajęciowa, bo już czułam, że jestem na prostej drodze do otumanienia. Muszę coś robić, żeby mózg nie wypadł całkiem z użycia teraz, gdy już jest poza kieratem roboczym.

Robótkowo ratuję się w sposób, który polega na zaczynaniu kolejnej robótki i po krótkim czasie porzucaniu jej. Dzięki temu tworzę własne ZPT - nie myślcie, że to przedmiot szkolny, znany nam jako zajęcia praktyczno-techniczne. Nie, to mój Zbiór Porzuconych Tworów. Cały czas mam nadzieję na zakończenie wszystkich (w czasie nieokreślonym oczywiście). Jednak teraz nie potrafię skupić się na żadnej robótce, co mnie bardzo martwi. Szczególnie w kontekście wielkiego projektu, który chciałabym już zacząć i skończyć najpóźniej do września 2016 roku - to ma być prezent dla mojego męża, z okazji kolejnej okrągłej naszej rocznicy. A tu leżą wszystkie metryczki dla dzieci urodzonych w ciągu ostatnich miesięcy - szczególnie mi wstyd, bo to rodzinne dzieciaki, najbliższe. Akurat taki wysyp urodzin się zdarzył. Nie wspomnę już o metryczce dla mojego pierwszego wnuczka, który we wrześniu skończy 4 latka. A jeszcze inne, większe lub mniejsze Porzucone Twory leżą.

Na temat upałów staram się już nie wypowiadać, bo jestem od dawna monotematyczna.
Na szczęście się ochłodziło, trochę deszczu spadło, ale coś za coś - gwałtowny deszcz zniszczył pięknie kwitnące peonie...


Pozdrawiam zaglądające koleżanki :)