niedziela, 30 stycznia 2022

W zimie nie pożyczaj ubrania...

Rozpoczęła się kolejna, już piąta edycja zabawy z przysłowiami u Splocika.

Styczniowe propozycje przysłów:

1. Łatwiej z góry niż pod górę.

2. W zimie nie pożyczaj ubrania, a w lecie wachlarza.

Zaczęłam co prawda od haftowania obrazka do przysłowia nr 1 (bardzo dosłownego, bo z narciarką wspinającą się pod górę), ale szybko przerzuciłam się na drugie przysłowie.

Chociaż w tym roku do interpretacji wystarczy jedno słowo z wybranego przysłowia ja jednak podam interpretację słowną całego przysłowia. 

Dlaczego? ... bo nie do końca się z nim  zgadzam. Tym razem potraktowałam je całkowicie poważnie - być może sytuacja pandemiczna, a może moje coraz gorsze samopoczucie psychiczne i fizyczne nie pozwalają mi spojrzeć na przysłowia bardziej zabawowo. Mam nadzieję, że to jednak stan przejściowy, bo okropnie byłoby mieć na stałe takie pesymistyczne spojrzenie na świat.

Są sytuacje, gdy wypadałoby pożyczyć coś z ubrania zimą - np. rękawiczki, czapkę, szalik lub wachlarz w czasie upałów małemu dziecku... komuś starszemu... słabszemu lub choremu... szczególnie, gdy jest się młodym i zdrowym.


Obrazek umieściłam w głębokiej stojącej ramce, która według mnie tworzy z haftem spójną całość. Daje wrażenie domowego ciepła i przytulności - taki domek dla haftu. Kupiłam tę ramkę kilka lat temu, ale wcześniej nie pasowała mi do żadnego obrazka.

Zrobienie w miarę dobrego zdjęcia w dzisiejszych warunkach atmosferycznych (wiadomo - znowu orkan nad Polską!) to dla mnie sztuka nieosiągalna. Próbowałam w różnych miejscach mieszkania i przy różnym świetle. Najbardziej zbliżone do rzeczywistych kolorów jest pierwsze zdjęcie, chociaż zrobione przy sztucznym świetle.

Kanwa w kolorze ecru - tu ciekawostka, jest prezentem od... Splocika :)

 

 
 
 

piątek, 31 grudnia 2021

2021 - koniec... 2022 - początek...

 

Zdrowia i spokoju

w 2022 roku

dla wszystkich. 

 

 

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Zimowy kocyk dla Bobasa... chociaż koty uważają inaczej...

Koty uważają, że wszystkie gadżety Bobasa należą się IM... *

Moja niemoc robótkowa jest naprawdę dokuczliwa i wkurzająca - mnie oczywiście! Jednak z nią walczę ze wszystkich sił, chociaż to chwilami syzyfowa praca lub droga przez mękę (co kto woli). Jak zwał tak zwał, ale nie mogłam dać się pokonać, gdy zabrałam się na poważnie za Kocyk dla Bobasa. Chciałam, żeby miał coś nowego i własnego, bo jako najmłodszy w rodzinie odziedziczył cały spadek dziecięcy po starszych braciach i nie tylko, więc praktycznie wszystkiego ma w nadmiarze. Wiadomo, że maluchy szybko rosną w niemowlęctwie i większość ubranek pozostaje w dobrym stanie.

Zabrałam się z radością do drutowania, bo to dla mnie sama przyjemność. Ale nie obyło się bez przeszkód, prułam kilkakrotnie dosyć spore udziergane kawałki nie mogąc zdecydować się jakie wzory zastosować. Wiadomo, że od namiaru wyboru to tylko głowa boli. Jakie ściegi  wybrałam widać dobrze na zdjęciach ** - są proste, ze względu na charakter włóczki. Bawełna nie wygląda zbyt ładnie z ażurami i warkoczami - robią się nieestetyczne dziury, szczególnie przy zastosowaniu podwójnej nitki (jak w tym kocyku)

* Na zdjęciach są dwa różne koty, chociaż wyglądają podobnie

** Autorką zdjęć jest Mama Bobasa

Dane techniczne:

- włóczka: 500g bawełny 100%, kolor ecru - przy obecnej pogodzie trudno zrobić zdjęcia oddające prawdziwy kolor

- druty nr 4

- wymiary: 80 x 90 cm

Kocyk dobrze grzeje, co szybko wyczuły koty i korzystają kiedy się tylko da.


Kocyk zgłaszam do grudniowej odsłony zabawy "Rękodzieło i przysłowia 2" jako interpretację przysłowia nr 2.

Splocik zaproponowała na grudzień takie przysłowia:

1. Jak w Wigilię z dachu ciecze, jeszcze się zima długo powlecze.
2. Rzecz darowana kosztuje zawsze drożej niż kupiona.
 
Robiłam kocyk z radością i miłością... to jest ten droższy koszt ...
 

poniedziałek, 12 lipca 2021

Cierpliwość to kwiat...

Cierpliwość nigdy nie była moją cechą... wręcz przeciwnie - zawsze byłam wybuchowa i niecierpliwa. Kiedy więc zajęłam się haftem krzyżykowym moja OdZawszePrzyjaciółka (znająca mnie lepiej niż ja sama siebie), nie mogła wyjść z podziwu, że mogę skupić się na takiej dłubaninie i nie wściekam się, ani nie "rzucam mięsem" przy pomyłkach. Być może znaczenie miał mój wiek w momencie tego krzyżykowego początku ... na starość często ludzie łagodnieją.

A właśnie z cierpliwością związane jest przysłowie w lipcowej odsłonie zabawy u Splocika:

1. Bieda matką sztuk wszelakich. 
2. Cierpliwość to kwiat, który nie w każdym ogrodzie rośnie.

Z powodów wiadomych - UPAŁY!!! egzystuję na najniższych obrotach, starając się w ogóle przeżyć ten koszmar, więc i myślenia prawie u mnie brak. A myślenia twórczego to już w ogóle nie uświadczysz.

Dlatego wybrałam drugie przysłowie i minimalistyczną robótkę do niego. Skoro tak łatwy i prosty hafcik to gdzie tu potrzebna cierpliwość? Ano... potrzebna do kanwy drukowanej, z którą zupełnie mi nie po drodze i która wymaga ode mnie szczególnej cierpliwości. Przed początkiem mojej przygody z haftem krzyżykowym kupiłam w pasmanterii taką drukowaną kanwę, ale przesunięcie kolorów względem odpowiednich dziurek szybko mnie odstraszyło od haftowania. Trafił więc ten nieszczęsny kawałek materiału do szuflady, a ja dopiero po kilku latach wzięłam się na serio za krzyżykowanie.

Mimo tych oporów sięgnęłam teraz po zestaw, który czekał cierpliwie (nomen omen!) na swoją kolej kilka lat. To prezent od miłej forumowej koleżanki, więc w końcu powinien się doczekać realizacji.

Z powodu upału nie planowałam żadnej fotograficznej aranżacji ogrodowej na iglakach sąsiada, które w dużym stopniu zakrywają naszą starą siatkę  (do swojego ogrodu muszę przemieścić się samochodowo lub transportem publicznym).

Taki jest efekt końcowy


Celowo zrobiłam zdjęcie na kluczyku do szafy, żeby dobrze było widać niewielki rozmiar tego koła ratunkowego - sam haft ma średnicę 7 cm.

Kanwa jest tylko częściowo przeznaczona do haftu (co jest zaznaczone na dołączonym diagramie), większość to podmalowane tło.

niedziela, 20 czerwca 2021

"Rękodzieło i przysłowia " w czerwcu

W tym miesiącu Splocik w swojej zabawie "Rękodzieło i przysłowia 2" zaproponowała następujące:

1. Żeby mieć kołaczy, trzeba użyć pracy. 
2. Życie człowieka jest jak sen wiosenny, a bogactwa i zaszczyty - jak przemijające chmurki.

Trochę trwało zanim zdecydowałam się, które przysłowia wybrać i jaką pracę zrobić - nadmiar pomysłów jest równie męczący jak ich niedobór. 
W końcu wybrałam przysłowie pierwsze i chustę robioną na drutach, której historia ma już rok (!). 
W maju ubiegłego roku stwierdziłam, że przyda mi się lekka chusta z bawełnianych resztek. Chusta na letnie wieczory lub chłodniejsze chwile w ogrodzie. Tak bardzo byłam niezdecydowana co do efektu końcowego, że mając 2/3 lub więcej gotowej chusty, zmieniałam koncepcję. A to układ kolorów nie ten, a to ilość nitek nieodpowiednia, albo za gęste paski itd. W rezultacie prawie w całości zrobiłam 4 do 6 chust, które całkowicie sprułam, a w maju tego roku zaczęłam narzutkę (z tych samych włóczek).
Jednak nie dodam tej narzutki do zabawy - z dwóch powodów.
Po pierwsze upały mnie znowu pozbawiły chęci trzymania na kolanach sporej już robótki (jeszcze nie skończyłam). A po drugie zobaczyłam wstawione w zabawie dwie chusty innych uczestniczek, więc moja trzecia chusto-narzutka to chyba lekka przesada. 

Przestawiłam się więc w ramach tego samego przysłowia na inny rodzaj rękodzieła, czyli rękodzieło kulinarne.
 
Wiele smacznych i pozornie łatwych w przygotowaniu potraw, wymaga sporo pracy wstępnej. Niby to szybkie i proste - szczególnie, gdy to sałatka lub kiedy samo się piecze, a nie trzeba w upał stać przy patelni... ale czasami krojenie i siekanie plus podsmażanie niektórych składników zajmuje duuużo więcej czasu niż późniejsze krótkie smażenie (np. kuchnia chińska) lub pieczenie (wstawiamy do piekarnika i leżakujemy w ogrodowym cieniu).
 
Mam wiele zdjęć potraw na blogu kulinarnym, który prowadziłam od 2009 roku, ale wybrałam najnowsze (z ostatnich dni) najbardziej pasujące do przysłowia.
 
Tarta na kruchym cieście