W wędrówce blogowej znalazłam kilka postów biorących udział w zabawie
"Czego nie lubię w hafcie krzyżykowym", którą ogłosiła Joanna na swoim blogu
"Moje krzyżyki". Jak napisałam w komentarzach podoba mi się to, że udział w zabawie jest dobrowolny. I do tego nie ma przymusu typowania kolejnych uczestników, którzy być może wcale nie są zachwyceni.
Takie zmuszanie do zabawy chyba nie wszystkim się podoba - czasami czytając na
blogach wypowiedzi "wskazanych" mam wrażenie, że nie odmawiają przez
grzeczność i zmuszają się do odpowiedzi na pytania.
Mówiąc żartem "kupiłam pomysł", ale trochę zmieniam tytuł zabawy rezygnując ze szczegółowych pytań (aktywność własna dozwolona). U mnie są odpowiedzi na pytania tytułowe:
Czego nie lubię
- bardzo, ale to bardzo nie lubię gdy nitka nagle się przeciera i urywa; miałam ostatnio taki przypadek w hafcie na delikatnym lnie muliną najbardziej markowej firmy w Polsce. Nie powinno, a się zdarzyło.
- nie lubię również, gdy muszę co chwila "stawiać nitkę do pionu", bo inaczej skręca się i pętli; zauważyłam, że to mi się zdarza najczęściej przy pracy z nitkami, które długo leżały nawinięte na bobinki
- nie lubię wszelkich pół-, ćwierć-, czterech krzyżyków w jednym; strasznie mnie to wkurza i psuje całą przyjemność, więc przestałam z tym walczyć - stawiam po prostu jeden krzyżyk
- nie lubię, czyli nie robię, bo nie umiem frenczowych knotów - próbowałam i za Chiny nie wychodzą
- nie lubię nadmiaru kresek i konturów; oczywiście są potrzebne w niektórych wzorach, dodają im uroku, ale bez przesady
- nie lubię haftować bez przyrządów, czyli trzymając materiał w rękach; to mnie bardzo męczy, ale czasami kawałek jest zbyt mały na jakikolwiek tamborek i trzeba sobie poradzić.
A co nie jest mi potrzebne (a robią to inne hafciarki):
- kratkowanie kanwy - raz kiedyś na początku swojego krzyżykowania spróbowałam i nigdy więcej. To dla mnie kompletna strata czasu, a później jeszcze problem ze spieraniem ołówka, czy mazaka.
- jeszcze większą stratą czasu i mojej cierpliwości byłoby kropkowanie - jak widzę przeniesiony na kanwę cały schemat (krzyżyk po krzyżyku), to mnie ciarki przechodzą, że miałabym się tak męczyć z własnej woli.
Od początku pozostaję przy liczeniu w trakcie pracy, chociaż mam też za sobą nieudane podejście do kanwy z nadrukiem (okropieństwo techniczne)
- parkowanie nici - to podobno pomaga przy dużych projektach, ale jeszcze takiego kolosa nie robię (chociaż mam od dwóch lat zaczętego!); a przy tych rozmiarach, które u mnie powstają nie mam takiej potrzeby.