Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień z obrazem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień z obrazem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2026

Kwiaty

Bardzo lubię kwiaty... tych, które rosną w moim ogrodzie nie zrywam do wazonu... szkoda, żeby szybko zwiędły.

Nie umiem malować farbami, ani rysować i cieszy mnie możliwość "malowania" haftem krzyżykowym. Są to małe formy, bo przyznam szczerze, że nie porywam się na większe ze względu na częste zmiany kolorów muliny. Przeraża mnie ogromna nieraz ilość kolorów, a jak do tego dodać jeszcze różne rodzaje ściegów (nigdy nie udały mi się dobre ćwierćkrzyżki) to od razu odechciewa mi się takiej mordęgi. Pozostaję na swoich przeciętnych umiejętnościach, nie mam wcale zamiaru podnosić poprzeczki. 

 Leon Wyczółkowski "Kaczeńce" (1909 r.)   

Muzeum Narodowe w Krakowie, Domena publiczna

środa, 28 maja 2025

Malarstwo to też rodzaj robótek ręcznych?

Dla mnie tak... przecież w dawnych czasach umiejętność malowania była kształcona w panienkach z bogatych domów na równi z haftem i innymi rodzajami robótek. 

Bardzo żałuję, że rysunek i malarstwo realistyczne jest dla mnie niedostępne... natura umiejętności nie dała. Podziwiam dzieła malarzy nie kierując się światowym uznaniem, ale własnym gustem. Najbardziej zachwycają mnie obrazy, które prawie z fotograficzną dokładnością zachowały realia i klimat dawnych czasów. Nie rozumiem sztuki nowoczesnej, więc nawet nie próbowałabym amatorsko iść w tę stronę z farbami.

Taką namiastką... "malowaniem igłą i nitką" jest dla mnie haft krzyżykowy. Zdaję sobie sprawę, że to najłatwiejszy rodzaj haftu, ale to mi wystarcza.  Najbardziej lubię i wybieram wzory tradycyjne.

A wracając do malarstwa... o  Elisabeth Vigée Lebrun przeczytałam na stronie Zamku Królewskiego w Warszawie (z której pochodzi ta krótka notka) 
 

  Autoportret w słomkowym kapeluszu (1782) National Gallery w Londynie (domena publiczna)

„Malowanie i życie zawsze były dla mnie jednym i tym samym” – odparła Elisabeth Vigée Lebrun, gdy życzliwie zasugerowano jej, że dla własnego dobra powinna porzucić sztukę.
Zamiast się wycofać została najwybitniejszą malarką XVIII wieku. W imię zasady „nieważne, co mówią, byle mówili” nie respektowała przyjętych norm i wywoływała skandale.
Miesiąc Historii Kobiet to okazja, by poznać wyjątkową historię tej niezwykłej artystki.
Mimo trudnej przeszłości – śmierci ukochanego ojca, niepowodzeń w relacji z matką – przyjęto ją do Królewskiej Akademii, a następnie została nadworną malarką Marii Antoniny, dla której malowała liczne portrety. Mimo jej wielkiego talentu konserwatywna część akademików insynuowała, że przyjęto ją Akademii dzięki urodzie a nie zdolnościom lub że jej obrazy maluje mężczyzna!
Była śmiała - dziś w jej „Autoportrecie w słomianym kapeluszu” nie widzimy nic szokującego… Jednak w XVIII wieku taki sposób autoprezentacji świadczył o wielkiej odwadze i nowatorstwie – pokazała się naturalnie, bez peruki i bez gorsetu.
Była zaradna - w wieku 20 lat wyszła za Jean-Baptiste-Pierre’a Lebruna, czego szybko pożałowała, gdyż mąż zabierał połowę (!) dochodów ze sprzedaży namalowanych przez nią obrazów. Małżeństwo wykorzystała jako przepustkę do świata elit.
Była niezależna - gdy mąż wyprzedał jej biżuterię, obrazy i zażądał rozwodu, Elisabeth poszła do sądu i zażądała zwrotu posagu." -