czwartek, 8 stycznia 2015

Czas na baktus

Oto moje baktusy zrobione pod choinkę, czyli robótki jeszcze grudniowe z minionego roku.
Pierwsze w mojej kilkudziesięcioletniej karierze drutowej, co mnie trochę dziwi - dlaczego tak późno?
Skoro jest to najprostsza z najprostszych forma dziania.
Robi się je błyskawicznie i są bardzo pożyteczne na duży mróz i wiatr, można dobrze schować prawie całą twarz.
Najwygodniej według mnie nosić go na zewnątrz, owinięty wokół kołnierza lub kaptura. 


Baktusy nie są zbyt wdzięcznym obiektem do fotografowania, a dodatkowo robiłam je tuż przed samymi świętami, więc nawet nie próbowałam zabawy z praniem i blokowaniem.
W przedświątecznym zawirowaniu nie miałam czasu na zrobienie zdjęć w lepszych warunkach, bo prezenty już pojechały z właścicielami. A mój aparat robi coraz gorsze zdjęcia - , nie wiem, co jest przyczyną (być może karta się zużyła). No i nie dało się zrobić zdjęcia "na ludziu".


W tym jasnym szaliczku uzyskałam efekt włóczki marmurkowej łącząc nitkę białą z kremową - bardzo mi się podoba efekt.


Każdy szalik robiłam trochę inaczej tzn. dodawałam i spuszczałam oczka w różnych odstępach.
W jednym co 4 rząd, w innym co 6, a w innym co 8.
W ten sposób uzyskałam różną długość i szerokość. 
 

Dołączam jeszcze zdjęcia zrobione przez nowych właścicieli, które właśnie dostałam pod hasłem
"Hipsterskie szaliki . Kot w bonusie"



czwartek, 1 stycznia 2015

niedziela, 28 grudnia 2014

Choinkowo na mieście

Będąc wrogiem komercyjnego świętowania sklepowego nie znam wszystkich odmian codzienności supermarketowej. Migają mi jedynie w telewizorze jakieś obrazki ze świata, gdy dziki tłum z obłędem w oku tratuje się w walce o najczęściej niepotrzebne zakupy. Unikam takich miejsc jak tylko mogę, robię zakupy w normalnych sklepach blisko domu.
Wczoraj jednak znalazłam się w tym siedlisku uzależnienia (dla wielu) nie z przymusu kupowania czegokolwiek, ale przy okazji spotkania w damskim gronie. Zostawiłyśmy wszystkich osobistych chłopców dużych i małych, żeby spotkać się i pogadać przy obiedzie w dobrej restauracji. A że najbliższe centrum restauracyjne  mamy w Manufakturze to mogłam zobaczyć ludzi, którzy zamiast cieszyć się wolnym czasem i swoim towarzystwem na wzajem, ganiają po wyprzedażach. Takich tłumów jak wczoraj jeszcze tam nie widziałam... rzeka ludzi płynąca korytarzami... koszmar...

Zrobiłam trochę zdjęć, ale z powodu dużego mrozu połączonego z wiatrem większość to nieudane rozmazane próbki.
Wielką atrakcją dla dzieciaków jest choinka z klocków LEGO


Trudno było zrobić zdjęcie bez ludzi, więc choinka obcięta od dołu. A w dodatku nastawiłam już w aparacie funkcję na nocne zdjęcia, więc te też się nie udały.


Nawet śnieg zrobił uprzejmość i leciutko zaczął znowu padać


Choinka z rodzaju tych, które nie podobają mi się - ja je nazywam konstrukcjami choinkopodobnymi.



W tym na Piotrkowskiej mamy prawdziwą choinkę w tradycyjnym kształcie, widziałam ją przed świętami, ale w biegu i bez aparatu. Ale chcę ją zobaczyć wieczorem, więc spróbuję obfocić.

czwartek, 11 grudnia 2014

Kalendarz na 90% (do przodowników pracy mi daleko)

Nie udało mi się skończyć całkowicie zaplanowanej wersji kalendarza adwentowego i musiałam przed 1 grudnia przekazać to, co się udało. Nie martwię się tym zbytnio, bo nie z mojej winy, ale jak to się kiedyś mówiło "z przyczyn obiektywnych". To czego brakuje to elementy jakby dodatkowe, ich brak nie zaburza idei kalendarza.
Tak więc spokojnie sobie skończę do następnych świąt, bo teraz to była walka z czasem i  nocny finisz  z obłędem w oczach prawie do rana.
To kalendarz dla Drugiego Wnuczka - zdjęcia w wersji roboczej oddają właściwie aktualną pogodę i dzienno-nocne marne światło.


Kalendarz jest efektem pracy zespołowej:
mój wkład to część krzyżykowa...
obszycie brzegów, przygotowanie kijków - dziadek...
woreczki uszyła mama Malucha...
na kalendarzu montował tata Malucha...

piątek, 14 listopada 2014

Mocno przedświątecznie?

Bardzo nie lubię świątecznych klimatów przed czasem... wiemy o czym mowa, więc nie rozwodzę się nad tym.
Po prostu unikam jak mogę supermarketów, omijam wzrokiem nachalne reklamy, przerzucam kanały w tv itd.
Zalew komercji mnie strasznie wkurza, bo coś nam odbiera, powoduje powszednienie odświętności...
Czym innym były kiedyś i są także teraz nasze domowe przedświąteczne przygotowania: gromadzenie delikatesowych smakołyków,  drobiazgów przeznaczonych na prezenty pod choinkę, własnoręczne przygotowywanie elementów do dekoracji mieszkania itd.
A że niektóre wymagają dużo wcześniejszego przygotowania, więc zrozumiała jest praca nad nimi już w listopadzie, czy październiku.
Takim najbardziej terminowym przykładem jest kalendarz adwentowy, który musi być gotowy w listopadzie.
Miałam nie pokazywać swoich prac w tak zwanym "trakcie", bo większość z pokazywanych na poprzednim blogu nie doczekała się finiszu. Tym razem jednak czuję się mocno zmotywowana do zakończenia, chociaż dziecko, dla którego to robię nie wie o tej niespodziance.
Kalendarz jest przeznaczony dla Drugiego Wnuczka, który może jest jeszcze za mały na takie wydarzenie, ale nie możemy go pozostawić bez tego przedświątecznego akcentu w sytuacji, gdy jego starszy brat będzie miał swoje odliczanie.
Nie korzystam z gotowego wzoru (na to potrzebowałabym zacząć w lipcu), ale robię własną składankę elementów: misiek z banerka, cyferki w układzie własnym i może jeszcze zdążę z jakąś prostą ramką.
Stan sprzed trzech dni - dzisiaj jest tak ciemno za oknem, że o zdjęciach nie ma co myśleć. Zresztą to wcześniejsze też nie jest lepsze.