czwartek, 1 stycznia 2015
niedziela, 28 grudnia 2014
Choinkowo na mieście
Będąc wrogiem komercyjnego świętowania sklepowego nie znam wszystkich odmian codzienności supermarketowej. Migają mi jedynie w telewizorze jakieś obrazki ze świata, gdy dziki tłum z obłędem w oku tratuje się w walce o najczęściej niepotrzebne zakupy. Unikam takich miejsc jak tylko mogę, robię zakupy w normalnych sklepach blisko domu.
Wczoraj jednak znalazłam się w tym siedlisku uzależnienia (dla wielu) nie z przymusu kupowania czegokolwiek, ale przy okazji spotkania w damskim gronie. Zostawiłyśmy wszystkich osobistych chłopców dużych i małych, żeby spotkać się i pogadać przy obiedzie w dobrej restauracji. A że najbliższe centrum restauracyjne mamy w Manufakturze to mogłam zobaczyć ludzi, którzy zamiast cieszyć się wolnym czasem i swoim towarzystwem na wzajem, ganiają po wyprzedażach. Takich tłumów jak wczoraj jeszcze tam nie widziałam... rzeka ludzi płynąca korytarzami... koszmar...
Zrobiłam trochę zdjęć, ale z powodu dużego mrozu połączonego z wiatrem większość to nieudane rozmazane próbki.
Wielką atrakcją dla dzieciaków jest choinka z klocków LEGO
Trudno było zrobić zdjęcie bez ludzi, więc choinka obcięta od dołu. A w dodatku nastawiłam już w aparacie funkcję na nocne zdjęcia, więc te też się nie udały.
Nawet śnieg zrobił uprzejmość i leciutko zaczął znowu padać
Choinka z rodzaju tych, które nie podobają mi się - ja je nazywam konstrukcjami choinkopodobnymi.
W tym na Piotrkowskiej mamy prawdziwą choinkę w tradycyjnym kształcie, widziałam ją przed świętami, ale w biegu i bez aparatu. Ale chcę ją zobaczyć wieczorem, więc spróbuję obfocić.
Wczoraj jednak znalazłam się w tym siedlisku uzależnienia (dla wielu) nie z przymusu kupowania czegokolwiek, ale przy okazji spotkania w damskim gronie. Zostawiłyśmy wszystkich osobistych chłopców dużych i małych, żeby spotkać się i pogadać przy obiedzie w dobrej restauracji. A że najbliższe centrum restauracyjne mamy w Manufakturze to mogłam zobaczyć ludzi, którzy zamiast cieszyć się wolnym czasem i swoim towarzystwem na wzajem, ganiają po wyprzedażach. Takich tłumów jak wczoraj jeszcze tam nie widziałam... rzeka ludzi płynąca korytarzami... koszmar...
Zrobiłam trochę zdjęć, ale z powodu dużego mrozu połączonego z wiatrem większość to nieudane rozmazane próbki.
Wielką atrakcją dla dzieciaków jest choinka z klocków LEGO
Trudno było zrobić zdjęcie bez ludzi, więc choinka obcięta od dołu. A w dodatku nastawiłam już w aparacie funkcję na nocne zdjęcia, więc te też się nie udały.
Nawet śnieg zrobił uprzejmość i leciutko zaczął znowu padać
Choinka z rodzaju tych, które nie podobają mi się - ja je nazywam konstrukcjami choinkopodobnymi.
W tym na Piotrkowskiej mamy prawdziwą choinkę w tradycyjnym kształcie, widziałam ją przed świętami, ale w biegu i bez aparatu. Ale chcę ją zobaczyć wieczorem, więc spróbuję obfocić.
czwartek, 11 grudnia 2014
Kalendarz na 90% (do przodowników pracy mi daleko)
Nie udało mi się skończyć całkowicie zaplanowanej wersji kalendarza adwentowego i musiałam przed 1 grudnia przekazać to, co się udało. Nie martwię się tym zbytnio, bo nie z mojej winy, ale jak to się kiedyś mówiło "z przyczyn obiektywnych". To czego brakuje to elementy jakby dodatkowe, ich brak nie zaburza idei kalendarza.
Tak więc spokojnie sobie skończę do następnych świąt, bo teraz to była walka z czasem i nocny finisz z obłędem w oczach prawie do rana.
To kalendarz dla Drugiego Wnuczka - zdjęcia w wersji roboczej oddają właściwie aktualną pogodę i dzienno-nocne marne światło.
Kalendarz jest efektem pracy zespołowej:
mój wkład to część krzyżykowa...
obszycie brzegów, przygotowanie kijków - dziadek...
woreczki uszyła mama Malucha...
na kalendarzu montował tata Malucha...
Tak więc spokojnie sobie skończę do następnych świąt, bo teraz to była walka z czasem i nocny finisz z obłędem w oczach prawie do rana.
To kalendarz dla Drugiego Wnuczka - zdjęcia w wersji roboczej oddają właściwie aktualną pogodę i dzienno-nocne marne światło.
Kalendarz jest efektem pracy zespołowej:
mój wkład to część krzyżykowa...
obszycie brzegów, przygotowanie kijków - dziadek...
woreczki uszyła mama Malucha...
na kalendarzu montował tata Malucha...
piątek, 14 listopada 2014
Mocno przedświątecznie?
Bardzo nie lubię świątecznych klimatów przed czasem... wiemy o czym mowa, więc nie rozwodzę się nad tym.
Po prostu unikam jak mogę supermarketów, omijam wzrokiem nachalne reklamy, przerzucam kanały w tv itd.
Zalew komercji mnie strasznie wkurza, bo coś nam odbiera, powoduje powszednienie odświętności...
Czym innym były kiedyś i są także teraz nasze domowe przedświąteczne przygotowania: gromadzenie delikatesowych smakołyków, drobiazgów przeznaczonych na prezenty pod choinkę, własnoręczne przygotowywanie elementów do dekoracji mieszkania itd.
A że niektóre wymagają dużo wcześniejszego przygotowania, więc zrozumiała jest praca nad nimi już w listopadzie, czy październiku.
Takim najbardziej terminowym przykładem jest kalendarz adwentowy, który musi być gotowy w listopadzie.
Miałam nie pokazywać swoich prac w tak zwanym "trakcie", bo większość z pokazywanych na poprzednim blogu nie doczekała się finiszu. Tym razem jednak czuję się mocno zmotywowana do zakończenia, chociaż dziecko, dla którego to robię nie wie o tej niespodziance.
Kalendarz jest przeznaczony dla Drugiego Wnuczka, który może jest jeszcze za mały na takie wydarzenie, ale nie możemy go pozostawić bez tego przedświątecznego akcentu w sytuacji, gdy jego starszy brat będzie miał swoje odliczanie.
Nie korzystam z gotowego wzoru (na to potrzebowałabym zacząć w lipcu), ale robię własną składankę elementów: misiek z banerka, cyferki w układzie własnym i może jeszcze zdążę z jakąś prostą ramką.
Stan sprzed trzech dni - dzisiaj jest tak ciemno za oknem, że o zdjęciach nie ma co myśleć. Zresztą to wcześniejsze też nie jest lepsze.
Po prostu unikam jak mogę supermarketów, omijam wzrokiem nachalne reklamy, przerzucam kanały w tv itd.
Zalew komercji mnie strasznie wkurza, bo coś nam odbiera, powoduje powszednienie odświętności...
Czym innym były kiedyś i są także teraz nasze domowe przedświąteczne przygotowania: gromadzenie delikatesowych smakołyków, drobiazgów przeznaczonych na prezenty pod choinkę, własnoręczne przygotowywanie elementów do dekoracji mieszkania itd.
A że niektóre wymagają dużo wcześniejszego przygotowania, więc zrozumiała jest praca nad nimi już w listopadzie, czy październiku.
Takim najbardziej terminowym przykładem jest kalendarz adwentowy, który musi być gotowy w listopadzie.
Miałam nie pokazywać swoich prac w tak zwanym "trakcie", bo większość z pokazywanych na poprzednim blogu nie doczekała się finiszu. Tym razem jednak czuję się mocno zmotywowana do zakończenia, chociaż dziecko, dla którego to robię nie wie o tej niespodziance.
Kalendarz jest przeznaczony dla Drugiego Wnuczka, który może jest jeszcze za mały na takie wydarzenie, ale nie możemy go pozostawić bez tego przedświątecznego akcentu w sytuacji, gdy jego starszy brat będzie miał swoje odliczanie.
Nie korzystam z gotowego wzoru (na to potrzebowałabym zacząć w lipcu), ale robię własną składankę elementów: misiek z banerka, cyferki w układzie własnym i może jeszcze zdążę z jakąś prostą ramką.
Stan sprzed trzech dni - dzisiaj jest tak ciemno za oknem, że o zdjęciach nie ma co myśleć. Zresztą to wcześniejsze też nie jest lepsze.
czwartek, 30 października 2014
W klasycznej oprawie
Cały czas coś dziubię, ale gorzej z zakończeniem prac... nie mówiąc już o ich oprawianiu, czy innym sposobie zagospodarowania.
W kolejce wyczekał się hafcik z forumowego SAL-a "Do przedpokoju" - zakończenie zabawy miało miejsce w listopadzie 2011 roku!!!. Wreszcie doczekał się oprawy. Planowałam go na drzwiczki klucznika, ale zmieniłam zdanie. I jak większość moich hafcików znalazł się w ramce. Wydaje mi się (czego nie widać na zdjęciu), że dzięki ramce i passe partout obrazek nabrał głębi.
Wymiary całości - 15x21 cm
Jak się dobrze zastanowić, to okazuje się, że prawie wszystkie moje haftowane "dzieła" znalazły się w ramkach.
Ale kilka, z mojego ZPT-u, jednak będzie mieć inne wykończenie... tak przynajmniej planuję... ale na finiszu może okazać się "jak zwykle".
W kolejce wyczekał się hafcik z forumowego SAL-a "Do przedpokoju" - zakończenie zabawy miało miejsce w listopadzie 2011 roku!!!. Wreszcie doczekał się oprawy. Planowałam go na drzwiczki klucznika, ale zmieniłam zdanie. I jak większość moich hafcików znalazł się w ramce. Wydaje mi się (czego nie widać na zdjęciu), że dzięki ramce i passe partout obrazek nabrał głębi.
Wymiary całości - 15x21 cm
Jak się dobrze zastanowić, to okazuje się, że prawie wszystkie moje haftowane "dzieła" znalazły się w ramkach.
Ale kilka, z mojego ZPT-u, jednak będzie mieć inne wykończenie... tak przynajmniej planuję... ale na finiszu może okazać się "jak zwykle".
Subskrybuj:
Posty (Atom)







