Jedną z nielicznych zalet internetu jest możliwość szukania odpowiedzi na wiele pytań.
Sama często korzystam z tego, chociaż już dawno nauczyłam się podchodzić do sieciowych informacji z bardzo dużym marginesem nieufności.
W dniach "okołoświątecznych" atakowały nas ze wszystkich stron reklamy z rodzaju "zrób babci/dziadkowi przyjemność i KUP...".
Dla mnie oczywiście najlepszym prezentem są takie miłe chwile - wierszyki i piosenki samorzutnie wyrecytowane i wyśpiewane przez najmłodszego wnuka w domowym zaciszu (dziecko miało już zaprogramowaną w głowie płytę z próbami uroczystości w przedszkolu) i życzenia telefoniczne od najstarszego (akurat go wywieźli na zimowisko).
Ta wszechobecna teraz atmosfera świętowania przywołała wspomnienia moich relacji z dziadkami. Długo miałam wszystkich czworo - zmarli, gdy byłam już dorosła, ale przez całe życie dzieliła nas sztywna bariera pokoleń. Z wielu wypowiedzi różnych osób wiem, że relacje dziadkowie-wnukowie były inne niż moje... były prostsze, bliższe, przyjacielskie. I nie chodzi tu o czasy współczesne, ale właśnie tamte z mojego pokolenia. Moje babcie i dziadkowie nie poświęcali mi specjalnie uwagi - dzieci po prostu BYŁY i nikt nie zawracał sobie głowy rozmowami z nimi. Mam wrażenie, że byliśmy dla nich przezroczyści. A jeśli zwracali uwagę to wtedy, gdy byliśmy niegrzeczni - w ich ocenie oczywiście. Patrząc teraz z perspektywy czasu właściwie powinnam docenić fakt, że nie zajmowali się mną i pozwalali mi bawić się w ich domu jak chcę. Bawiłam się przedwojennymi figurkami porcelanowymi i innymi dziwnymi przedmiotami (na przykład miniaturową wagą do listów), godzinami grzebałam w bibliotece Dziadka, buszowałam na tajemniczym strychu - będąc jedynaczką sama organizowałam sobie czas.
Nie mam żadnych zdjęć, na których bylibyśmy razem. Jedyne konkretnie przeznaczone dla mnie pamiątki to dedykacje w książkach-prezentach (od dziadków, którzy mieszkali w sąsiednim domu) i jedno bardzo wczesne wspomnienie Babci z dalekiej wsi na Podlasiu, która na łące śpiewała mi piosenkę "Ułani, ułani, malowane dzieci".
W internecie znalazłam informację, że Dzień Babci został w Polsce wprowadzony w 1964 roku. Nie pamiętam z czasów dzieciństwa żadnych uroczystości z tym związanych - dopiero lata 80-te, kiedy moja Mama i Teściowa zostały babciami. Chyba dopiero wtedy w telewizji i w gazetach pojawiały pierwsze wzmianki o tym święcie.
Teraz są inne czasy i inne relacje rodzinne - cieszę się z każdej możliwości przebywania z wnukami (dzieli nas niestety pewna odległość, ale tylko w kilometrach) - rozmowy, zabawy, wspólne proste pieczenie i przyrządzania potraw (a to sami chłopcy!).
Realizuję powiedzenie "rodzice są od wychowywania, dziadkowie od rozpieszczania" i dobrze mi z tym.
