środa, 12 lipca 2017

Środa z książką (2) - "Zupa z ryby fugu"

Dziś "Środa z książką" u Maknety, a ja mam problem wyboru (w sensie nadmiaru).
Po kolejnej wizycie w Bibliotece na moim stole wyrósł spory stosik ... nie dlatego, że wypożyczyłam tak wiele książek, ale dlatego, że w większości to dość grube tomiszcza. Dwa z nich to podobnie jak "Elka" biograficzne książki z kręgu aktorskiego. Jednak na początek wybrałam lekturę lżejszą, chociaż podejmuje bardzo trudną tematykę.

W przypadku tej powieści ogrom dramatyzmu i tragedii mogą prawdziwie odczuć tylko te czytelniczki, które same miały problemy z zajściem w ciążę oraz te, które po szczęśliwej ciąży i porodzie mogły przytulić do siebie dziecko, karmić je, móc po prostu patrzeć na dziecko, które urodziły.

Ktoś, kto nie miał takich osobistych przeżyć niech nawet nie mówi, że to rozumie, że potrafi się wczuć itd. Nieprawda... nie można się wczuć.
A tym bardziej niech nie potępia niektórych zachowań.

Autorka porusza kontrowersyjne (niestety coraz bardziej) w naszym społeczeństwie problemy leczenia bezpłodności, zapłodnienia in vitro, a szczególnie moralnie kontrowersyjne "wynajęcia brzucha" od matki-surogatki..
W żadnym przypadku nie ma dobrych rozwiązań... każde wiąże się z czyjąś krzywdą i bólem.

Od wydawcy:
"Ryba fugu jest bardzo smaczna, ale jeśli będziemy obchodzić się z nią nieostrożnie - możemy otruć siebie i współbiesiadników. Podobnie dzieje się z naszym życiem. Jest ono jak potrawa dla inteligentnych. Trzeba zawsze myśleć o tym, co robimy, jakie decyzje podejmujemy - choćby targały nami szekspirowskie zgoła emocje - inaczej może się tak zdarzyć, że ktoś (my sami?) zapłaci wysoką cenę za nasz brak rozwagi." 

Nie zdradzam treści, ale byłam trochę zawiedziona końcówką powieści. Jakoś tak zbyt powierzchownie autorka prześlizgnęła się po momentach kulminacyjnych, dając czytelnikom polukrowane i trochę przesłodzone zakończenie.


A na tamborku powstaje łapacz snów

5 komentarzy:

  1. Kilka lat temu wyczytałam sporo książek Pani Szwaji...bardzo mi jej styl pisania wówczas odpowiadał, bo pomagał pozytywnie nastawiać się do świata, ale później mój zapał opadł a szczególnie po przeczytaniu trzeciej części "KLubu używanych dziewic", która to część mnie znużyła totalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hafcik ciekawie się zapowiada.

      Usuń
    2. Rzeczywiście - styl pisania Moniki Szwaji jest nastrajający optymistycznie, chociaż chwilami odczuwamy nadmiar tej słodyczy i lukru.

      A hafcik robi się z przyjemnością :)

      Usuń
  2. Podoba mi się, że słowo "Biblioteka" napisałaś z wielkiej literą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze tak piszę, gdy mam na myśli bibliotekę publiczną - w odróżnieniu od prywatnych zbiorów , które tworzą raczej biblioteczkę:)

      Usuń