środa, 5 lipca 2017

Środa z książką (1)

Oficjalnie ruszyły u Maknety "Środy z książką" (stąd ten numerek 1, chociaż mój wpis z minionego tygodnia już do nich zaliczyłam) - bardzo się z tego cieszę... i chociaż prowadzę również bloga poświęconego głównie książkom to mogę o nich pisać w różnych innych miejscach. Nie wyobrażam sobie życia bez czytania, więc takie środowe pisanie to dodatkowa przyjemność.

Nadal czytam książkę o Elżbiecie Czyżewskiej (TU wpis), ale czytam z przerwami. To nie jest dla mnie książka, którą można zaliczyć jednym ciągiem. Muszę robić przerwy, bo zbyt mocno mnie przygnębia ta lektura. Nie będę już o niej  pisać na tym blogu po zakończeniu czytania, ale obok wcześniejszych uwag mam kolejne. Uważam za zbędne powtarzanie niektórych informacji w kolejnych wypowiedziach - autorka mogła dokonać selekcji, bo czytelnika zaczyna drażnić czytanie któryś raz tego samego. Wydaje mi się, że wrzuciła wszystko co usłyszała od rozmówców, jakby bała się, że się o to obrażą.

Dla odstresowania sięgam po książki typu przerywnik.
Po przeczytaniu kilku obyczajowych książek współczesnych polskich autorek doszłam do wniosku, że najbardziej odpowiada mi styl pisania Moniki Szwai - oczywiście z tego małego kręgu tzw. literatury kobiecej (jak ja nie lubię tego określenia!), bo zbyt wielu autorek nie poznałam. Jakoś tak mi najbliżej do tego co napisała Monika Szwaja, bo będąc z tego samego pokolenia żyłyśmy w tej samej minionej rzeczywistości. Łatwo jest wtedy odczytać aluzje, odniesienia, dowcipne wspomnienia. A książki tej autorki to miłe bajki dla dorosłych... są oczywiście tragiczne wydarzenia, choroby i nieszczęścia, źli i bardzo źli ludzie, ale to wszystko dzieje się w optymistycznej atmosferze oczekiwania na szczęśliwe zakończenia. Autorka porusza ważne problemy naszej codzienności w lekki, ale wcale nie lekceważący sposób.

Tym przerywnikiem jest powieść "Zatoka trujących jabłuszek" - trzecia (i ostatnia) część cyklu o Mało Używanych Dziewicach. Wcześniejsze to "Klub Mało Używanych Dziewic" i "Dziewice do boju!

Od wydawcy
„Klub Mało Używanych Dziewic” to – wbrew prowokującej nazwie – coś niemal tak niewinnego jak drużyna harcerska. Matkami założycielkami są cztery interesujące kobiety, których celem nie jest złapanie wreszcie chłopa (nie da się ukryć, lata lecą), lecz – w pewnym sensie – poprawianie rzeczywistości. Mają w sobie coś z dzielnych pozytywistek, choć broń Boże, nie są w typie Siłaczek padających na posterunku. Skuteczność – oto ich dewiza. Inteligencja i wdzięk pomagają im osiągać cele...
Niewielką ilość wolnego czasu dzielę między książki i robótki. A w robótkach od dawna dominują krzyżyki. Teraz na tamborku powstanie "Łapacz snów" z wykorzystaniem wzoru znalezionego w internecie.

 źródło - Pinterest
To nie jest tak, że ulegam panującej modzie na wszelkiego rodzaju łapacze snów. Od bardzo dawna mam problem ze złymi snami... jeśli w ogóle pamiętam co mi się śniło, to zawsze jest to zły sen.  Ale zrobię sobie taki obrazek traktując go wyłącznie w kategoriach zabawy.


5 komentarzy:

  1. Witaj Środowa koleżanko.Też jestem z tych, co to pomyśleć nie mogę, że można nie czytać.Robótki też toleruję jako dobre spędzanie czasu przed telewizją, ale książki są nr 1! Również cieszę się, że Makneta chce nas dalej zrzeszać. Ubiegłe lato, a szczególnie wypoczynek urlopowy był z książkami Szwaji, a szczególnie z jej babską paczką (mało używanych dziewic). Jeżeli Ci łapacz snów pomoże, to tez się może zdecyduję. Serdecznie pozdrawiam z dalekiego Wilna i zapraszam na bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie :)
      Ja przy robótkach zawsze oglądam telewizję - głównie programy podróżnicze, historyczne, czasami filmy fabularne lub słucham radia.
      Bez tych dodatków obchodzę się w ogrodzie i na działce rodzinnej w lesie.
      Nie liczę zbytnio na skuteczność łapacza snów - raczej obawiam się, że pod naszym blokiem przebiega jakaś żyła wodna i to jest przyczyna nie do usunięcia żadną magią.

      Dziękuję za zaproszenie i na pewno skorzystam na stałe (już wcześniej zaglądałam). :)

      Usuń
  2. Łapacz snów marzy mi się od dawna. Obręcz, dość spora czeka, aż najdzie mnie natchnienie. Ten krzyżykowy bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie podobają łapacze robione różnymi technikami, ale najbardziej właśnie ten krzyżykowy :)

      Usuń
  3. Właśnie, ja jakoś nie mam co robić, gdy oglądam telewizję odkąd przestałam dziergać. Wciąż jeszcze mam tak, że nie wiem co zrobić z rękoma, gdy siedzę na kanapie, tak więc najczęściej oglądam tv tuż przed snem.
    Co do łapaczy snów, to na razie ograniczyłam się narysowania dwóch, chociaż myślę o zrobieniu takiego z serwetki lub po prostu z rzeczy znalezionych w czasie spaceru.
    Cieszę się, że przyłączyłaś się do zabawy.
    Czytałam Klub mało używanych dziewic, ale nie jestem pewna czy kolejne tomy z tej serii.

    OdpowiedzUsuń