piątek, 6 stycznia 2017

Dekoracyjne sentymenty

Świąteczne dekoracje to była w moim rodzinnym domu tylko choinka, kiedyś nie ozdabiało się mieszkania, ani ogrodu tak jak dziś. 
Choinka ubierana w Wigilię i zawsze z awarią zakładanych lampek. Siedziałam przy tacie, który je reperował i bardzo przeżywałam, czy dadzą się w ogóle zreperować. Tak, jakby brak tych światełek był jakimś wielkim grzechem. Za to u dziadków nie było elektrycznych lampek, więc problem odpadał. Były przedwojenne lichtarzyki na świeczki, ale tych nigdy nie widziałam zapalonych (chyba w obawie pożaru)...  Jedynie zimne ognie zapalałam razem z dziadkiem... jak to było strasznie dawno...

Co roku obiecuję sobie, że wcześniej ubierzemy choinkę, nie tak na ostatnią chwilę. Ale nawał obowiązków ciągle w tym przeszkadza. Również w tym roku nie zdążyłam, a nawet dobrze, bo mogłam pozostawić tę przyjemność dzieciom. A dla dzieci przecież to największa frajda. I tak mam choinkę z ozdobami wybranymi z kilku pudeł i powieszonymi po dziecięcemu (czyli pewnie wbrew zasadom kompozycji takich dekoracji).


Są tu bombki zbierane przez lata... są papierowe ozdoby robione kiedyś przez nas (uwielbiam robić gwiazdki, to mi pozostało do dziś)... są współczesne moje hafciki, choineczki z materiału szyte przez moją córkę i pierniczki pieczone przez dzieci...  W momencie rozbierania choinki planuję zrobić małą sesję fotograficzną wszystkim ozdobom zrobionym ręcznie. Kiedyś pomysły można było znaleźć w niewielu książkach, a chyba nawet częściej w gazetkach dla dzieci typu "Świerszczyk" i "Płomyczek". Teraz to co innego, internet w nadmiarze.

A sama choinka? Cóż... przez lata stała się nieco wyleniałym drapakiem, ale nie zamienię jej na nowszy model. Zdobyta z wielkim trudem w czasach największego kryzysu ma swoje miejsce w domu i nie wydam pieniędzy na jakąś chińszczyznę z tak grubymi gałęziami, że trudno na nich cokolwiek powiesić. 
Kilka razy kupiliśmy żywą choinkę, ale za bardzo szkoda mi drzewka, nie mówiąc już o braku miejsca w małym mieszkaniu.
 

2 komentarze:

  1. Przy ubieraniu choinki zawsze przypominają mi się lata dzieciństwa i żywa choinka i świeczki w żabkach choinkowych i papierowe ozdoby wykonywane przez całą rodzinę...
    Ja od lat miałam i mam sztuczną choinkę. Miałam, bo jakiś łącznik złamał się i musiałam poprzednią pożegnać, ale trwało to 2 lata zanim znalazłam bardzo podobną i zgrabną następczynię.
    Jak wygląda moja choinka, pewnie widziałaś w moim blogu.

    Śliczne hafciki i ładnie oprawione.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) - kiedyś udało mi się kupić takie świąteczne ramki, więc do nich zrobiłam hafciki. Rok temu chciałam dokupić, ale wcale takich nie było.

      Papierowe ozdoby to piękny rozdział naszej tradycji - klejenie łańcuchów, pawie oczka, gwiazdki. Mój mąż szczególnie lubił bawić się w bardziej skomplikowane zabawki na choinkę. Niestety, część z nich zużyła się po prostu z biegiem lat.
      Ale przecież za rok święta i można zrobić nowe. :)

      Usuń