środa, 12 października 2016

Czapka na już

Aktualna pogoda nie sprzyja mojej stabilizacji ubraniowej - na ulicy deszcz, wiatr, chłód, a w pomieszczeniach (tramwaj, autobus, sklep) od razu robi się za gorąco... Wczoraj zorientowałam się, że nagle potrzebuję jakiejś przejściowej, cienkiej czapeczki, kiedy kaptur kurtki jednak mi mocno przewiało. Potrzebuję małą czapulkę, którą szybko ściągnę i równie szybko włożę... na ciepłe zimowe czapy jeszcze nie czas... A już od wielu lat nie robiłam czapki dla siebie.

I tak od wczoraj szybko powstaje czapeczka - włóczka ze starych socjalistycznych zapasów (na pewno jakaś anilana), ... bez wstępnego planu, jak to mówią "z głowy". Robiona na okrągło, oczka prawe, lewe, francuz i podwójny ryż. 


Dzisiaj środa wspólnego czytania i dziergania, więc robótka pozuje do zdjęcia (w fatalnych przedpołudniowych ciemnościach) z książką, która czekała w kolejce wiele, wiele lat.


Dostałam ją w prezencie, gdy byłam nastolatką i wtedy kompletnie nie byłam w stanie przez nią  przebrnąć. Nie chodzi tu wcale o trudność treści, ale dwie rzeczy z pozoru odrębne - zbyt gęsty druk powodujący zlewanie się tekstu napisanego językiem "w stylu epoki". A tu autorka ciutkę z tą stylizacją przesadziła i trzeba sporego samozaparcia, żeby jakoś w ten język wejść.

A teraz, po latach wracam do tych porzuconych lektur, odcinając się od politycznie obrzydliwej rzeczywistości, której nie akceptuję. Cóż... jestem po prostu obywatelem, którego los mało obchodzi walczących o swoje  i między sobą ...
Dlatego ratuję swoje nerwy wykorzystując świat książki sprzed lat.

"Panny z Kamienicy "Pod fortuną" to obraz życia XIX Warszawy (i trochę życia pałacowego w Puławach) pod zaborem - nie ma tu wielu akcentów patriotycznych... jest za to prawdziwa kopalnia wiedzy o codzienności, strojach, zakupach, zabawach i balach, koligacjach rodzinnych,  ploteczek o  ówczesnych celebrytkach ... nie brakuje oczywiście zainteresowań intelektualnych i artystycznych, a wszystko poznajemy z kobiecego punktu widzenia. 

Teraz czytam z prawdziwą przyjemnością, omijając wzrokiem ohydną obwolutę tego wydania (1973 r.)

Po pierwszych komentarzach dopisuję cytat - małą próbkę tego, jaka jest ta książka: 

Strach, jak się nabiegałam po Warszawie przed szlubem Olesi. Rankiem byłam na przykład osobiście w handlu Sztorskiego przy Miodowej, gdzie oglądałam nowy transport porcelany stołowej oraz transport tacek pod szczypce. Z tych ostatnich zakupiłam aż dwadzieścia sztuk. Trudno. Wszak Olesia będzie mieszkać na wsi w Komorowie, a wiele pokojów obszernego dworu wymaga jeszcze większej ilości codziennych świec do oświetlenia, które niestety trzeba stale objaśniać. W godzinę później tuptałam już do warsztatu kotlarskiego Jana Kluge (najbardziej renomowany kotlarz w stolicy, osiadł w Warszawie po dziesięciu latach ćwiczenia się w tym kunszcie w Londynie) na Nowolipki obok pałacu Mostowskich. Ledwie zamówiłam mistrza Klugego do pobielania garnków Olesinych, już dalejże z powrotem na Krakowskie Przedmieście (obok apteki Jego Cesarskiej Mości), gdzie w składzie imć Edwarda Rutsche zamówiłam przemyślną wannę do kąpieli w kształcie eleganckiego, lakierowanego mebla domowego (z przykrywą). Olesia uznawała tylko supernowoczesne urządzenia i szczerze gardziła drewnianą wanienką domową z kamienicy "Pod Fortuną", zbitą z prostych klepek. A jeszcze czekało mnie pójście do najgłośniejszego tapicera warszawskiego, niejakiego imć Fryderyka Leopolda Gerrerta, na Nowym Świecie, dalej do sklepu młynarza Rieslera przy Elektorskiej, by zamówić na wesele pięć pudów mąki, najprzedniejszej, bo marymonckiej, i wreszcie do pana Franciszka Lisnera, fabrykanta przy Ogrodowej, który przyjmował przędzę lnianą i w zamian ofiarował klienteli gotowe obrusy i serwety.

I tu znowu blogger staje dęba i nijak nie chce powiększyć czcionkę cytatu (mimo wielu prób).

9 komentarzy:

  1. O rany, ja to też chcę przeczytać!!! dzięki za inspirację!!!

    uwielbiam takie udziergi bez planu - najczęściej fajnie wychodzą :) pochwal się, jak zrobisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopisałam cytat z książki na dalszą zachętę, a czapkę oczywiście pokażę :)

      Usuń
  2. Akurat też po Twoim poście zrozumiałm ,że potrzebuję na szybko czapki. A ksiązka wpisuje się na listę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że książka spodoba Ci się :)

      Usuń
  3. Taki mamy klimat:) Też dziergam czapkę na szybko nie dla siebie. Rodzina zawsze jest w większej potrzebie, a kolejka jakby coraz większa do tych udziergów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio mało robiłam udziergów ubraniowych (nie to co kiedyś przed laty, gdy ratowałyśmy się robótkami przy pustkach w sklepach).
      Ile ja wtedy zrobiłam różności... aż łza się w oku kręci, bo praktycznie nic z tych rzeczy nie dokumentowało się tak jak dziś. Najwyżej coś się "załapało" na jakiejś fotografii rodzinnej. A zdjęć też mało, bo kłopoty z zakupem kliszy fotograficznej i tak w kółko

      Usuń
  4. jak cudnie brzmi slowo "anilana" od razu przypomina mi sie jak bylam mala i mama dziergala dla mnie rozne rzeczy na drutach. nie poszlam w jej slady i wole dzierzyc w dloni szydelko, a nie druty.JEndakze do robotek na drutach mam szczegolny sentyment.
    Jezyk epoki bezcenny :) a i oderwanie sie od polityki godne polecenia :)
    pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja myślałam, że specjalnie taka czcionka. Przebrnęłam przez fragment - podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń