środa, 28 września 2016

Już środa???

U mnie czas pędzi tak szybko, że sama nie wiem, kiedy okazało się, że dziś kolejna środa...

Na drutach poncho w  trakcie kolejnej przemiany!... nie pamiętam robótki, która miałaby tyle poprawek co ten resztkowiec. Ale nagle zorientowałam się, że resztki się skończyły, a poncho za krótkie i w ogóle nie takie rozmiary, więc trzeba dodać jeszcze jeden kolor i trochę zmodyfikować...

a w czytaniu Agata Christie


Mam z tymi książkami pewien problem, o czym pisałam kiedyś na blogu książkowym.
Po obejrzeniu adaptacji filmowej traci się główny dreszczyk emocji... "bo wiadomo kto zabił i jak do tego doszło"...
A ponieważ bardzo lubię filmy zrobione w starym stylu, gdzie nie ma przemocy i litrów czerwonej farby na ekranie, więc naoglądałam się tych ekranowych wersji ile się dało. Dlatego zrobiłam sobie dość dużą przerwę w oglądaniu..., musiałam odczekać sporo czasu "żeby zapomnieć to i owo" i móc delektować się czytaniem starych, dobrych kryminałów z najwyższej półki. I właściwie nie zależy mi tak bardzo na toku rozwiązywania zagadki... bardziej interesuje mnie tło wydarzeń - ludzie i miejsca oraz czas. 
W tym przypadku czas daje sporo do przemyślenia i porównania - październik 1945 roku. Jakże inaczej wyglądało życie u nas -  w powojennej Polsce i tam w Anglii...

Nie stosuję celowego wyboru książek według jakiejś listy, bo muszę zdać się na przypadek, czyli co będzie do wypożyczenia w Bibliotece.

Tym razem trafiłam na śledztwo z panną Marple, która jest nam szczególnie bliska z racji swojego upodobania do robienia na drutach, no i oczywiście do noszenia dzianinowych szali, sweterków, narzutek itd.


 

wtorek, 27 września 2016

Ogród wrześniowy

Minęły kolejne przepiękne dni, gdy w ogrodzie jest cudowna cisza... słońce, które nie dobija człowieka... ciekawskie i wiecznie głodne młode koty (najpewniej już tworzą sobie futra na zimę)... a ja mam tak niewiele czasu, żeby się tym cieszyć.... Ale mimo wszystko chociaż trochę łykam tego jesiennego piękna...

Kociaki z głównym pytaniem "dlaczego jeszcze miski puste???"


Malwy wystrzeliły tak wysoko, że trzeba je podwiązać, bo kładą się już na ziemię


Kolejna samosiejka... - coś słonecznikowego zasiało się przy truskawkach i kwitnie po raz kolejny


Ale jednak mistrzostwo wysokości osiąga topinambur - nie jestem w stanie zmierzyć, bo to kilka metrów nad ziemią 


poniedziałek, 26 września 2016

Jesienna tematyka... ulubiona...

Bardzo lubię jesień, co widać również w moim osobistym chomikowaniu wzorów haftu oraz w ilości zaczętych kiedyś tam robótek.
Jedną z nich teraz wyciągnęłam na światło dzienne


Ten listek przeleżał gotowy od ubiegłego października z powodu braku odpowiedniej ramki. Strasznie nie lubię tego ostatniego etapu pracy z haftem... najczęściej trudno mi znaleźć odpowiednią ramkę, a profesjonalnego oprawcy nie biorę pod uwagę ze względu na ceny.
Mam nadzieję znaleźć coś odpowiedniego w najbliższym czasie, bo chcę mieć teraz ten listek na ścianie. No i jak  już będzie w ramce, to może uda się jakaś mała sesja zdjęciowa w ogrodzie, albo na działce w lesie.

To znany powszechnie wzór AAN, którego ja nie odwzorowałam całkowicie.
Brakuje trochę drobnych elementów, które mnie wydały się zbędne. W całości wzór jest według mnie "naćkany", niektóre drobne szczególiki zapychają tło i stwarzają wizualny bałagan.
To moje odczucia... wiadomo "de gustibus...".   

Haft powstał na kanwie aida16, którą najbardziej lubię i najczęściej używam - odcień kremowy.
Nitka to cieniowana mulina DMC. I tutaj spore rozczarowanie, bo praktycznie tego cieniowania koloru nie widać. 

czwartek, 22 września 2016

Lato odeszło...

... i bardzo dobrze.

Jak co roku, wymęczona upałami (oraz dolegliwościami zdrowotnymi, które te upały co roku mi przynoszą), mogę zacząć funkcjonować w miarę normalnie.
Minione lato to był czas dla mnie bardzo trudny... bywały takie chwile, że mówiłam "najgorszy czas w moim życiu"...

A jesień bardzo lubię... zawsze lubiłam... w każdej odsłonie...

Gdy pod nogi spadają świeże kasztany, zawsze przypomina się ta piosenka, którą pamiętam z baaardzo dawnego dzieciństwa...



środa, 21 września 2016

Druty i książki...

Postanowiłam dołączyć do środowego cyklu u Maknety - w myśl starego przysłowia "lepiej późno niż wcale". Dotychczas tylko czytałam posty u innych, trafiając na nie w trakcie blogowych wędrówek.
A że sama robię jedno i drugie, czyli czytam i dziergam, więc dlaczego nie?



Na moich drutach prawie końcówka resztkowego poncho, a w czytaniu prawdziwa ramotka.



Bardzo lubię czytać wspomnienia, pamiętniki, dzienniki... Dzięki tym zapiskom mogę przenosić się w przeszłość, poznając w przyjemny sposób codzienność, zwyczaje... po prostu rzeczywiste życie, o którym nigdy nie mówiło się na lekcjach historii. Bardzo nie lubiłam tamtych lekcji, prowadzonych fatalnie, będących jedynie plątaniną dat i nazwisk. Wtedy nie rozumiałam zainteresowania historią u mojego Taty - dopiero teraz, "na stare lata", mogę delektować się poznawaniem historii od prywatnej strony.


"Kufer Kasyldy" to zbiór wybranych fragmentów pamiętników i wspomnień z dawnych, a w niektórych przypadkach bardzo dawnych czasów.
W słowie "Do czytelnika":
"Dwadzieścia dziewcząt, dwadzieścia młodych kobiet chce mówić. Chcą opowiadać o swojej młodości. Pragną zwierzać się ze spraw najważniejszych: kogo kochały i jak kochały, jakie miały ideały, do czego dążyły. Ze swoich radości i smutków. A także ze spraw bagatelnych i uroczych: jakie miewały suknie, jakie prawiono im komplementy, jak się bawiły na tanecznych wieczorkach i balach".
Wśród tych dziewcząt są bardzo znane i mniej dziś znane postaci - obok noblistki Marii Curie-Skłodowskiej ... matka-komunistów Marcjanna Fornalska.

Więcej o książce napiszę po jej przeczytaniu, na blogu książkowym "Inny czas".
A egzemplarz (kupiony kiedyś na targu staroci), który odnalazłam teraz w Starej Szafie, też ma swoją historię, zapisaną na okładkach.

niedziela, 4 września 2016

Miętowy komplecik do ogrodowego stolika...

To chyba ostatnia tak pięknie letnia niedziela...
Nawet jeśli będą wrześniowe ciepłe dni to zawsze mają już jesienny charakter.
Ale może jeszcze przyda się ten komplecik podkładek, który zrobiłam w ramach kolejnego KAL-a w polskiej grupie na Ravelry.
Letnie razemtworzenie przebiegało pod hasłem "Kwiaty i liście".
Ja wybrałam liście w postaci podkładek, inspirując się wzorem Jen Zeyen. Napisałam o inspiracji, bo mimo najszczerszych chęci nie mogłam dokładnie rozgryźć angielskiego opisu (co może dziwić osoby znające język, że to przecież taka łatwizna), więc zrobiłam tak na "mniej więcej" według zdjęć.
Bardzo przyjemna robótka - włóczka to 100% bawełny, a kolor jest przypakowy, bo ta nitka najbardziej mi odpowiadała (z tych dostępnych w sklepie). Zużyłam jeden motek o wadze 5 dkg.






sobota, 3 września 2016

Jabłkowe plony

Po fatalnym ubiegłym roku, gdy prawie wszystkie jabłka zmarniały wisząc jeszcze na drzewach, w tym roku jest co zbierać. Nie opryskuję drzew niczym i dlatego mnie zrywam jabłek, ale zbieram te, które zdecydują się, że są już dojrzałe, żeby spadać na ziemię...


piątek, 2 września 2016

Miała być poduszeczka do szpilek/igieł, ale...

... ale straciłam serce do tej robótki. Chyba każdej z nas przytrafiło się coś takiego co najmniej raz. Tak bywa... najczęściej nie z naszej winy...
W sierpniu zrobiłam takie pastelowe maleństwo, z przeznaczeniem na poduszeczkę do  igieł i szpilek. 


Poduszeczka miała być dla mnie, zrobiona w ramach pewnej forumowej zabawy. Nie wchodzę w szczegóły (dlaczego akurat taki wzorek itd), bo praktycznie zabawa się nie odbyła. Temat zabawy miał ileś tam odsłon, ale chętnych do udziału nie było. To bardzo smutne... szczególnie, gdy przypomnę sobie podobne zabawy, w tym samym gronie, w tym samym miejscu, ale kilka lat wcześniej. A teraz widać jak fora, w formule sprzed lat, przegrywają  coraz dotkliwiej z fejsowym bukiem. Tym bardziej smutne, że to strasznie ogłupiająca strona, produkująca bezmyślnych klikaczy.

A wracając do niedoszłej poduszeczki... Hafcik trafi do szuflady, gdzie poleży do momentu, gdy będzie mi potrzebny ten kawałek tkaniny. Wtedy zniknie, wypruję go... nie przeznaczę na nic innego..., a poduszeczki na pewno nie zrobię, bo nie chcę mieć takiej  niemiłej "pamiątki" w formie codziennej przypominajki.