poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Moja własna magnolia

Kwitnącymi krzewami magnolii zachwyciłam się kilka lat temu, w czasie majowego spaceru w Ogrodzie Botanicznym. Tam zobaczyłam przepiękne różnorodne drzewka i krzewy obsypane kwiatami w tonacji biało-różowo-szkarłatnej. Dopiero po tej wyprawie zaczęłam dostrzegać magnolie w dalszych i bliższych ogrodach. Jakoś wcześniej ich zauważałam - nie wiem dlaczego.

I efektem tego było kupno młodej sadzonki do mojego rodzinnego ogrodu.
Posadzone dwa lata temu maleństwo przetrwało w bardzo dobrym stanie pierwszą zimę; w drugim roku wyrosły piękne listki.
A w tym roku ma ponad dwadzieścia pąków kwiatowych
Pierwsze już się rozwijają




A tak imponująco wygląda zza żywopłotu duże już drzewo w sąsiednim ogrodzie


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Robótkowo na ekranie

Nie jestem fanką brytyjskiego kina... nie czuję pewnie tego klimatu. Najczęściej te filmy i seriale nudzą mnie po prostu.
Jednak trzeba przyznać producentom filmów, których akcja dzieje w bliżej lub dalszej przeszłości dbałość o scenografię, rekwizyty, kostiumy. Zatrudniają fachowców, którzy potrafią wypełnić plan filmowy, a ludzi ubrać odpowiednio w stylu epoki.

Ostatnio obejrzałam kilka odcinków nowego serialu "W kręgu zbrodni" (2014).
Poświęcę serialowi kilka słów w osobnym poście na drugim blogu (nie będą to zachwyty, wręcz przeciwnie). Tutaj chciałam wstawić kilka fotek pod kątem strojów głównych bohaterek.
To bardzo ciekawy dla mnie obraz, bo akcja dzieje się na początku lat 50-tych, w czasach młodości moich rodziców. Oglądałam z zainteresowaniem ubrania młodych Angielek, porównując je z tym, co zostało utrwalone na zdjęciach i filmach w Polsce.
Był to czas socrealizmu i obowiązującego na polskiej ulicy ciężkiego workowatego płaszcza robotnicy fabrycznej w chustce zawiązanej pod brodą.
A tu na filmie niezwykłe w kroju płaszczyki, no i kapelusze, kapelusiki! U nas nie było to tak powszechne nakrycie głowy, raczej uchodziło za symbol drobnomieszczaństwa i bogatej sanacyjnej paniusi - a to już był podtekst polityczny.

I oczywiście wypatrywałam każdego wytworu rękodzieła na paniach i panach.

 





Bohaterki nie tylko noszą sweterki zrobione na drutach, ale nawet "głównodowodząca w śledztwach"  w jednej ze scen trzyma w rękach druty z robótką.


źródło zdjęć

wtorek, 14 kwietnia 2015

Truskawkowe jajko - jakby wielkanocne trochę...

Miałam nadzieję w tym roku powiesić na ścianie nowa dekorację świąteczną, ale w rezultacie połączenia wyczerpania pogrypowego ze stałym już kompletem chorobowo-bólowym nic z tego nie wyszło.
Nie doczekało się również swojej świątecznej premiery jajko truskawkowe, które powstało w ubiegłym roku w ramach wspólnego haftowania z forumowymi koleżankami. To chyba był mój ostatni już udział w tego rodzaju wspólnym działaniu. Nie daję rady w terminowych sprawach, ale wiadomo.... nigdy nie mów nigdy.

Nie wiem, jaka jest oryginalna wersja kolorystyczna, bo schemat jest jednokolorowy.
Ale ja zdecydowałam się na kolory zgodne z naturą - tym bardziej, że truskaweczki to jedne z niewielu upraw jakie pojawiają się w naszym ogrodzie.


Jajko wymaga porządnego wyprania i wyprasowania -  jest jeszcze w wersji roboczej, bo bez oprawy. Do końca nie mogę się zdecydować, czy włożyć w ramkę, czy zrobić makatkę.
Może do następnych świąt wyrobię się w końcu ...

wtorek, 7 kwietnia 2015

"Robótkowy czas relaksu"

Tak nazwałam na prywatny użytek ten obrazek, który powstał w styczniu .


Taki sam tytuł miał mój poprzedni blog robótkowy  ( poświęcony przede wszystkim mojemu skromnemu robótkowaniu) i w tym wzorze także zawiera się klimat czasu odpoczynku przy tamborku.
Są tu potrzebne akcesoria hafciarskie połączone z filiżanką (kawy? herbaty?) i słodkościami...
a wszystko ujęte w kształt serca, wyrażające tym miłość do robótek. To serduszko doczekało się realizacji chyba trochę pod hasłem walentynkowym, chociaż właściwie nie lubię tego święta i całej jego komercyjnej nachalnej otoczki (przede wszystkim właśnie tego). Kolory muliny nie są u mnie takie, jak w oryginalnym wzorze.
Sama dobrałam z tego, co miałam w swoich zapasach. Takie bardziej mi się podobają.


Kanwa w rzeczywistości ma kolor kremowy lub ecru - zrobiłam na 16, bo mniejsze już raczej nie dla mnie (a raczej nie dla moich oczu). 
Za bardzo mnie męczy wyszywanie na drobniejszej kanwie, denerwuję się i to mnie pozbawia przyjemności.


Jeszcze nie doprowadziłam do końca oprawy obrazka, którą ma być ten widoczny na zdjęciu  tamborek (średnica wewnętrznego koła - 21 cm). 
Na razie napięty materiał nie chce się trzymać i rozłazi na boki.
Tutaj to trochę mojej winy, bo pożałowałam kasy i kupiłam tańszy tamborek marnej jakości. Niestety... jednak coś za coś...
Chwilowo hafcik jeszcze w wersji niedokończonej.