piątek, 26 września 2014

Mój ZPT i dobre chęci, czyli próbuję się aktywizować

Jak daleko znalazłam się na bocznym torze robótkowej blogosfery (forumowej także)!
Co prawda mam wykluczenie na życzenie, bo nie mam zamiaru rejestrować się na durnotach typu faciobuk i przez to nie mam możliwości uczestniczyć w różnych zbiorowych dzierganiach i haftowaniach.

O co chodzi z tym ZPT z tytułu posta?

ZPT czyli Zbiór Porzuconych Tworów.
Przypomniałam sobie o nim przeglądając posty mojego poprzedniego bloga robótkowego. To moja autorska nazwa określająca rozpoczęte i porzucone robótki - nazywane już na blogach UFO-kami. Jednak UFO-ki nie za bardzo mi pasują, wolę swój Zetpet.
A wróciłam do niego (czyli do poprzedniego bloga), szukając swoich rozpoczętych robótek. Mam ich tak wiele, że pamiętam tylko o kilku - o tych, które mnie najbardziej gniotą. Nie wiąże się to z żadnym nowym cudownym pomysłem i pobudzeniem uśpionej aktywności robótkowej. Nie, nic z tych rzeczy. To jak zwykle u mnie coś podpatrzonego u innych, co przedstawię jednak w nieco innej formie. Chodzi o blogową zabawę "Hafciarska lista życzeń", o której przeczytałam na którymś z blogów i z niego trafiłam do autorki pomysłu.

A że niedawno rozpoczęłam kolejny rok swojego życia to może poruszę trochę swoją bardzo uśpioną aktywność (zmęczoną latem i w ogóle życiem) i spróbuję chociaż dać sobie jakieś ramy czasowe - w tym przypadku rok do następnego września. Kto powiedział, że musimy wszystko zaczynać 1 stycznia?
Na pewno nie jest to żadna lista do wykonania, bo już wielokrotnie przekonałam się jak to u mnie jest z takimi postanowieniami - odwrotnie proporcjonalnie. To tylko moja luźna interpretacja zabawy.

Próbowałam doliczyć się, chociażby tak na mniej więcej, ile mam rozpoczętych robótek. W szczegóły wolę nie wchodzić, bo wtedy sama na siebie jestem najbardziej zła. Zauważyłam w ostatnich trzech latach zaczynam kolejną robótkę (haft, druty) i mniej więcej w połowie porzucam ją na rzecz nowej, której mi się właśnie zachciało.
Już wcześniej miałam takie skłonności - stąd moja wersalka jest pełna rozpoczętych robótek drutowych, ale teraz to już prawdziwa plaga. Kiedyś jeszcze co którąś tam robótkę skończyłam... teraz to już całkowity dramat.
I najgorsze jest to, że ja robię te hafciki w większości dla siebie, dla własnej przyjemności. Codziennie wieczorem siadam sobie w fotelu przed telewizorem i coś dziubię w ślimaczym tempie - to mi naprawdę pomaga w zwalczeniu zmęczenia i depresyjnych nastrojów. Dlaczego więc nie potrafię zmobilizować się i kończyć każdą rozpoczętą pracę? I nie są to przecież wielkie i trudne prace. Rok kalendarzowy zaraz się skończy, a ja mam dosłownie jeden prosty hafcik (nawet nie wyprany do dziś), który właściwie liczyłby się do minionego roku, bo zaczęłam go robić w święta Bożego Narodzenia - wzorek nijak nie związany ze świętami, taki odstresowujący niebieski wiatraczek. Zresztą poprzedni rok też nie obfitował w zakończone prace.

Policzenie nie bardzo mi się udało, ale na pewno tych porzuconych hafcików jest kilkanaście... a może jeszcze więcej. Lepiej nie wyciągać ich na światło dzienne, niech się pojawią jak już będą gotowe.
Jedyny, który naprawdę powinnam zakończyć jak najszybciej, to metryczka dla mojego Pierwszego Wnuczka. Zanim stanie się zbyt dorosły na jakieś miśki i inne dziecinne głupoty. To już ostatni dzwonek w świetle jego aktualnych zainteresowań. Rozpoczęłam metryczkę, gdy Maluch był jeszcze w brzuszku u swojej Mamy, a właśnie niedawno skończył 5 lat!
Nic dodać...


Skoro nie rozpisuję się o zaległościach, to co z chęciami przyszłościowymi?

Zacząć haftować na lnie.

Wszyscy  (a właściwie wszystkie mówią, że to łatwizna). Jakiś czas temu proponowałam dziewczynom na forum wspólną naukę-zabawę, z prośbą o pomoc instruktażową bardziej doświadczonych forumek. Niestety, zero odzewu - ani chętnych do nauki, ani do nauczania ...  przykre.
Jak nie, to nie... spróbuję sama - zacznę od jakiegoś wzornika, a później może taki obrazek



 Zrobić obrazek tematyczny kilkuelementowy.

Nie określam konkretnego wzoru, bo najpierw kupię ramkę, a potem będę szukać.
Coś w tym stylu


I jeszcze wiele. wiele innych chęci hafciarskich, które siedzą w głowie i na dysku komputera...

Mam też taką naprawdę dużą formę do wykonania, nie dopuszczając myśli, że nie dam rady w tym życiu


To już zaczęłam (w 2013 roku), ale nie do końca opanowałam stronę warsztatową (nie mam tak dużego krosna), więc postawiłam dosłownie kilkanaście krzyżyków. Termin docelowy - październik 2016, ale sama nie bardzo wierzę w taki finał.
To nic, takimi wpisami będę się utwierdzać i nie poddawać zwątpieniu...

4 komentarze:

  1. ZPT - to mi się od razu skojarzyło się ze starą, peerelowską szkołą i zajęciami praktyczno- technicznymi :)))
    Ale Zbiór Porzuconych Tworów- jak najbardziej mi pasuje . Przynajmniej nie z angielska:)))
    No ,ale z metryczką to już "nawaliłaś"- 15 lat :)))) Musisz się poprawić :)))
    A żaglowiec przepiękny - trzymam za niego kciuki!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana :) nie doczytałaś - napisałam bez błędu, że skończył 5 lat.
      Gdyby to było 15 to już nie wygłupiałabym się z miśkami, bo by mnie chyba zabili śmiechem (razem z młodszym bratem) :)

      Dobre masz skojarzenia - szkoda, że takie lekcje to już przeszłość.

      Usuń
  2. Twoje określenie bardziej mi się podoba, bo moje porzucone robótki też nie mają wiele z kosmosem.
    Nie pomyślałabym, że w takie ramki można oprawić hafciki, przedni pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę swoje określenie :)

      Takie kilkuczęściowe obrazki w jednej ramce znajduje się czasami w internecie, ale nie jest ich zbyt wiele. A u nas ramki są jeszcze skromniejsze (2-3 elementy) - nie widziałam na przykład części z koła. Ale mam nadzieję coś wynaleźć w sklepach.
      A w ogóle to mi się tak podoba, bo daje dużo możliwości własnej kompozycji tematycznej. i taką chcę sobie zaplanować.

      Usuń