czwartek, 28 sierpnia 2014

Po prostu sierpniowy dzień...

Lato dobiło mnie upałami w stopniu dotąd niespotykanym jak na wytrzymałość mojego organizmu.
Właściwie żyłam jakoś chyba siłą rozpędu...wypełniałam podstawowe obowiązki rodzinne...coś nawet myślałam... ale ze względu na prymitywizm myśli lepiej tego nie ujawniać... nawet coś łatwego czytałam i próbowałam cokolwiek pisać na blogach - z marnych skutkiem jak widać.

Tymczasem na balkonie wyrastają piękne pomidorki koktajlowe


mój duży, wygodny i całkowicie niezagospodarowany balkon to temat na osobne opowiadanie. Na pewno w warunkach, gdy uda mi się opanować złe emocje i pisać w miarę spokojnie.