poniedziałek, 16 czerwca 2014

Higienicznie w drodze

Dawno, dawno temu... w siermiężnych realiach minionego ustroju w publicznych ubikacjach z kranu leciała tylko zimna woda do obtłuczonej i brudnej umywalki... i to wszystko.
W studenckich czasach ( gdy przebywałam praktycznie cały dzień poza domem), woziłam z sobą w torbie mały zestaw higieniczny, czyli miniaturowy ręczniczek i mydełko w malutkiej plastikowej mydelniczce. Niestety już jej nie mam, zaginęła w tajemniczych okolicznościach - szkoda, bo byłaby to nie tylko miła pamiątka. Później nigdy już nei widziałam w sprzedaży takiego małego egzemplarza.
Czasy się zmieniły, dostępne toalety są nowoczesne i wypasione, a jednak... zdarza się prawie deja vu.
Wczoraj, jadąc jedną z naszych autostrad, zatrzymaliśmy się na kawę i bułę w znanym wszystkim fastfudzie. Nie jesteśmy fanami tego typu jedzenia i bardzo chętnie zjedlibyśmy coś polskiego, ale jak się nie ma co się lubi...
Przy takiej okazji korzystamy zawsze z toalet. Tym razem w damskiej z kranu leciał tylko wrzątek, suszarka do rąk atakowała powietrzem godnym Sahary, a w podajniku nie było mydła...
ale był papier toaletowy, który kiedyś trzeba było "zabezpieczyć sobie" z domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz