poniedziałek, 9 grudnia 2013

Przedświątecznie na całego

Orkan Ksawery opuścił już chyba Polskę, nie wyrządzając nam (mojej rodzinie) żadnych szkód. Odczuwaliśmy jego obecność fizycznie, z trudnością poruszając się na ulicy. Mój mąż nawet zrezygnował z codziennej jazdy rowerem do pracy, czego nie zrobili niektórzy rowerzyści, walcząc później z materią.
Śnieg na krótko pobielił świat za oknem, miałam nadzieję, że tak pozostanie już do świąt. Niestety, deszcz dzisiejszej nocy zmył całkowicie tę uroczą dekorację.

Na blogach robótkowych i wnętrzarskich świąteczne klimaty już od dawna, ja jednak rozpoczynam ten czas dopiero od grudnia. Listopad to zbyt wcześnie, jeszcze tkwią we mnie refleksyjne nastroje Zaduszek.

Inna sprawa, że jeśli ktoś ma duże plany robótkowe związane z Bożym Narodzeniem, to rzeczywiście należy zaczynać dużo wcześniej. Po raz kolejny przekonałam się o tym, że już nie daję rady opanować wszystkiego. Przy obecnych obowiązkach rodzinnych i własnym stanie zdrowia, nie jestem w stanie zrobić zbyt dużo. Muszę coraz bardziej redukowac swoje plany i chęci - niestety...
I już teraz , nie czekając na czas noworocznym postanowień, powiedzieć sobie wyraźnie "nigdy więcej zgłoszeń do wspólnych, terminowych zabaw".
Po raz kolejny chciałam wziąć udział w Świątecznym SAL-u, który organizuje Ania, a nawet pierwsza dopytywałam się, czy ten SAL w tym roku będzie. I co z tego, skoro prawdopodobnie znowu nie dam rady skończyć robótki w terminie. To jasny sygnał, żeby skończyć z hurra-optymizmem i entuzjazmem bez pokrycia. Na pewno zacznę robótkę (materiał już dawno kupiony), ale kiedy skończę? nie wiadomo.

W ostatnich tygodniach ożywił się blog SAL-u "Pod choinkę", co mnie bardzo cieszy. I nadal zapraszam do tej zabawy, jeszcze można dołączyć - tutaj strona główna bloga


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz