sobota, 31 sierpnia 2013

Powrót do dzieciństwa

Pracowałam latem w ogrodzie jak nakręcona - godzinami bezmyślnie prażąc się w słońcu... kompletnie bez sensu, bo sama się dobijałam fizycznie, narzucając tempo i zakres prac. I tak tego nie przerobię w tym roku, chociaż troszkę udało mi się zwalczyć.
Nie wiem, co mnie tak gnało. To może jakieś metafizyczne przesłanie od Mamy..
Odpoczywając (w krótkich chwilach) na leżaku w najgłębszym cieniu, zamykałam oczy i marzyłam o hamaku... o tym ze starego zdjęcia w rodzinnym albumie... mam kilka lat i uśmiecham się do aparatu, którym Tata robi zdjęcia...
Muszę koniecznie zainstalować nowy hamak, w nowym miejscu... w moim starym ogrodzie, gdzie aż gęsto od wspomnień....
I niech będzie jak dawniej... dla dzieci i dla starszych

piątek, 30 sierpnia 2013

Przedjesień

Coś takiego jak przedwiośnie... jeszcze trwa lato, ale już w powietrzu poranka pojawił się nowy zapach... rześka zapowiedź nadchodzącej jesieni... chociaż to dopiero za miesiąc...
Uwielbiam ten zapach świeżości, nie to co niedawny duszący upał.


sobota, 24 sierpnia 2013

Mogę sobie tylko pomarzyć

O zamieszkaniu nad naszym polskim morzem na stałe... lub o takim plażowaniu (się)...
życie jest jednak bardzo niesprawiedliwe...


PS Wcześniej nie zaznaczyłam wyraźnie, że takie luksusy są dostępne dla niektórych tutaj u nas, nad naszym polskim morzem właśnie...
Kto by pomyślał w niedawno minionym ustroju, że tak będzie?
Wtedy na tej samej plaży tłoczyli się wczasowicze FWP, godzący się na siermiężne warunki, byle tylko tu przyjechać - oczywiście, jeśli mieli szczęście dostać takie skierowanie w najlepszym czasie wakacyjnym do najlepszych miejsc nadmorskich.

sobota, 17 sierpnia 2013

Sierpień w ogrodzie

Odpoczywam po upałach... nie dałam rady wszystkiego uporządkować i zwalczyć niepotrzebnego zielska...
W ogrodzie praktycznie nic nie było robione w ciągu ostatnich kilku lat, więc ja teraz sama w jedno lato nie nadrobię zaległości. Jedynie z trawą udało mi się jako tako opanować sytuacje, bo okazało się nagle, że spodobało mi się to chodzenie z kosiarką.

Nie mam siły na wielkie uprawy, szczególnie, że bardzo nie lubię wyrywania chwastów w pozycji klęczącej lub kucając. Rośnie to, co przetrwa i nie wymaga pielęgnacji.
Jaka jest siła roślin przekonuję się nie tylko przy chwastach... 


te floksy sadziła moja prababka i przez tyle lat (na pewno ponad 60) co roku same się odradzają,. Co prawda nie w takich ilościach jak dawniej, ale może nieopatrznie coś wykosiłam tu i tam w pierwszych porywach wiosennych z kosiarką.

Nazwa "floksy" używana u nas zastanowiła mnie - a może to tylko jakaś ludowizna? może naprawdę nazywają się inaczej, bardziej poważnie.



Jednak nie - nie musiałam długo szukać i nawet przy okazji podszkoliłam się w prostej obsłudze (czyli gdzie i jak podciąć, żeby ponownie zakwitły): Floksy - kwiaty nieco zapomniane

piątek, 16 sierpnia 2013

Nowe miejsce...

Bez zbędnych opisów i wyjaśnień... Zakładam kolejne miejsce w sieci.
Po 5 latach prowadzenia blogów robótkowych zakończyłam tamten etap przeprowadzką. Bardzo dużo się nauczyłam w zakresie samego blogowania, a przede wszystkim istnienia w internecie. Ten wirtualno-realny świat dał mi duży bagaż doświadczeń... szkoda, że również negatywnych, które o wiele bardziej przeżywałam.

Mogłabym pozostać w starym miejscu, ale zbyt dużo złych wspomnień wiąże się z tamtymi wpisami. Powiedzmy, że czyste kartki w tamtym zeszycie już się skończyły, trzeba założyć nowy.
Mam więc tutaj czysty nowy zeszyt, który będzie nieco inny od poprzedniego.
A jaki?... to się okaże "w praniu"... teraz jeszcze sama nie wiem.
Tak właściwie, to nawet nie wiem, dlaczego nadal chcę blogować. Wydawać by się mogło, że powinnam mieć dość i nie pakować się w kolejną sieć (w dodatku samodzielnie uplecioną). Warunków do spokojnego blogowania też jak na lekarstwo... i to już nawet nie chodzi o czas, bo jakoś się znajdzie. Brak spokojnej głowy, w tym cały problem.

Może jednak ta własna pisanina pomoże mi trochę w odzyskaniu radości życia, która gdzieś uleciała... przygasła... została przydeptana... - przecież ja byłam wesołą optymistką... chichotką w różowych okularach...